Ta
noc była okropna. Przepłakałam 3 godziny, nawet po odejściu mamy
nie czułam się tak źle jak teraz. Czułam, że tracę coś
ważnego, że tracę siły do życia zostawiając to wszystko tutaj
zwłaszcza zespół, on był całym moim życiem. Kiedy w końcu
usnęłam to mój sen był tak słaby, że byle hałas na zewnątrz
mnie obudził.
Tata
przyszedł do pokoju o 600. Obudził mnie choć tak
naprawdę to nie spałam, tylko czuwałam. Uśmiechnął się do
mnie, ale widziałam, że nie chce żebym wyjeżdżała, nie chciał
zostawić mnie samą z matką, wiedział jak jej nienawidzę i
widział jak bardzo ciężko mi bez zespołu. Zjedliśmy śniadanie,
znowu w milczeniu. Czasami ta cisza mnie wkurzała i to bardzo,
chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam jak.
Po
posiłku spakowaliśmy do samochodu moją walizkę i pojechaliśmy na
lotnisko. W samochodzie milczeliśmy, jak nigdy dotąd nie umieliśmy
znaleźć tematu do rozmowy. Popatrzyłam się na tatę, był
zmartwiony, wyraźnie coś go gnębiło.
Gdy
zatrzymaliśmy się na lotniskowym parkingu to zrobiło mi się
smutno, miałam ochotę pograć na gitarze, ale została w domu, na
kilka dni musiałam zostać sama, co mnie przerażało. Tata siedział
tak ze mną cały czas, nie śpieszyło mu się do pracy, bo wziął
sobie wolne, żeby móc się spakować do swojego wyjazdu.
Uśmiechnęłam
się do niego a on odwzajemnił mój gest. Siedzieliśmy w hali
odlotów już po tym jak oddałam bagaże. Mój czas w Polsce
dobiegał końca, niestety. Kiedy wywołali mój lot i jego
pasażerów, że mogą wsiadać to tata spojrzał się na mnie i
powiedział:
- Kochanie,
jeśliby się działo cokolwiek złego to dzwoń, jakoś sobie z tym
poradzimy. Obiecuję, że będę dzwonił do Ciebie co drugi dzień,
pisz maile, bo wiem, że nie zdołamy opowiedzieć sobie
wszystkiego. Gitarę przywiozę Ci w ciągu kilki dni. Nic się nie
martw.
- Nie
chcę wyjeżdżać... boję się tato...
- Wiem
Izuniu, ja też nie chcę żebyś wyjeżdżała, nie wiem jak sobie
poradzę bez Ciebie, nie chcę Cię stracić.
- Nie
stracisz tato. To tylko rok, jadę tam tylko ze względu na Ciebie,
gdyby nie Ty to nigdy bym tam nie jechała.
- Wiem
córeczko i wiem ile Cię to kosztuje. Za niedługo znowu będziemy
razem, obiecuję.
- Wiem
tatusiu. Będę z Tobą tęsknić.
- Ja
za Tobą też.
Tata
pocałował mnie w głowę i poszłam na swoje miejsce, zamknęłam
oczy żeby nie płakać. Tak długo mieszkałam z tatą a teraz muszę
go zostawić, osobę która zastępowała mi oboje rodziców, która
rozmawiała ze mną na tematy, na które mama się nie odważyła
kiedy byłam u niej. Przez 17 lat jakie żyję pamiętam tylko dwa
lata, w których była mama, gdy miałam 9 lat zostawiła mnie i
tatę.
Kiedy
wylądowałam na lotnisku w Kolonii poczułam się fatalnie. Nie
miałam ochoty wychodzić z tego samolotu. W końcu wzięłam się w
garść i jako ostatnia opuściłam pokład samolotu. Na hali
przylotów miała czekać na mnie mama i jej mąż Erik. Zanim
weszłam do ogromnego pomieszczenia pełnego ludzi to wciągnęłam
głęboko powietrze.
Gdy
mama mnie zobaczyła to podbiegła do mnie, przytuliła i pocałowała
w głowę. Tuliła mnie do siebie dość długo a potem zapytała
się:
- Kochanie,
jak Ci miną lot?
- Dobrze,
dziękuje. Jakbyś mogła do mnie nie mówić „kochanie”
- Oczywiście.
Nie wiesz jak bardzo cieszę się, że tu jesteś. Już
przygotowałam pokój, zapisaliśmy Cię też do szkoły, będziesz
chodzić do jednej klasy z Katją, ale niczym się nie martw.
- Witaj
Izo. - Erik.
- Cześć.
- moje zapasy entuzjazmu pomału się kończyły.
- Pójdźmy
po Twój bagaż i jedźmy do domu. - Erik
- Tak
będzie najlepiej. - mama
Super,
po prostu świetnie – pomyślałam sobie. Ten pobyt zaczyna się
fatalnie i zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Poszliśmy po
mój bagaż, potem do samochodu i pojechaliśmy do domu, mojego
nowego domu na rok, tylko rok, tylko ta myśl dodawała mi sił.
Powtarzałam sobie w głowie, że wytrzymam, że robię to dla taty,
że tylko on się liczy.
Zatrzymaliśmy
się pod domem, od mojego ostatniego pobytu zbytnio się nie zmienił.
Mama była cała w skowronkach, aż piszczała z zachwytu, a ja
wręcz przeciwnie, byłam załamana. Weszliśmy do środka, starałam
się udawać zadowoloną. W salonie siedziało moje rodzeństwo,
oczywiście przyszywane, ale coś mi się nie zgadzało. Była tam
Katja, Anna i jakiś chłopak. Przyglądałam mu się badawczo aż
przerwała mi mama:
- To
jest Tim, syn Erika, nie poznałaś go, bo na wakacje zawsze
wyjeżdżał.
- Cześć.
Miło mi Cię poznać. - Tim
- Cześć.
Mnie też jest miło.
- Dziewczyny,
nie przywitacie się? - Erik
Obydwie
zrobiły to tak oschle, że nie byłam im dłużna i nawet niewiele
mnie to kosztowało. Mamie chyba nic nie mogło dzisiaj zepsuć
nastroju. Objęła mnie i zaprowadziła do pokoju. Cały czas coś do
mnie mówiła, ale za bardzo jej nie słuchałam, miałam ochotę się
rozpłakać. Nawet w pokoju nie dawała mi spokoju a ja marzyłam,
żeby już sobie poszła, żeby zostawiła mnie samą. Po chwili
chyba zauważyła, że jej nie słucham i powiedziała:
- Zostawię
Cię samą, odśwież się i zejdź na obiad.
- Jasne.
- Nie
martw się, wszystko będzie dobrze, będziemy szczęśliwi.
- No
tak, na pewno, Ty tak, ale ja raczej nie.
- O
co Ci chodzi?
- O
to, że Cię nienawidzę. Gdyby nie tata to w ogóle bym tu nie
przyjeżdżała. Nie będę tutaj szczęśliwa, nigdy. Możesz
zostawić mnie samą.
Mama
już nic nie powiedziała, tylko zostawiła mnie samą a ja zaczęłam
płakać. Po chwili wyciągnęłam z torby coś do przebrania i
kosmetyczkę, poszłam do łazienki odświeżyć się. Stałam długą
chwilę pod prysznicem, musiałam się uspokoić. Kiedy wyszłam to
ubrałam się i pomalowałam
Po odświeżeniu
się, zeszłam do kuchni, gdzie czekała już cała rodzinka.
Usiadłam na wolnym miejscu koło Tima a on uśmiechnął się do
mnie. Katja i Anna przyglądały mi się z kwaśnymi minami, byłam
już do tego przyzwyczajona. Po posiłku wróciłam do pokoju,
rozpakować się. Zanim jednak wyszłam z pomieszczenia to Katja
zapytała się swojego ojca:
- Tato, co z tym
klubem. Możemy iść?
- Może weźmiecie ze
sobą Izę - mama
- Chyba żartujesz?
- Lena ma dobry
pomysł. Poznacie się lepiej. - Erik
- Nigdzie z nimi nie
pójdę. Nie mam zamiaru użerać się z zadufanymi w sobie
panienkami.
- Iza!
- Co? Mówię prawdę.
Nie mam ochoty z Wami siedzieć, idę do siebie.
Nikt już nic nie
powiedział a ja zniknęłam na schodach. W pokoju otworzyłam okno i
po chwili zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy, musiałam się czymś
zająć. Już miałam dość tych dwóch panienek. Zastanawiałam się
jak wytrzymam z nimi ten okres i jak wytrzymam z Katją w jednej
klasie. Wiedziałam, że nie będzie to miły okres.
Po jakimś czasie
ktoś zapukał do drzwi, lekko się uchyliły i wyłonił się Tim.
Uśmiechnęłam się do niego, bo jako jedyny wydawał mi się w
miarę przyjaźnie nastawiony. Spojrzał na mnie i powiedział po
chwili:
- Iza słuchaj...
może byś jednak poszła z nami do tego klubu. - w jego głosie
wyczuwałam wielką nadzieje.
- Nie obraź się,
ale nie mam ochoty spędzać czasu z Twoimi siostrami.
- Nie tylko Ty nie
masz na to ochoty. A poza tym nie musisz iść z nimi, możesz iść
ze mną.
- Też nie przepadasz
za siostrami?
- A jak myślisz,
dlaczego co roku wyjeżdżam na całe wakacje, wystarczy mi rok
szkolny z nimi. To co, pójdziesz ze mną do tego klubu?
- Dobra, przekonałeś
mnie, ale jeśli któraś z Twoich sióstr mnie wkurzy to nie będę
żadnej dłużna.
- O to się nie
martw, będę po Twojej stronie.
Uśmiechnęłam się
do niego, był naprawdę sympatyczny. Po chwili zostawił mnie samą.
Usiadłam w fotelu i przez chwilę się uśmiechałam, przynajmniej
jedna osoba była po mojej stronie, może nie będę aż tak samotna.
Postanowiłam przygotować sobie ubranie na tą imprezę. Teraz to
najchętniej pograłabym sobie na gitarze, ale jej nie miałam,
jeszcze. Nagle przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do taty
jak dolecę. Szybko chwyciłam za telefon i wykręciłam numer taty.
Po kilki sygnałach odebrał:
- Cześć Kochanie
- Cześć tato. Jak
tam pakowanie?
- A powiem Ci całkiem
dobrze. Jak lot?
- Lot dobrze, a o
reszcie niestety tak nie mogę powiedzieć.
- Mama?
- Mama i jej nowe
córeczki.
- Kochanie, przykro
mi, naprawdę.
- Daj spokój tato,
tylko błagam, przywieź mi gitarę. Już bez niej wariuję.
- Obiecuję, że
przywiozę. W środę z samego rana wyjeżdżam z Polski, więc
jeszcze w środę się zobaczymy.
- Od poniedziałku do
szkoły, z Katją do jednej klasy... eh.
- Aż tak źle?
- Jakoś sobie
poradzę tato. Najważniejsze, że mam Ciebie.
- Widzimy się w
środę.
- Tak, nie daruję Ci
tego. Kocham Cię tato.
- Ja Ciebie też
córeczko. Do zobaczenia.
- Pa.
Uśmiechnęłam
się, jakoś musiałam wytrzymać te 4 dni, nie miałam innego
wyjścia, choć życie bez gitary było dla mnie horrorem. Tym razem
usiadłam na parapecie i przyglądałam się widokowi. Co zostałam?
Widok na Ren, ładniejszego sobie chyba nie mogłam wymarzyć, ale
czego się tu spodziewać po takiej dzielnicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz