środa, 3 października 2012

Nowa rodzinka


   Ta noc była okropna. Przepłakałam 3 godziny, nawet po odejściu mamy nie czułam się tak źle jak teraz. Czułam, że tracę coś ważnego, że tracę siły do życia zostawiając to wszystko tutaj zwłaszcza zespół, on był całym moim życiem. Kiedy w końcu usnęłam to mój sen był tak słaby, że byle hałas na zewnątrz mnie obudził.
   Tata przyszedł do pokoju o 600. Obudził mnie choć tak naprawdę to nie spałam, tylko czuwałam. Uśmiechnął się do mnie, ale widziałam, że nie chce żebym wyjeżdżała, nie chciał zostawić mnie samą z matką, wiedział jak jej nienawidzę i widział jak bardzo ciężko mi bez zespołu. Zjedliśmy śniadanie, znowu w milczeniu. Czasami ta cisza mnie wkurzała i to bardzo, chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam jak.
   Po posiłku spakowaliśmy do samochodu moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. W samochodzie milczeliśmy, jak nigdy dotąd nie umieliśmy znaleźć tematu do rozmowy. Popatrzyłam się na tatę, był zmartwiony, wyraźnie coś go gnębiło.
   Gdy zatrzymaliśmy się na lotniskowym parkingu to zrobiło mi się smutno, miałam ochotę pograć na gitarze, ale została w domu, na kilka dni musiałam zostać sama, co mnie przerażało. Tata siedział tak ze mną cały czas, nie śpieszyło mu się do pracy, bo wziął sobie wolne, żeby móc się spakować do swojego wyjazdu.
    Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił mój gest. Siedzieliśmy w hali odlotów już po tym jak oddałam bagaże. Mój czas w Polsce dobiegał końca, niestety. Kiedy wywołali mój lot i jego pasażerów, że mogą wsiadać to tata spojrzał się na mnie i powiedział:
 - Kochanie, jeśliby się działo cokolwiek złego to dzwoń, jakoś sobie z tym poradzimy. Obiecuję, że będę dzwonił do Ciebie co drugi dzień, pisz maile, bo wiem, że nie zdołamy opowiedzieć sobie wszystkiego. Gitarę przywiozę Ci w ciągu kilki dni. Nic się nie martw.
 - Nie chcę wyjeżdżać... boję się tato...
 - Wiem Izuniu, ja też nie chcę żebyś wyjeżdżała, nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie, nie chcę Cię stracić.
 - Nie stracisz tato. To tylko rok, jadę tam tylko ze względu na Ciebie, gdyby nie Ty to nigdy bym tam nie jechała.
 - Wiem córeczko i wiem ile Cię to kosztuje. Za niedługo znowu będziemy razem, obiecuję.
 - Wiem tatusiu. Będę z Tobą tęsknić.
 - Ja za Tobą też.
   Tata pocałował mnie w głowę i poszłam na swoje miejsce, zamknęłam oczy żeby nie płakać. Tak długo mieszkałam z tatą a teraz muszę go zostawić, osobę która zastępowała mi oboje rodziców, która rozmawiała ze mną na tematy, na które mama się nie odważyła kiedy byłam u niej. Przez 17 lat jakie żyję pamiętam tylko dwa lata, w których była mama, gdy miałam 9 lat zostawiła mnie i tatę.
   Kiedy wylądowałam na lotnisku w Kolonii poczułam się fatalnie. Nie miałam ochoty wychodzić z tego samolotu. W końcu wzięłam się w garść i jako ostatnia opuściłam pokład samolotu. Na hali przylotów miała czekać na mnie mama i jej mąż Erik. Zanim weszłam do ogromnego pomieszczenia pełnego ludzi to wciągnęłam głęboko powietrze.
   Gdy mama mnie zobaczyła to podbiegła do mnie, przytuliła i pocałowała w głowę. Tuliła mnie do siebie dość długo a potem zapytała się:
 - Kochanie, jak Ci miną lot?
 - Dobrze, dziękuje. Jakbyś mogła do mnie nie mówić „kochanie”
 - Oczywiście. Nie wiesz jak bardzo cieszę się, że tu jesteś. Już przygotowałam pokój, zapisaliśmy Cię też do szkoły, będziesz chodzić do jednej klasy z Katją, ale niczym się nie martw.
 - Witaj Izo. - Erik.
 - Cześć. - moje zapasy entuzjazmu pomału się kończyły.
 - Pójdźmy po Twój bagaż i jedźmy do domu. - Erik
 - Tak będzie najlepiej. - mama
   Super, po prostu świetnie – pomyślałam sobie. Ten pobyt zaczyna się fatalnie i zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Poszliśmy po mój bagaż, potem do samochodu i pojechaliśmy do domu, mojego nowego domu na rok, tylko rok, tylko ta myśl dodawała mi sił. Powtarzałam sobie w głowie, że wytrzymam, że robię to dla taty, że tylko on się liczy.
   Zatrzymaliśmy się pod domem, od mojego ostatniego pobytu zbytnio się nie zmienił. Mama była cała w skowronkach, aż piszczała z zachwytu, a ja wręcz przeciwnie, byłam załamana. Weszliśmy do środka, starałam się udawać zadowoloną. W salonie siedziało moje rodzeństwo, oczywiście przyszywane, ale coś mi się nie zgadzało. Była tam Katja, Anna i jakiś chłopak. Przyglądałam mu się badawczo aż przerwała mi mama:
 - To jest Tim, syn Erika, nie poznałaś go, bo na wakacje zawsze wyjeżdżał.
 - Cześć. Miło mi Cię poznać. - Tim 
 - Cześć. Mnie też jest miło.
