niedziela, 16 grudnia 2012

„Nowa koleżanka.”


    Reszta lekcji przebiegła dość sprawnie. Co prawda strasznie się nudziłam, bo znałam już materiał to i tak robiłam dokładne notatki, bo w innym przypadku nie miałabym co robić. Zajęcia skończyły się o 1530 i tak będą się kończyć codziennie. Chyba zwariuję, cóż może i by było lepiej jakbym zwariowała. Kiedy tak szłam z Colin do głównego wyjścia i byłyśmy już dość blisko to ona powiedziała:
 - To co, do jutra.
 - Nie miałabyś ochoty spotkać się jeszcze dzisiaj? No wiesz, pogadałybyśmy, lepiej byśmy się poznały, powiedziałabyś mi co muszę zrobić do szkoły i powiedziałabyś mi co nieco o nauczycielach. Jeśli oczywiście masz ochotę. - nie ukrywałam, że miałam wielką nadzieje, że się zgodzi.
 - Jasne, że możemy się spotkać, będzie mi bardzo miło, tylko gdzie.
 - Ja miasta nie znam...
 - No to może pod Twoim domem, za godzinę. Pasuje?
 - Idealnie.
    Uśmiechnęłam się do niej i po chwili każda poszła w swoją stronę. Ja udałam się do samochodu Erika, który po nas przyjechał. Mówiąc nas miałam na myśli siebie, Annę, Katję i Tima.
    Pierwsze co zrobiłam jak wróciłam do domu to poszłam do pokoju, nie chciałam nikogo widzieć. Byłam wściekła na matkę, nie rozumiałam dlaczego to zrobiła, dlaczego nie oddała tego cholernego zwolnienia.
Przebrałam się w coś innego niż mundurek, ale już tak, żeby móc wyjść. Po chwili wzięłam komórkę i wykręciłam numer do taty, bo wiedziałam, że z matką nic nie załatwię.
 - Cześć Izuniu. - po kilku sygnałach usłyszałam dobrze mi znany głos taty.
 - Cześć tatusiu. Dzwonie, bo mam sprawę.
 - Przypuszczam. Mów co się dzieje.
 - Wysłałeś mamie moje zwolnienie z wychowania fizycznego?
 - Oczywiście, gdy tylko je dostaliśmy. Dlaczego się pytasz.
 - Mama nie dostarczyła go do szkoły i dzisiaj miałam mały problem. Jeśli do środy nie dostarczę zwolnienia to będzie po mnie, będę musiała ćwiczyć, a wiesz jak to się skończy.
 - Wiem. Rozmawiałaś na ten temat z mamą?
 - Nie. Tato, dobrze wiesz, że z nią nie da się dogadać.
 - Ok. To zrobimy tak: podasz mi numer do szkoły, pójdę jutro z samego rana do twojego lekarza i poproszę, żeby wypisał Ci jeszcze jedno zwolnienie, zadzwonię do szkoły, najwyżej wyślę im ksero faksem a w środę je przywiozę z gitarą i na najbliższej lekcji oddasz.
 - Tato, wiesz jak bardzo Cie kocham, gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła.
 - Wiem kochanie, ja Cie też kocham.
    Podałam numer do szkoły tacie a potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Poczułam się trochę lepiej, ale nadal byłam zła na mamę. Miałam jeszcze trochę czasu do spotkania z Colin i postanowiłam zrobić zadanie z matematyki, nic innego do roboty nie przychodziło mi na myśl. Usiadłam przy biurku i zabrałam się za nie, nie było trudne lecz czasochłonne.
    Po jakimś czasie ktoś wszedł do pokoju bez pytania. Wkurzyłam się, bo to był mój pokój, moja prywatność. Jak się okazało to była mama a ta wiadomość jeszcze bardziej mnie zdenerwowała. Mama spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Zejdziesz na obiad?
 - Nie, dzisiaj jem na mieście, umówiłam się.
 - W tym domu obiad jemy całą rodziną.
 - Przecież swoją rodzine masz w jadalni, czego jeszcze chcesz. A tak przy okazji, dlaczego nie oddałaś do szkoły mojego zwolnienia z zajęć sportowych?
 - Nie ma żadnych podstaw żebyś nie ćwiczyła.
 - Są, dlatego lekarz wystawił mi zwolnienie. Nawet się nie zainteresowałaś, co jest na rzeczy. Przepraszam jestem zajęta a po za tym za 15 minut wychodzę.
    Odwróciłam się plecami do matki i zaczęłam dalej robić zadanie. Skończyłam je tak w sam raz do wyjścia. Ubrałam kurtkę, buty i czapkę z daszkiem – inna nawet w taka porę roku nie wchodziłą w grę. Zeszłam na dół i chciałam wyjść, ale oczywiście mama miała jakieś obiekcje. Próbowała mnie zatrzymać w domu, ale nie udało jej sie to, nie miałam zamiaru siedzieć tam jak w więzieniu.
    Wyszłam z domu a Colin właśnie dochodziła pod furtkę.Uśmiechnęłam się do niej a ona odwzajemniła gest. Postanowiłyśmy coś zjeść, bo obie byłyśmy bez obiadu, ale ja nie znałam miasta, więz zaufałam koleżance. Po niedługim czasie wylądowałyśmy w przytulnej pizzerii. Zamówiłyśmy coś do jedzenia i picia a potem przez jakiś czas siedziałyśmy w milczeniu.
    Kiedy milczałyśmy to przyglądałam sie jej. Wydawała sie normalną nastolatką, może trochę zagubioną, niewątpliwie bez przyjaciół i znajomych, ale na pewno nie była kujonem. Przecież gdyby tak było to nie siedziałaby teraz ze mną, tylko by się uczyła. Coś mi się nie zgadzało. Zaczęłam zastanawiać się czego Katja mogła jej zazdrościć. Jedno było pewne, inteligencji i wiedzy na pewno jej zazdrościła, ale musiało być jeszcze coś. Uroda? Bardzo prawdopodobne.
    Colin to szczupła bondynka o czekoladowych oczach, które przyciągały jak magnes. Miała ładną cerę i gdyby dać lekki makijaż, to z pewnością większość facetów zainteresowałaby się nią. Przypomniała mi troche Paulę, tylko oczy się nie zgadzały, Paula ma niebieskie, kolorem przypominały morze karaibskie, ale były tak samo magnetyczne...
    Z moich rozmyślań wyrwała mnie Colin:
 - Iza, wszystko w porządku?
 - Co? Przepraszam, zamyśliłam się.
 - Zauważyłam. O czym myślałaś? Jeśli nie chcesz mówić to nie mów, zrozumię.
 - Bardzo przypominasz mi moją przyjaciółkę...
 - Ale raczej jej nie zastąpię.
 - Z tym się zgadzam, nikt mi nie zastąpi Pauliny, ale możesz być moją drugą przyjaciółką. Tego nikt Ci nie zabroni, a ja chyba potrzebuję tutaj kogoś na kogo mogę liczyć.
 - Do usług, zawsze. Może to nie pora, ale chciałabym się podzielić tym co zauważyłam.
 - Śmiało. - zachęciłam ją i uśmiechnęłam się.
 - Ta piosenka... którą słuchałaś, a potem nam puściłaś to... śpiewałaś Ty z kimś jeszcze. Tak mi się wydaje...
     Spojrzałam na nią przerażona. Nie spodziewałabym się, że ktoś, kto mnie nie zna może się domyślić. Zamknęłam oczy na moment, żeby powstrzymać łzy, a potem spojrzałam na Colin i powiedziałam:
 - Masz rację, tą piosenkę śpiewałam ja z, właśnie tą przyjaciółką, Pauliną i resztą zespołu. Colin, proszę nie mów nikomu i nie rozmawiajmy na razie na ten temat. Jeszcze nie jestem gotowa, żeby o tym rozmawiać, o Polsce i, o tym co tam zostawiłam. Obiecuję, że kiedyś będziemy mogły o tym spokojnie pogadać.
 - Nie ma sprawy, to będzie nasza tajemnica. Nie chciałam sprawić Ci przykrości...
 - Nie zrobiłaś tego, pewnie gdybyś powiedziała mi to za tydzień, dwa a nawet miesiąc, to zareagowałabym podobnie. Nie martw się.
    Colin uśmiechnęła się do mnie, ja do niej i po chwili przyniesiono nam nasze zamówienie. Zjadłyśmy a potem jeszcze chwilę siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Poznawałyśmy się, Colin opowiadała mi o sobie, ja jej też trochę o sobie mówiłam, choć nie dużo, ale ona to rozumiała. Z pizzerii poszłyśmy pochodzić po pobliskim parku. Dobrze czułam się w towarzystwie Colin. Chodziłyśmy i rozmawiałyśmy, tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się co nieco o nauczycielach, zwłaszcza o ich wymaganiach. Colin obiecała mi, że skseruje mi notatki, żebym była na bieżąco. 

czwartek, 6 grudnia 2012

"Szkoła"


     Zanim poszłam spać to sprawdziłam jeszcze swoją skrzynkę mailową. Miałam wiadomość od Pauli w której opisała mi wszystko ze szczegółami co się u nich działo. Taka była między nami umowa, więc i ja napisałam jej wszystko co się działo: kłótnia z mamą, rozmowa z tatą, moje odczucia. Wiedziałam, że ona mnie zrozumie, w końcu sama kiedyś mi to przepowiedziała.
     Usnęłam przy muzyce, jak zawsze. Wcześniej jednak nie umiałam odgonić od siebie myśli o szkole. To już nie był mój świat, a Katja na pewno zadbała o moją reputację. Nie mogłam zaprzeczyć, że się bałam. Zostałam sama, nikogo tam nie znałam, nie czułam się z tą sytuacją komfortowo.
     Obudziłam się tak jak zadzwonił budzik. Przez chwilę leżałam jeszcze w łóżku. Kiedy w końcu zwlekłam się z łóżka tak jak byłam ubrana, czyli w dresie, to zeszłam do kuchni. W domu zawsze jadłam na śniadanie płatki z mlekiem i nie miałam zamiaru tego zmieniać. Spojrzałam się na matkę a ona powiedziała:
 - Siadaj, już daję kanapki.
 - Wolałabym płatki z mlekiem. Już się do nich przyzwyczaiłam.
 - Dobrze, to weź sobie.
     Mama się do mnie uśmiechnęła. Nie byłam pewna czy jej przeszło po wczorajszym. Wzięłam sobie miskę, płatki i mleko. Choć przez chwilę poczułam się jak w domu. Po posiłku poszłam do pokoju przebrać się i spakować. Spojrzałam do szafy na mój nowy mundurek, nie wyglądał tak tragicznie. Czarna spódniczka, biała, elegancka bluzka, czarna marynarka z logiem szkoły, czarny krawat (to już mogli sobie darować, ale cóż), i czarne kozaki. Przebrałam się, pomalowałam, spakowałam torbę i byłam gotowa do wyjścia.
    Po chwili do pokoju weszła mama, spojrzała na mnie i powiedziała, że ładnie wyglądam. Uśmiechnęłam się do niej lekko i poszłyśmy do samochodu. Kiedy podjechałyśmy pod budynek szkoły to mnie zamurowało. Budynek był dość duży i wyglądał na stary, ale za to był całkiem ładnie odnowiony. Weszłyśmy z mamą do środka i poszłyśmy w stronę sekretariatu.
     Zanim dyrektor nas przyjął to minęło trochę czasu, a ja w tym czasie rozglądałam się. Wnętrze było bardzo nowoczesne i przyjazne, takie było przynajmniej moje odczucie. Dyrektor wyszedł do nas, spojrzał się na mnie z góry do dołu, co nie było zbyt przyjemne. Uśmiechnął się do mnie i do matki a potem powiedział:
 - Zaraz przyjdzie opiekun drugiej klasy. - tym razem zwrócił się do mnie, poznałam bo zerknął na mnie – Mam nadzieje, że będziesz się tu dobrze czuła. W tej szkole obowiązują pewne zasady i wolałbym żebyś się do nich stosowała...
 - Dzień dobry.
 - To jest profesor Jens, opiekun drugiej klasy. Do niego chodź z każdą ważną sprawą.
 - Dzień dobry. - przywitałam się grzecznie
 - Witaj. Zaraz zaprowadzę Cię do Twojej klasy, ale najpierw oddaj matce wszystkie ozdoby.
 - Co ma pan na myśli?
 - Dobrze wiesz co mam na myśli. Łańcuszek, pierścionek, kolczyki i bransoletka.
 - Nie ściągnę tego.
 - Takie są zasady tej szkoły, nie można mieć żadnych ozdób. Przykro mi musisz to ściągnąć – dyrektor
 - Nie ściągnę tego i nie zmusicie mnie.
 - Iza, zrozum, że takie są zasady. Dla twojego dobra ściągnij to. - mama
 - Nie, albo wiesz co, pierścionek mogę Ci oddać, tata mi go dał, żebym myślała o Tobie, ale już dla mnie nic nie znaczy. Reszty niestety nie ściągnę. - ściągnęłam z palca pierścionek i oddałam go mamie. 
 - Młoda damo, nikt się Ciebie nie pyta czy to zrobisz, czy nie, po prostu masz to zrobić. - profesor Jens.
 - Nie mam zamiaru. Możecie mnie wyrzucić z tej szkoły, będę bardzo szczęśliwa.
 - Profesorze Jens, proszę zaprowadzić Izabelę do klasy – dyrektor
 - Oczywiście.
     Mężczyzna spojrzał się na mnie. Zaczyna się robić wesoło, czułam, że pan profesor nie da mi spokoju, będzie mnie gnębił przez cały pobyt w tej szkole. W drodze do klasy zostawiłam kurtkę w swojej szafce. Kiedy znaleźliśmy się pod salą to profesor puścił mnie przodem.
     Weszłam do sali i momentalnie wszyscy się na mnie spojrzeli. No tak, pewnie dużo rzeczy słyszeli na mój temat. Nauczycielka też się na mnie patrzyła. Profesor Jens po chwili powiedział:
 - Przepraszam pani profesor. To jest Wasza nowa koleżanka Izabela. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją dobrze. Usiądź, proszę z Colin.
     Spojrzałam się na dziewczynę. Podeszłam do ławki, usiadłam a moja sąsiadka uśmiechnęła się do mnie. Po chwili opiekun klasy wyszedł a pani profesor zaczęła lekcje matematyki. Pomimo tego, że wszystko było po niemiecku nie miałam żadnych kłopotów ze zrozumieniem tego co było mówione. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę to byłam szczęśliwa. Jeżeli tak mają wyglądać wszystkie lekcje to zwariuję. W Polsce z materiałem byłam dużo do przodu, więc będę się strasznie nudzić.
     Colin spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i zapytała:
 - Oprowadzić Cię po szkole?
 - Jeśli masz ochotę.
 - Jasne, że mam.
     Uśmiechnęła się do niej. Wszystkie lekcje mieliśmy w tej samej sali, więc zostawiłyśmy rzeczy i wyszłyśmy z klasy. Colin pokazywała mi, gdzie jest jaka sala, gdzie mamy jakie lekcje. Moja sąsiadka okazała się bardzo sympatyczną i miłą osobą. Po jakimś czasie odważyłam się zapytać:
 - Co opowiadała na mój temat Katja?
 - Dużo rzeczy mówiła na twój temat. Najbardziej to próbowała nas przekonać, że jesteś brzydka, dlatego jak weszłaś do klasy to nas szokło. Katja mówiła też, że jesteś głupia, wredna... Wiesz, oczerniała Cię jak tylko mogła. Czuje się zagrożona.
 - A ma do tego powód? Nie chcę jej zastępować. Nigdy nie byłam i nie mam zamiaru być pustą lalunią.
 - Katja, jest bardzo dziwna, Anna zresztą też. Wiesz, one muszą być w centrum uwagi, Ty jesteś śliczna i nowa, wszyscy są Ciebie ciekawi. Jak Ty będziesz w centrum uwagi to one przestaną być, a tego chyba nie przeżyją.
 - To ich problem, a ja jakoś za taką fałszywą uwagą nie przepadam.
 - Też za tym nie przepadam, dlatego trzymam się z dala od Katji i hałasu wokół niej.
     Uśmiechnęłam się do niej. Colin była wspaniałą dziewczyną, czułam, że się polubimy. Chodziłyśmy po szkole i gadałyśmy, tak choćbyśmy znały się długo. Kiedy doszłyśmy chyba do głównego holu, a przynajmniej tak to wyglądało, to zauważyłam Katję ze swoimi znajomymi. Najwyraźniej opowiadała coś bardzo śmiesznego, bo wszyscy zaczęli się śmiać. Starałam się nie zwracać na nią uwagi, ale gdy przechodziłyśmy z Colin koło jej grupki to powiedziała:
 - No, no, ale sobie znalazłaś koleżankę. Chcesz byś podoba do niej, największy kujonek w szkole.
 - A co, zazdrościsz mi? Colin, przynajmniej jest coś warta i na pewno nie jest taka pusta w przeciwieństwie do Ciebie.
 - Ona ma jakąś wartość. Bardzo śmieszne. Aj przepraszam, jedyne co ona może to pomóc Ci w nauce, a najbardziej to chyba francuskiego.
 - Uuu. Pomyliłaś się, nie potrzebuję pomocy we francuskim. Jeśli mi nie wierzysz to możesz sprawdzić, że umiem francuski.
 - Comment vous oppelez-vous?1
  -  Je m'appelle Iza. Zadowolona?2
  -  Myślisz że jesteś taka doskonała.
 - Znowu przegrałaś i znowu się wściekasz. A tak na marginesie twoi znajomi wiedzą co stało się w sobotę w klubie.
 - Zamknij się!
 - Czyli nie wiedzą? Ojejku... nie zdążyłaś się jeszcze pochwalić... Ach tak, ale Ty przecież przegrałaś. Już zapomniałaś, że przegrałaś w karaoke ze mną. - byłam jak najbardziej wredna, patrzyłam na nią z wrogością w oczach, ona na mnie też.
 - Ty szmato! Nie dziwię się, że Twoja matka odeszła od Ciebie i Twojego ojca. Kto chciałby mieć taką córeczkę...
 - Dziewczyny przestańcie... - Tim. Nawet nie wiem kiedy przyszedł, zresztą teraz większość szkoły nam się przygląda.
 - Nie Tim. Twoja kochana siostrzyczka zaczęła zły temat. Moja matka odeszła to fakt, ale to chyba była najlepsza rzecz jaką mogła zrobić dla mnie i dla taty. Ja w przeciwieństwie do Ciebie odwiedzam moją mamusię, a teraz nawet z nią mieszkam, a Ty, kiedy ostatnio byłaś u swojej mamy, kiedy ją widziałaś. Jest taka mała różnica między nami. Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz, możesz mnie oczerniać, pogrążać, upokarzać, ale nic Ci to nie da...
 - Iza, dość... - Tim
 - Masz rację, dość.
     Spojrzałam jeszcze raz na Katję i odeszłam stamtąd. Colin poszła za mną i szybko mnie dogoniła. Kiedy znalazłam się dosyć daleko od tego całego hałasu, tych wszystkich ludzi, to stanęłam przy ścianie i osunęłam się na ziemię. Moja towarzyszka usiadła obok mnie, ale nic nie mówiła, nie zadawała żadnych pytań, po prostu siedziałyśmy i milczałyśmy.
     Po chwili, gdy doszło do mnie, że w ten sposób się nie uspokoję, a niewątpliwie byłam wkurzona i zdenerwowana, to wyciągnęłam telefon, wyszukałam pewną piosenkę i puściłam ją sobie. Colin nadal się o nic nie pytała, chyba widziała, że chwilowo nie mam nastroju do rozmowy. Ja wsłuchiwałam się w piosenkę.  Wysłuchałam ją chyba trzy raz, ale pomogło i uspokoiłam się.
     Kiedy po kolejnych trzech lekcjach zadzwonił dzwonek na przerwę, długą przerwę, to wzięłyśmy z Colin nasze rzeczy i poszłyśmy pod halę sportową, bo jako następną lekcję miałyśmy wychowanie fizyczne. Usiadłyśmy i dalej milczałyśmy. Czułam się lepiej, ale dalej, gdzieś to wszystko siedziało i do końca nie potrafiłam się na nowo odnaleźć. Po jakimś czasie Colin spojrzała na mnie i powiedziała:
 - Dzięki za tamto, no wiesz, stanęłaś po mojej stronie...
 - Nie masz za co dziękować, zawsze staje po stronie osób, które lubię, a Ciebie lubię, jesteś jedyną osobą, która nie uwierzyła Katji.
 - Też Cię lubią, mam nadzieje, że chociaż Ty potraktujesz mnie jak normalną osobę, nie jak... kujona.
 - Masz to jak w banku. - uśmiechnęłam się do niej a ona do mnie.
 - Ćwiczysz?
 - Teoretycznie nie mogę. Mam nadzieje, że mama oddała moje zwolnienie.
     Długo rozmawiałyśmy, praktycznie całą przerwę. Dobrze mi się z nią gadało, nie miałyśmy problemu ze znalezieniem wspólnych tematów do rozmowy. Przez chwilę pomyślałam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić, ale wiedziałam, że i tak nikt nie zastąpi mi Pauliny. Brakowało mi jej i to bardzo. Po trzech dniach cholernie tęskniłam za nią i za chłopakami z zespołu a zwłaszcza za moim „braciszkiem” Kamilem.
     Po dzwonku poszłyśmy na halę i do szatni. Większość dziewczyn zaczęła się przebierać, ale nie wszystkie. Ja, Colin i jeszcze dwie dziewczyny siedziałyśmy na ławce. Po chwili do szatni weszła nauczycielka. Spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Ty, jesteś tą nową dziewczyną, Izabelą?
 - Po prostu Iza.
 - Dobrze. Dlaczego się nie przebierasz?
 - Nie mogę. Mój lekarz wystawił mi zwolnienie, mama miała je dostarczyć.
 - Ale ja nic nie dostałam, przykro mi. Przebierz się zaraz zaczynamy.
 - Ale ja naprawdę nie mogę, nie zmyślam, proszę mi uwierzyć. Mogę zadzwonić i załatwić całą tą sprawę?
 - Hmm. Następne zajęcia mamy...
 - W środę. - dokończyła za nauczycielkę Colin.
 - W takim razie dzisiaj Ci daruję, ale do środy musisz dostarczyć zwolnienie. Jeżeli go nie będę miała to niestety będziesz musiała ćwiczyć.
 - Dziękuję bardzo. 
 -Dziewczyny, które ćwiczą, zapraszam na salę, a wy możecie iść na zajęcia.
     Nauczycielka wyszła a ja spojrzałam na Colin, nie wiedziałam o jakie zajęcia chodzi. Ona uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że mam wziąć rzeczy. Tak też zrobiłam i poszłam z nią. Wciąż nie wiedziałam o co chodzi i z tego powodu bardzo się denerwowałam. Weszłyśmy do jakiejś sali, gdzie było już kilku chłopaków z naszej klasy, te dwie dziewczyny i jeszcze kilka osób.
     Po chwili do pomieszczenia wszedł młody nauczyciel, na nasz widok uśmiechnął się i powiedział, że dzisiaj są zajęcia muzyczne. Spojrzałam przerażona na Colin. „Tego już nie przeżyję” - pomyślałam sobie. Dlaczego ten pierwszy dzień w szkole musi być taki trudny. Najpierw kłótnia z Katją a teraz zajęcia muzyczne. Już i tak źle się czułam a zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej. Przymknęłam na chwilę powieki, musiałam dojść do siebie. Teraz to najchętniej wróciłabym do Polski albo uciekła stamtąd, wszystko było lepsze, nawet zajęcia sportowe, choć tak bardzo kochałam muzykę.
     Nauczyciel spojrzał na nas i przeliczył. Na chwilę otworzyłam oczy, ale i tak dalej nuciłam sobie w głowie piosenkę. Po chwili powiedział:
 - Coś Was jest więcej niż zwykle. Ty jesteś nowa? Jak się nazywasz? - pokazał na mnie, tego się mogłam spodziewać.
 - Jestem Iza.
 - Będziesz chodzić na nasze zajęcia?
 - Raczej tak.
 - Grasz na jakimś instrumencie?
 - Tak, na gitarze. Potrafię jeszcze kilka dźwięków na perkusji, klawiszach, basie i gitarze elektrycznej.
 - Zagraj nam coś.
 - Wolałaby nie.
 - Nie daj się prosić, kawałeczek czegokolwiek, to co lubisz.
     Dałam za wygraną. Wzięłam leżącą obok mnie gitarę i wciągnęłam powietrze. Boże jak dobrze było mieć z w rękach znowu gitarę, instrument, który pozawalał mi być wolną, uspokajał mnie. Co prawda to nie była moja gitara, ale gitara, a w tym momencie nie było ważne jaka. Po chwili zaczęłam grać piosenkę, która mnie uspokajała, tą samą, którą słuchałam po kłótni z Katją.
     Kiedy grałam czułam się wolna, czułam, że jestem sobą, tą samą Izą, którą byłam w Polsce. Nagle przypomnieli mi się moi przyjaciele, nasz zespół i nasze wspólne marzenie. Wiedziałam, że już tak nie będzie, przynajmniej do puki będę tutaj, a potem przecież jadę do Włoch. Nigdy już nie będzie tak jak kiedyś.
     Przerwałam, żeby przerwać wspomnienia, bo chyba jeszcze nie byłam na nie gotowa. Zamknęłam oczy, byle by tylko się nie rozpłakać. Nie trwało to długo, tylko chwilkę. Po tej właśnie chwili nauczyciel spojrzał się na mnie i powiedział z uśmiechem i miłym wyrazem twarzy:
 - Masz talent. Utwór był naprawdę ładny.
 - Znam to, słuchałaś tego na przerwie po kłótni z Katją. - powiedziała Colina, choć miałam nadzieje, ze tego nie zauważyła.
 - Puść nam tą piosenkę.
     Wciągnęłam powietrze i puściłam piosenkę. Zamknęłam oczy i miałam wielką ochotę pośpiewać. Jakoś się powstrzymywałam, choć tak do końca nie wiem jak mi się to udawało. Gdy piosenka się skończyła to nauczyciel spojrzał na mnie i zapytał się:
 - Jak nazywa się ten zespół?
 - Ten zespół nie ma nazwy, grają dla siebie, w garażu, ale proszę już o nic nie pytać.
 - Dobrze, tylko, że mają duży talent i potencjał, nie powinno się tego marnować.
     Uśmiechnęłam się lekko do niego a potem podeszłam do okna. Nie chciałam aby ktokolwiek widział jak się teraz czuję. Po chwili podeszła do mnie Colin i objęła. O nic się nie pytała, nic nie mówiła, po prostu mnie przytulała.

1Jak Pani się nazywa? (fr.)
2Nazywam się Iza. (fr.)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Kłótnia"


    Po niedługim czasie do pokoju weszła mama. Spojrzała się na nas i zapytała się Tima:
 - Mógłbyś zostawić nas same?
 - Jasne. Zajrzę jeszcze potem.
 - OK. - powiedziałam do niego lekko się uśmiechając, kiedy stał już przy drzwiach.
 - Polubiliście się. - mama powiedziała, kiedy Tim wyszedł.
 - Fakt. Tim, jest bardzo sympatyczny, ale chyba nie o tym chciałaś rozmawiać.
 - Masz rację. Chciałam porozmawiać o jutrzejszym dniu.
 - A co z nim?
 - Pierwszy dzień w nowej szkole.
 - No tak. Nie martw się, będę grzeczną dziewczynką.
 - Nie o to mi chodzi. Jak zauważyłaś na biurku masz książki, zeszyty, wszystko co potrzebujesz... a w szafie wisi mundurek.
 - Mundurek...?
 - Tak. Będziesz chodzić z Katją, Anną i Timem do jednej szkoły. Bardzo dobre, prywatne liceum. Nie martw się.
 - Nie martwię się, tylko chcę być normalną dziewczyną, a nie postrzeganą jako panienkę, nietykalną z dobrego domu. Czemu w ogóle nie zapytałaś mnie o zdanie?
 - Moja droga, nie będziemy na ten temat dyskutować.
 - No tak, tak jest najprościej. Postawić przed faktem dokonanym i koniec. Nie pomyślałaś, że to może sprawić komuś wielki ból. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to zabolało. Miałam 9 lat, chciałam podzielić się z kochana mamusią dobrymi nowinami a tu się okazuje, że ona wzięła swoje rzeczy, zostawiła list, w którym oświadcza, że za kilka dni tata dostanie papiery rozwodowe i tak po prostu nas zostawiła. Nie wiesz jak bardzo bolało to, że nie miałam z kim pogadać na kobiece sprawy a najbardziej bolało to, że widziałam jak tata się męczy...
 - Przestań! - sprawiałam jej świadomie ból, ale pierwszy raz odważyłam jej się powiedzieć co czułam gdy nas zostawiła.
 - Prawda boli, co? Nie wiesz jak bolało mnie to jak w sądzie, prosto w oczy powiedziałaś mi, że mnie nie chcesz. Nie wiesz co przeżywałam potem i co roku jak czekałam na Twój telefon w moje urodziny. W końcu zrozumiałam, że mnie nie chcesz, że nic dla Ciebie nie znaczę. Powiem Ci szczerze, że dwa razy bardziej bolało mnie to, że musiałam tu przyjechać niż to że 8 lat temu tak po prostu odeszłaś. Nienawidzę Cię, już nie mam matki i nigdy nie będę miała.
    Mama już nic nie powiedziała tylko uderzyła mnie w policzek i wyszła. Zamknęłam oczy, musiałam się uspokoić, choć miałam wielką ochotę coś rozwalić. Po chwili usiadłam w fotelu i patrzyłam się przed siebie. Nie płakałam, choć może powinnam. Byłam szczęśliwa, że wreszcie powiedziałam jej co czułam. Po chwili położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit. Zaczęłam sobie nucić piosenki i uspokajałam się.
 - Mogę? - usłyszałam po jakimś czasie, a Tim wyglądał zza uchylonych drzwi.
 - Jasne, wchodź.
 - Co powiedziałaś Lenie, wyszła stad z płaczem a teraz tata ją uspokaja.
 - Powiedziałam prawdę. Tim, wreszcie powiedziałam jej, co czułam, kiedy nas zostawiła... Teraz, w końcu czuje, że wyrzuciłam z siebie to wszystko.
 - Ją to chyba zabolało.
 - Tim, a mnie nie bolało jak nas zostawiła. Miałam 9 lat, nie rozumiałam, co się dzieje, ale nagle w moim życiu zabrakło matki. Proszę, nie rozmawiajmy o tym.
 - Dobrze. Wyśpij się, jutro do szkoły.
    Nic nie powiedziałam tylko uśmiechnęłam się do niego a on po chwili wyszedł i zostawił mnie samą. Puściłam cichą muzykę i ponownie usiadłam w fotelu. Zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać. Dla mnie to było najlepsze lekarstwo, wyśpiewać swój ból, strach, złość, zawsze mi pomagało. Po jakimś czasie przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Dzwonił tata, trochę mnie to zdziwiło.
 - Cześć tato.
 - Cześć Kochanie. Dzwonie, bo przed chwilą skończyłem niezbyt miłą rozmowę...
 - Mama?
 - Tak. Co się stało? - po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
 - Pokłóciłam się z nią, bo zapisała mnie do prywatnego liceum, wiesz, że ja nie lubię takiego czegoś. W ogóle ze mną nie rozmawiała na ten temat. Nie wiem, ale jakoś doszło do tego, że powiedziałam jej co czułam kiedy nas zostawiła i potem. Wiesz co zrobiła? Uderzyła mnie, za to, że powiedziałam jej co czułam. Teraz przynajmniej czuje się wolna, cieszę się, że odważyłam się w końcu na głos powiedzieć co czułam.
 - Kochanie, nie wiesz jak się teraz czuję, gdyby nie mój wyjazd, wszystko...
 - Tato, daj spokój. Nie martw się o mnie.
 - Iza, jak bym mógł się o Ciebie nie martwić. Jesteś moją małą córeczkę i zawsze nią zostaniesz.
 - Wiem tato. Mama, pewnie myśli, że mnie za to ochrzanisz. A tak właściwie to, co ona Ci powiedziała?
 - Powiedziała mi, a raczej wykrzyczała, że wychowałam Cię w nienawiści do niej, że nie masz szacunku do starszych, że nie liczysz się z tym, co robią dla Ciebie inni...
 - Przecież to nie prawda.
 - Wiem Skarbie. Ja Cię znam i wiem jaka jesteś naprawdę. Pamiętaj, że zawsze masz we mnie wsparcie.
 - Kocham Cię tato i bardzo za Tobą tęsknie.
 - Ja za tobą też tęsknie, dom bez Ciebie jest strasznie pusty. Zobaczymy się w środę.
 - Nie zapomniałeś.
 - Iza, jakbym mógł. Do zobaczenie w środę.
 - Kocham Cię tato.
    Tata się rozłączył a ja się uśmiechnęłam. Łzy już od dawna nie spływały po moich policzkach. Cieszyłam się, że mam tak wspaniałego tatę. Tylko on, no może poza przyjaciółmi, mnie rozumiał. Znał mnie bardzo dobrze, wiedział jaka jestem, co lubię, co kocham. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy i nie było między nami żadnych tajemnic. W końcu przez długi czas byliśmy tylko my, tworzyliśmy kochającą się rodzinę.

sobota, 24 listopada 2012

"Załamanie."


    Obudziłam się, było dość późno. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z łóżka ani z pokoju. Leżałam jeszcze trochę w łóżku z zamkniętymi oczami, nie chciałam widzieć tego pokoju, tego miejsca, psychicznie czułam się fatalnie. Po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju i usłyszałam:
 - Izuniu, wstawaj.
 - Nie mam ochoty, zostaw mnie. - nie było to zbyt miłe, ale przez dzisiejszy sen, żadna dawka przyjemności w stosunku do matki mnie nie nawiedziła.
 - Co się stało? Coś w klubie, wczoraj?
 - Nic się nie stało. Chcę być sama...
 - Musisz coś zjeść. Wiem, że Ci ciężko bez ojca, ale...
 - Nie chodzi o tatę! Zostaw mnie samą!
 - Dobrze, jakbyś zgłodniała to zostawię Ci kanapki na stole.
 - Iza, pójdziesz z nami na spacer? - Erik
 - Nie mam ochoty, wolę zostać w domu. Możecie już sobie iść?
 - Dobrze, nikt nie będzie Ci przeszkadzać. - mama
    Oboje zostawili mnie samą. Przykryłam głowę poduszką, chciałam zapomnieć, że jestem w tym miejscu, że otaczają mnie ci ludzie. Łzy same zaczęły spływać mi po policzkach. Tęskniłam za przyjaciółmi, ale przede wszystkim za naszymi próbami w garażu. Nie potrafiłam żyć bez muzyki.
    Po jakimś czasie wygramoliłam się z łóżka. Poszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem. Moja twarz była blada, oczy czerwone i podpuchnięte, jednym słowem wyglądałam fatalnie. Przemyłam twarz zimną wodą, trochę mi to pomogło, ale i tak czułam się źle i nie wyglądałam najlepiej.
    Wróciłam do pokoju, już przebrana w jakiejś stare, jeansowe spodnie z dziurami na kolanach i jakąś, pierwszą lepszą bluzkę. Usiadłam w fotelu, kolana podciągnęłam do siebie, położyłam na nich komórkę i przyglądałam się jej. Miałam taką ogromną ochotę zadzwonić do Pauliny, ale wiedziałam, że potem może być jeszcze gorzej, że będzie mi jeszcze trudniej. W końcu nie wytrzymała, wybrałam z książki adresowej numer Pauli i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Liczyłam sekundy oddzielające kolejne sygnały. Miałam nadzieje, że przyjaciółka szybko odbierze i tak się stało, a ja poczułam ulgę.
 - Hej, Izuś.
 - Cześć.
 - Uuu. Co się dzieje?
 - Tęsknie za wami, za zespołem. Teraz pewnie siedzielibyśmy w naszym garażu i mielibyśmy próbę. Brakuje mi tego.
 - Pewnie by tak było, ale bez Ciebie to już nie to samo. Nam też Ciebie brakuje...
 - Paula, mam prośbę. Nie rezygnujcie z tego marzenia tylko dlatego, że mnie nie ma.
 - Iza, ale to jest nasze wspólne marzenie, dlatego założyliśmy ten zespół. Jesteś jego członkiem. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
 - Macie jakieś wieści?
 - Jeszcze nie, czekamy co będzie. Przecież wiesz, ze wysłaliśmy to kilka dni przed Twoim wyjazdem.
 - Wiem, była jeszcze nadzieja, że zostanę...
 - Iza, nie zadręczaj się tym. Z każdym problemem zawsze sobie radziłaś i teraz też sobie poradzisz, jesteś silna...
    Długo rozmawiałyśmy, nawet bardzo długo. Ta rozmowa nie przyniosła mi ból, tak jak myślałam, było przeciwnie, po niej poczułam się lepiej. Paula zawsze wiedziała jak podnieść mnie na duchu i to chyba dzięki naszej przyjaźni podniosłam się z upadku jakim było odejście mamy. Potem, jakieś 2 lata później to ja ją podnosiłam na duchu jak jej ojciec zostawił ją z mamą. Byłyśmy jak siostry, nierozłączne i kochające się, mam nadzieje, że tak zostanie.
    Po rozmowie z przyjaciółką poszłam do kuchni. Mama tak jak powiedziała, tak zrobiła i zostawiła mi kanapki. Na stole leżała jeszcze karteczka, na której napisane było, że wracają koło 1800, więc miałam jeszcze 2 godziny czasu, 2 godziny samotności. Nalałam sobie soku i zjadłam coś, a potem poszłam do salonu i oglądałam jakiś film.
    Nawet nie zauważyłam, kiedy minęły te 2 godziny. Mama na mój widok uśmiechnęła się, ale gdy zobaczyła mój wyraz twarzy to uśmiech zniknął z jej twarzy i zapytała się:
 - Wszystko w porządku?
 - Tak, pójdę do siebie, źle się czuje.
 - Denerwujesz się pierwszym dniem w szkole, ale nie martw się, wszystko będzie dobrze.
 - Wiem... mamo.
    Te ostatnie słowo nie chciało przejść mi przez gardło, nie byłam przyzwyczajona do wymawiania go. Na moment spojrzałam się na Tima, a on bardzo uważnie mi się przyglądał. Po chwili patrzenia mu się w oczy poszłam do swojego pokoju, chciałam być sama, musiałam się uporać sama ze sobą.
    Położyłam się na łóżku, nie miałam na nic ochoty. Twarz schowałam w poduszkę i starałam się nie płakać, choć było to bardzo trudne. Paula miała rację, byłam silna, ale tylko wtedy, gdy miałam przyjaciół blisko siebie, kiedy mogli być moją podporą. Po chwili ktoś wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Nie spojrzałam się na tą osobę, nie chciałam nikogo widzieć, ale dana osoba bardzo chciała udowodnić, że jest koło mnie, bo po chwili milczenie powiedziała:
- Iza, co się dzieje?
- Tim? - nie byłam pewna, czy to on, czy śni mi się, że to Kamil
- Tak to ja. Co się dzieje? Co Cię trapi? - odwróciłam się w jego stronę, spojrzałam w oczy i powiedziałam:
- Rzeczywistość mnie trapi. Nie chcę tu być. Wolałabym mieszkać na ulicy, ale być w Polsce, blisko moich przyjaciół, a nie sama. Tam zostawiłam wszystko co jest mi najdroższe...
- Iza, przecież tu też może się wszystko ułożyć...
- Tu się nic nie ułoży. Wszystko co miałam, kochałam i kocham nadal, zostawiłam w Polsce. Nienawidzę tego miejsca, nie chcę tu być, straciłam wszystko, sens mojego życia...
    Tim nic nie powiedział, a ja tak naprawdę nie wiem czemu, ale przytuliłam się do niego. On chyba wiedział co czuję, ale nie chciał się do tego przyznać.

środa, 10 października 2012

Klub


   Całe popołudnie przesiedziałam w swoim pokoju. Przyszedł czas kolacji, znowu usiadłam koło Tima a on puścił do mnie oczko. Coś mi się wydawało, że jego siostrzyczki jeszcze nie wiedzą o tym, że jednak idę na imprezę i przeczuwałam, że z tego powodu będzie mała awantura.
   Po posiłku poszłam do pokoju przygotować się. Wzięłam szybki prysznic a potem nasmarowałam ciało balsamem tak, że moja skóra pachniała czekoladą. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy, a więc jeansową spódniczkę, białą bluzeczkę na ramiączkach z koronką a na to jeszcze bolerko i założyłam kozaki. Ułożyłam włosy, pomalowałam się i założyłam jeszcze dodatki. Lubiłam chodzić do klubu, ale to nie to towarzystwo, które zawsze mi towarzyszyło. Bardzo mi ich brakowało.
   Długo nie musiałam czekać na Tima. Chwilę po tym jak jego siostry wyszły z domu, pojawił się w moim pokoju. Kiedy mnie zobaczył to uśmiechnął się i powiedział:
 - Ślicznie wyglądasz. Katja będzie wściekła jak Cię zobaczy a twój strój jeszcze bardziej ją wkurzy.
 - Czyli wyglądam dobrze.
 - Żeby dopiec moim siostrzyczką to wspaniale. Możemy iść?
 - Oczywiście.
   Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił gest. Wyszliśmy z pokoju, powiedzieliśmy rodzicom, że idziemy do klubu, oczywiście Tim musiał obiecać mojej mamie, że się mną zajmie. Czy ona uważała, że ja mam 5 lat i nie umiem sama o siebie zadbać, już dawno stałam się na tyle odpowiedzialna, że radziłam sobie sama a ona przeoczyła ten etap mojego życia. Gdy wyszliśmy z domu to zaczęłam się śmiać z zachowania mojej matki, nie wiedziałam co w nią wstąpiło. Szliśmy w stronę klubu i rozmawialiśmy.
   Jak się okazało klub, do którego zmierzaliśmy to karaoke klub, więc byłam zadowolona, nawet bardzo, co było spowodowane moją miłością do muzyki a o czym nie wiedziało moje przyrodnie rodzeństwo. Weszliśmy do środka i znaleźliśmy nasze „siostry”. Kiedy Katja mnie zobaczyła to spojrzała się na brata i zapytała się:
 - Dobrze się czujesz, po coś ją tu przyprowadził?
 - Zgodziła się przyjść, a widziałaś jak zależało na tym Lenie.
 - No, no Tim, co to za lala? - jakiś chłopak
 - Iza jestem. Przyrodnia siostra Tima, Katji i Anny.
 - Zatańczymy? - Tim
 - Z przyjemnością.
   Uśmiechnęłam się do barta i poszliśmy na parkiet. Czułam się fantastycznie, muzyka to było całe moje życie. Zamknęłam oczy i zaczęłam ruszać się w rytm muzyki. Tim wydawał się cała tą sytuacją zadowolony. Na chwilę mogłam wrócić do mojego świata, do świata muzyki, tego co kocham i tego co nadaje mojemu życiu sens.
   Po jakimś czasie wraz z Timem poszliśmy po coś do pica i do naszego rodzeństwa. Katja przyglądała mi się z jakimś błyskiem w oczach, mogłam tylko się domyślić, że coś kombinuje. Po niedługim czasie przekonałam się, że miałam rację.
 - Czas na karaoke. Izo, wyzywam Cię na miały pojedynek. Co Ty na to?
 - A co jest nagrodą za wygraną?
 - Przegrany stawia kolejkę dla całego stolika.
 - Cóż, dobre i to. Zgadzam się, przyjmuję wyzwanie.
 - Czujesz się aż tak pewnie? - Anna
 - Hmmm. Tak
   Siostry uśmiechnęły się do siebie a ja po chwili poszłam za Katją. One nie wiedziały o mojej miłości do muzyki. Kochałam wszystko co było z nią związane: śpiew, taniec, grę na instrumentach, jak i tworzenie własnej muzyki, dlatego tak trudno było mi się rozstać z zespołem. Uśmiechnęłam się do Tima. Nie wiem, co wyrażał mój uśmiech, ale miał mówić, że jego siostrzyczki pożałują swojej pewności siebie. Same dawały mi sytuacje, w których swobodnie mogłam je kompromitować. Co prawda nie wiedziałam jak Katja śpiewa, ale wiedziałam jak robię to ja i wiedziałam jak ludzie w Polsce kochali jak śpiewam z Paulą.
   Zatrzymałyśmy się przy dwóch szklanych stolikach. Katja wybrała jakieś dwie piosenki, dla mnie Britney Spears „Lucky”. Byłam zadowolona, bo lubiłam tą piosenkę, była jedną z moich ulubionych piosenek Britney. Ta piosenka była przede wszystkim spokojna, czyli coś co uwielbiałam i coś w czym byłam dobra. Pokazałam Katji żeby śpiewała pierwsza.
   Nie mogłam zaprzeczyć, że głos miała ładny, ale... coś mi nie pasowało. Nie umiała wgrać się w muzykę, to co ona śpiewała nie pasowała do oryginału, nie trafiała z tekstem w tępo. Przyszła do mnie taka fala pewności siebie. Zamknęłam oczy, chciałam na chwilę wyłączyć się z tego miejsca, żeby potem móc skupić się na śpiewaniu, na tym co najważniejsze.
   Katja skończyła a ja zaczęłam swoją piosenkę. Po chwili wyłączyłam się całkowicie. Mój głos, śpiewający tekst tej piosenki nawet mi dodawał spokoju. Nie patrzyłam się na Katję, Annę ani na chłopaków, byłam w swoim świecie. Muzyka docierała do każdego zakamarka mojego ciała, czułam się cudownie, robiąc to co kocham. Wczuwałam się w to co robię, muzyka mnie pochłaniała.
Gdy skończyłam to zobaczyłam jak Katja mi się przygląda. Po chwili przysunęła się do mnie i szepnęła:
 - Publiczność decyduje kto wygrał.
   Nagle pojawił się DJ. Zaczęło się głosowanie. Nie byłam niczego pewna, dałam z siebie tyle ile mogłam. Nie wiedziałam jaka byłą reakcja wszystkich obecnych, bo na nich nie patrzyła, byłam gdzieś indziej, na innej planecie, w moim świecie. Musiałam wrócić na ziemię, bo DJ zaczął ogłaszać werdykt klubowiczów. Ku mojemu zdziwieniu, wygrałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Byłam szczęśliwa, pierwszy raz odkąd ty przyjechałam.
   „Może czasami nie będzie tak źle” - pomyślałam sobie, choć i tak w to nie wierzyłam. Po chwili wróciłam do stolika. Usiadłam koło Tima a on przybliżył się do mnie i szepnął:
 - Ślicznie śpiewasz.
 - Dziękuje.
   Wróciłam do rzeczywistości. Spojrzałam się po chłopakach, których jeszcze nie znałam. Na ich twarzach widziałam niedowierzanie i podziw, ale nie wiedziałam za bardzo o co im chodzi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili jeden z chłopaków powiedział:
 - No Katja, stawiasz kolejkę.
 - Odwal się. - burknęła wściekła, trochę mnie to rozbawiło
 - Czyżby ktoś się wkurzył. - powiedziałam z uśmiechem
 - Zamknij się.
   Umilkłam choć miałam ochotę jeszcze trochę jej podokuczać, ale postanowiłam aż tak się nad nią nie będę znęcać. Miałam wspaniały nastrój. Katja poprosiła kelnerkę o kolejkę dla całego stolika. Kiedy kieliszki stały na stoliku to każdy wziął swój kieliszek. Uśmiechnęłam się do Tima i wypiłam zawartość kieliszka.
   Zamknęłam oczy, poczułam się wolna, jak w Polsce. Spojrzałam na Tima, był wyraźnie szczęśliwy. Uśmiechnął się do mnie i po chwili zapytał:
 - Napijesz się jeszcze czegoś?
 - Hmm. Chętnie.
 - Tim, uważaj, bo ona już jest wstawiona. - Katja
 - Jeszcze nie widziałaś mnie wstawionej.
 - Katja, nie wyżywaj się na niej o to, że przegrałaś, taka jest kolej rzeczy, ktoś wygrywa a ktoś przegrywa.- jakiś chłopak.
 - Nie mam ochoty z wami siedzieć, towarzystwo zeszło na psy. Anna chodź. - Katja była wściekła, aż od nie to biło, ta złość.
   Anna poszła za siostrą, ale wcześniej spojrzała się na jednego z nieznajomych mi chłopaków. Coś mi się wydawało, że na niego leciała.
   Tim mi na chwilę zniknął z oczu, a po chwili wrócił z piwem. Dał mi jedną butelkę, spojrzał się na kumpli i powiedział:
 - A tak właściwie to, to jest Jan, Kris i Nico.
 - Hej. - przywitałam się z uśmiechem
 - Podziwiam, pokonałaś Katję. - Kris
 - Dobra rada, uważaj na nią, bo teraz będziesz miała ciężkie życie. - Jan
 - Szczerze, to się nią nie martwię. Jak dla mnie to mogłaby w ogóle nie istnieć.
 - Ale śpiewasz oszałamiająco, a Katja ma fioła na punkcie swojego śpiewu. Do tej pory nie było nikogo lepszego od niej.
 - Śpiewam tak jak śpiewam, lubię to i dla mnie liczy się tylko moja ocena, jak komuś się coś nie podoba to ma problem.
 - To musisz uważać w szkole. Nasz dyrektor i opiekun waszej klasy nie lubi sprzeciwu.
 - Tym się na razie nie martwię.
 - Dobra zmieńmy temat Katji i szkoły. Zatańczysz? - Jan
 - Oczywiście.
   Uśmiechnęłam się do niego, puściłam oczko do Tima i z Janem zniknęłam na parkiecie. Najważniejsza była dobra zabawa, chciałam na trochę zapomnieć o tym koszmarze, który mam tu przeżyć. Chciałam zapomnieć, że jestem w Niemczech, z dala od przyjaciół.
   Bawiłam się świetnie. Faceci okazali się bardzo sympatyczni. W czasie rozmowy wyszło, że będziemy chodzić do jednej szkoły, ale oni są w ostatniej klasie.
   Robiło się coraz później i koło 3 w nocy postanowiliśmy z Timem iść do domu. Miałam nadzieję, że mama będzie spała, nie miałam ochoty na nocną kłótnię, bo dzień zakończyłam dość miło i nie chciałam z tego rezygnować.
   Kiedy tak szliśmy w stosunkowo ciepłą (jak na tę porę roku) noc to rozmawialiśmy. Tim był bardzo fajnym kompanem do rozmowy, w pewnym momencie powiedział:
 - Naprawdę musisz uważać na Katję.
 - Ona mnie nie interesuje, nie rozmawiajmy na ten temat, chcę skończyć ten dzień miło, proszę...
 - Dobra. Zmieniając temat, masz ładny głos i niewątpliwie umiesz go wykorzystać.
 - Muzyka to moja pasja. Gdybym nie wyjechała z Polski to... eh. - urwałam, nie umiałam o tym mówić i chyba nie chciałam.
 - To co?
 - Tim, nie chcę o tym mówić, nie drąż tematu, proszę.
 - Nie ma sprawy.
   Tim uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam przyjazny gest. Dalej rozmawialiśmy, ale szerokim łukiem omijaliśmy pewne tematy, w zwłaszcza te dotyczące Polski i tego, co tam zostawiłam. Tematy, które sprawiały mi jak na razie dużo bólu, ale nie wiedziałam, czy to się kiedyś skończy.
   Kiedy dotarliśmy do domu to po cichu weszliśmy na piętro, żeby nikogo nie obudzić. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam w fotelu, nie miałam na nic sił, ale nie tych fizycznych tylko psychicznych. Wspomnienia o Polsce bolały, a ja chciałam zachować tylko te dobre wspomnienia, ale nawet te, gdzieś tam sprawiały mi ból. Brakowało mi tego co tam zostawiłam, w sumie to było całe moje życie. Muzyka, przyjaciele, nasze marzenie nakręcało moje życie a teraz tego wspomagacza zabrakło i nie wiedziała, jak to dalej będzie.
   Po chwili, dość długiej chwili, przebrałam się w dres i znowu usiadłam w fotelu. Zbliżała się 4 w nocy, ale ja nie miałam ochoty spać, choć oczy mi się zamykały. W końcu zmusiłam mój organizm do tego żeby się położył i usnęłam, choć było to bardzo trudne. 

środa, 3 października 2012

Nowa rodzinka


   Ta noc była okropna. Przepłakałam 3 godziny, nawet po odejściu mamy nie czułam się tak źle jak teraz. Czułam, że tracę coś ważnego, że tracę siły do życia zostawiając to wszystko tutaj zwłaszcza zespół, on był całym moim życiem. Kiedy w końcu usnęłam to mój sen był tak słaby, że byle hałas na zewnątrz mnie obudził.
   Tata przyszedł do pokoju o 600. Obudził mnie choć tak naprawdę to nie spałam, tylko czuwałam. Uśmiechnął się do mnie, ale widziałam, że nie chce żebym wyjeżdżała, nie chciał zostawić mnie samą z matką, wiedział jak jej nienawidzę i widział jak bardzo ciężko mi bez zespołu. Zjedliśmy śniadanie, znowu w milczeniu. Czasami ta cisza mnie wkurzała i to bardzo, chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam jak.
   Po posiłku spakowaliśmy do samochodu moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. W samochodzie milczeliśmy, jak nigdy dotąd nie umieliśmy znaleźć tematu do rozmowy. Popatrzyłam się na tatę, był zmartwiony, wyraźnie coś go gnębiło.
   Gdy zatrzymaliśmy się na lotniskowym parkingu to zrobiło mi się smutno, miałam ochotę pograć na gitarze, ale została w domu, na kilka dni musiałam zostać sama, co mnie przerażało. Tata siedział tak ze mną cały czas, nie śpieszyło mu się do pracy, bo wziął sobie wolne, żeby móc się spakować do swojego wyjazdu.
    Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił mój gest. Siedzieliśmy w hali odlotów już po tym jak oddałam bagaże. Mój czas w Polsce dobiegał końca, niestety. Kiedy wywołali mój lot i jego pasażerów, że mogą wsiadać to tata spojrzał się na mnie i powiedział:
 - Kochanie, jeśliby się działo cokolwiek złego to dzwoń, jakoś sobie z tym poradzimy. Obiecuję, że będę dzwonił do Ciebie co drugi dzień, pisz maile, bo wiem, że nie zdołamy opowiedzieć sobie wszystkiego. Gitarę przywiozę Ci w ciągu kilki dni. Nic się nie martw.
 - Nie chcę wyjeżdżać... boję się tato...
 - Wiem Izuniu, ja też nie chcę żebyś wyjeżdżała, nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie, nie chcę Cię stracić.
 - Nie stracisz tato. To tylko rok, jadę tam tylko ze względu na Ciebie, gdyby nie Ty to nigdy bym tam nie jechała.
 - Wiem córeczko i wiem ile Cię to kosztuje. Za niedługo znowu będziemy razem, obiecuję.
 - Wiem tatusiu. Będę z Tobą tęsknić.
 - Ja za Tobą też.
   Tata pocałował mnie w głowę i poszłam na swoje miejsce, zamknęłam oczy żeby nie płakać. Tak długo mieszkałam z tatą a teraz muszę go zostawić, osobę która zastępowała mi oboje rodziców, która rozmawiała ze mną na tematy, na które mama się nie odważyła kiedy byłam u niej. Przez 17 lat jakie żyję pamiętam tylko dwa lata, w których była mama, gdy miałam 9 lat zostawiła mnie i tatę.
   Kiedy wylądowałam na lotnisku w Kolonii poczułam się fatalnie. Nie miałam ochoty wychodzić z tego samolotu. W końcu wzięłam się w garść i jako ostatnia opuściłam pokład samolotu. Na hali przylotów miała czekać na mnie mama i jej mąż Erik. Zanim weszłam do ogromnego pomieszczenia pełnego ludzi to wciągnęłam głęboko powietrze.
   Gdy mama mnie zobaczyła to podbiegła do mnie, przytuliła i pocałowała w głowę. Tuliła mnie do siebie dość długo a potem zapytała się:
 - Kochanie, jak Ci miną lot?
 - Dobrze, dziękuje. Jakbyś mogła do mnie nie mówić „kochanie”
 - Oczywiście. Nie wiesz jak bardzo cieszę się, że tu jesteś. Już przygotowałam pokój, zapisaliśmy Cię też do szkoły, będziesz chodzić do jednej klasy z Katją, ale niczym się nie martw.
 - Witaj Izo. - Erik.
 - Cześć. - moje zapasy entuzjazmu pomału się kończyły.
 - Pójdźmy po Twój bagaż i jedźmy do domu. - Erik
 - Tak będzie najlepiej. - mama
   Super, po prostu świetnie – pomyślałam sobie. Ten pobyt zaczyna się fatalnie i zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Poszliśmy po mój bagaż, potem do samochodu i pojechaliśmy do domu, mojego nowego domu na rok, tylko rok, tylko ta myśl dodawała mi sił. Powtarzałam sobie w głowie, że wytrzymam, że robię to dla taty, że tylko on się liczy.
   Zatrzymaliśmy się pod domem, od mojego ostatniego pobytu zbytnio się nie zmienił. Mama była cała w skowronkach, aż piszczała z zachwytu, a ja wręcz przeciwnie, byłam załamana. Weszliśmy do środka, starałam się udawać zadowoloną. W salonie siedziało moje rodzeństwo, oczywiście przyszywane, ale coś mi się nie zgadzało. Była tam Katja, Anna i jakiś chłopak. Przyglądałam mu się badawczo aż przerwała mi mama:
 - To jest Tim, syn Erika, nie poznałaś go, bo na wakacje zawsze wyjeżdżał.
 - Cześć. Miło mi Cię poznać. - Tim 
 - Cześć. Mnie też jest miło.
 - Dziewczyny, nie przywitacie się? - Erik
   Obydwie zrobiły to tak oschle, że nie byłam im dłużna i nawet niewiele mnie to kosztowało. Mamie chyba nic nie mogło dzisiaj zepsuć nastroju. Objęła mnie i zaprowadziła do pokoju. Cały czas coś do mnie mówiła, ale za bardzo jej nie słuchałam, miałam ochotę się rozpłakać. Nawet w pokoju nie dawała mi spokoju a ja marzyłam, żeby już sobie poszła, żeby zostawiła mnie samą. Po chwili chyba zauważyła, że jej nie słucham i powiedziała:
 - Zostawię Cię samą, odśwież się i zejdź na obiad.
 - Jasne.
 - Nie martw się, wszystko będzie dobrze, będziemy szczęśliwi.
 - No tak, na pewno, Ty tak, ale ja raczej nie.
 - O co Ci chodzi? 
 - O to, że Cię nienawidzę. Gdyby nie tata to w ogóle bym tu nie przyjeżdżała. Nie będę tutaj szczęśliwa, nigdy. Możesz zostawić mnie samą.
   Mama już nic nie powiedziała, tylko zostawiła mnie samą a ja zaczęłam płakać. Po chwili wyciągnęłam z torby coś do przebrania i kosmetyczkę, poszłam do łazienki odświeżyć się. Stałam długą chwilę pod prysznicem, musiałam się uspokoić. Kiedy wyszłam to ubrałam się i pomalowałam
   Po odświeżeniu się, zeszłam do kuchni, gdzie czekała już cała rodzinka. Usiadłam na wolnym miejscu koło Tima a on uśmiechnął się do mnie. Katja i Anna przyglądały mi się z kwaśnymi minami, byłam już do tego przyzwyczajona. Po posiłku wróciłam do pokoju, rozpakować się. Zanim jednak wyszłam z pomieszczenia to Katja zapytała się swojego ojca:
 - Tato, co z tym klubem. Możemy iść?
 - Może weźmiecie ze sobą Izę - mama
 - Chyba żartujesz?
 - Lena ma dobry pomysł. Poznacie się lepiej. - Erik
 - Nigdzie z nimi nie pójdę. Nie mam zamiaru użerać się z zadufanymi w sobie panienkami.
 - Iza! 
 - Co? Mówię prawdę. Nie mam ochoty z Wami siedzieć, idę do siebie.
   Nikt już nic nie powiedział a ja zniknęłam na schodach. W pokoju otworzyłam okno i po chwili zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy, musiałam się czymś zająć. Już miałam dość tych dwóch panienek. Zastanawiałam się jak wytrzymam z nimi ten okres i jak wytrzymam z Katją w jednej klasie. Wiedziałam, że nie będzie to miły okres.
   Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi, lekko się uchyliły i wyłonił się Tim. Uśmiechnęłam się do niego, bo jako jedyny wydawał mi się w miarę przyjaźnie nastawiony. Spojrzał na mnie i powiedział po chwili:
 - Iza słuchaj... może byś jednak poszła z nami do tego klubu. - w jego głosie wyczuwałam wielką nadzieje.
 - Nie obraź się, ale nie mam ochoty spędzać czasu z Twoimi siostrami.
 - Nie tylko Ty nie masz na to ochoty. A poza tym nie musisz iść z nimi, możesz iść ze mną.
 - Też nie przepadasz za siostrami?
 - A jak myślisz, dlaczego co roku wyjeżdżam na całe wakacje, wystarczy mi rok szkolny z nimi. To co, pójdziesz ze mną do tego klubu?
 - Dobra, przekonałeś mnie, ale jeśli któraś z Twoich sióstr mnie wkurzy to nie będę żadnej dłużna.
 - O to się nie martw, będę po Twojej stronie.
   Uśmiechnęłam się do niego, był naprawdę sympatyczny. Po chwili zostawił mnie samą. Usiadłam w fotelu i przez chwilę się uśmiechałam, przynajmniej jedna osoba była po mojej stronie, może nie będę aż tak samotna. Postanowiłam przygotować sobie ubranie na tą imprezę. Teraz to najchętniej pograłabym sobie na gitarze, ale jej nie miałam, jeszcze. Nagle przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do taty jak dolecę. Szybko chwyciłam za telefon i wykręciłam numer taty. Po kilki sygnałach odebrał:
 - Cześć Kochanie
 - Cześć tato. Jak tam pakowanie?
 - A powiem Ci całkiem dobrze. Jak lot?
 - Lot dobrze, a o reszcie niestety tak nie mogę powiedzieć.
 - Mama?
 - Mama i jej nowe córeczki.
 - Kochanie, przykro mi, naprawdę.
 - Daj spokój tato, tylko błagam, przywieź mi gitarę. Już bez niej wariuję. 
 - Obiecuję, że przywiozę. W środę z samego rana wyjeżdżam z Polski, więc jeszcze w środę się zobaczymy.
 - Od poniedziałku do szkoły, z Katją do jednej klasy... eh.
 - Aż tak źle?
 - Jakoś sobie poradzę tato. Najważniejsze, że mam Ciebie. 
 - Widzimy się w środę.
 - Tak, nie daruję Ci tego. Kocham Cię tato.
 - Ja Ciebie też córeczko. Do zobaczenia.
 - Pa.
   Uśmiechnęłam się, jakoś musiałam wytrzymać te 4 dni, nie miałam innego wyjścia, choć życie bez gitary było dla mnie horrorem. Tym razem usiadłam na parapecie i przyglądałam się widokowi. Co zostałam? Widok na Ren, ładniejszego sobie chyba nie mogłam wymarzyć, ale czego się tu spodziewać po takiej dzielnicy.