 - Dziewczyny, nie przywitacie się? - Erik
   Obydwie zrobiły to tak oschle, że nie byłam im dłużna i nawet niewiele mnie to kosztowało. Mamie chyba nic nie mogło dzisiaj zepsuć nastroju. Objęła mnie i zaprowadziła do pokoju. Cały czas coś do mnie mówiła, ale za bardzo jej nie słuchałam, miałam ochotę się rozpłakać. Nawet w pokoju nie dawała mi spokoju a ja marzyłam, żeby już sobie poszła, żeby zostawiła mnie samą. Po chwili chyba zauważyła, że jej nie słucham i powiedziała:
 - Zostawię Cię samą, odśwież się i zejdź na obiad.
 - Jasne.
 - Nie martw się, wszystko będzie dobrze, będziemy szczęśliwi.
 - No tak, na pewno, Ty tak, ale ja raczej nie.
 - O co Ci chodzi? 
 - O to, że Cię nienawidzę. Gdyby nie tata to w ogóle bym tu nie przyjeżdżała. Nie będę tutaj szczęśliwa, nigdy. Możesz zostawić mnie samą.
   Mama już nic nie powiedziała, tylko zostawiła mnie samą a ja zaczęłam płakać. Po chwili wyciągnęłam z torby coś do przebrania i kosmetyczkę, poszłam do łazienki odświeżyć się. Stałam długą chwilę pod prysznicem, musiałam się uspokoić. Kiedy wyszłam to ubrałam się i pomalowałam
   Po odświeżeniu się, zeszłam do kuchni, gdzie czekała już cała rodzinka. Usiadłam na wolnym miejscu koło Tima a on uśmiechnął się do mnie. Katja i Anna przyglądały mi się z kwaśnymi minami, byłam już do tego przyzwyczajona. Po posiłku wróciłam do pokoju, rozpakować się. Zanim jednak wyszłam z pomieszczenia to Katja zapytała się swojego ojca:
 - Tato, co z tym klubem. Możemy iść?
 - Może weźmiecie ze sobą Izę - mama
 - Chyba żartujesz?
 - Lena ma dobry pomysł. Poznacie się lepiej. - Erik
 - Nigdzie z nimi nie pójdę. Nie mam zamiaru użerać się z zadufanymi w sobie panienkami.
 - Iza! 
 - Co? Mówię prawdę. Nie mam ochoty z Wami siedzieć, idę do siebie.
   Nikt już nic nie powiedział a ja zniknęłam na schodach. W pokoju otworzyłam okno i po chwili zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy, musiałam się czymś zająć. Już miałam dość tych dwóch panienek. Zastanawiałam się jak wytrzymam z nimi ten okres i jak wytrzymam z Katją w jednej klasie. Wiedziałam, że nie będzie to miły okres.
   Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi, lekko się uchyliły i wyłonił się Tim. Uśmiechnęłam się do niego, bo jako jedyny wydawał mi się w miarę przyjaźnie nastawiony. Spojrzał na mnie i powiedział po chwili:
 - Iza słuchaj... może byś jednak poszła z nami do tego klubu. - w jego głosie wyczuwałam wielką nadzieje.
 - Nie obraź się, ale nie mam ochoty spędzać czasu z Twoimi siostrami.
 - Nie tylko Ty nie masz na to ochoty. A poza tym nie musisz iść z nimi, możesz iść ze mną.
 - Też nie przepadasz za siostrami?
 - A jak myślisz, dlaczego co roku wyjeżdżam na całe wakacje, wystarczy mi rok szkolny z nimi. To co, pójdziesz ze mną do tego klubu?
 - Dobra, przekonałeś mnie, ale jeśli któraś z Twoich sióstr mnie wkurzy to nie będę żadnej dłużna.
 - O to się nie martw, będę po Twojej stronie.
   Uśmiechnęłam się do niego, był naprawdę sympatyczny. Po chwili zostawił mnie samą. Usiadłam w fotelu i przez chwilę się uśmiechałam, przynajmniej jedna osoba była po mojej stronie, może nie będę aż tak samotna. Postanowiłam przygotować sobie ubranie na tą imprezę. Teraz to najchętniej pograłabym sobie na gitarze, ale jej nie miałam, jeszcze. Nagle przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do taty jak dolecę. Szybko chwyciłam za telefon i wykręciłam numer taty. Po kilki sygnałach odebrał:
 - Cześć Kochanie
 - Cześć tato. Jak tam pakowanie?
 - A powiem Ci całkiem dobrze. Jak lot?
 - Lot dobrze, a o reszcie niestety tak nie mogę powiedzieć.
 - Mama?
 - Mama i jej nowe córeczki.
 - Kochanie, przykro mi, naprawdę.
 - Daj spokój tato, tylko błagam, przywieź mi gitarę. Już bez niej wariuję. 
 - Obiecuję, że przywiozę. W środę z samego rana wyjeżdżam z Polski, więc jeszcze w środę się zobaczymy.
 - Od poniedziałku do szkoły, z Katją do jednej klasy... eh.
 - Aż tak źle?
 - Jakoś sobie poradzę tato. Najważniejsze, że mam Ciebie. 
 - Widzimy się w środę.
 - Tak, nie daruję Ci tego. Kocham Cię tato.
 - Ja Ciebie też córeczko. Do zobaczenia.
 - Pa.
   Uśmiechnęłam się, jakoś musiałam wytrzymać te 4 dni, nie miałam innego wyjścia, choć życie bez gitary było dla mnie horrorem. Tym razem usiadłam na parapecie i przyglądałam się widokowi. Co zostałam? Widok na Ren, ładniejszego sobie chyba nie mogłam wymarzyć, ale czego się tu spodziewać po takiej dzielnicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz