Obudziłam się,
było dość późno. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z
łóżka ani z pokoju. Leżałam jeszcze trochę w łóżku z
zamkniętymi oczami, nie chciałam widzieć tego pokoju, tego
miejsca, psychicznie czułam się fatalnie. Po chwili usłyszałam
jak ktoś wchodzi do pokoju i usłyszałam:
- Izuniu, wstawaj.
- Nie mam ochoty,
zostaw mnie. - nie było to zbyt miłe, ale przez dzisiejszy sen,
żadna dawka przyjemności w stosunku do matki mnie nie nawiedziła.
- Co się stało? Coś
w klubie, wczoraj?
- Nic się nie stało.
Chcę być sama...
- Musisz coś zjeść.
Wiem, że Ci ciężko bez ojca, ale...
- Nie chodzi o tatę!
Zostaw mnie samą!
- Dobrze, jakbyś
zgłodniała to zostawię Ci kanapki na stole.
- Iza, pójdziesz z
nami na spacer? - Erik
- Nie mam ochoty,
wolę zostać w domu. Możecie już sobie iść?
- Dobrze, nikt nie
będzie Ci przeszkadzać. - mama
Oboje zostawili
mnie samą. Przykryłam głowę poduszką, chciałam zapomnieć, że
jestem w tym miejscu, że otaczają mnie ci ludzie. Łzy same zaczęły
spływać mi po policzkach. Tęskniłam za przyjaciółmi, ale przede
wszystkim za naszymi próbami w garażu. Nie potrafiłam żyć bez
muzyki.
Po jakimś czasie
wygramoliłam się z łóżka. Poszłam do łazienki, stanęłam
przed lustrem. Moja twarz była blada, oczy czerwone i podpuchnięte,
jednym słowem wyglądałam fatalnie. Przemyłam twarz zimną wodą,
trochę mi to pomogło, ale i tak czułam się źle i nie wyglądałam
najlepiej.
Wróciłam do
pokoju, już przebrana w jakiejś stare, jeansowe spodnie z dziurami
na kolanach i jakąś, pierwszą lepszą bluzkę. Usiadłam w fotelu,
kolana podciągnęłam do siebie, położyłam na nich komórkę i
przyglądałam się jej. Miałam taką ogromną ochotę zadzwonić do
Pauliny, ale wiedziałam, że potem może być jeszcze gorzej, że
będzie mi jeszcze trudniej. W końcu nie wytrzymała, wybrałam z
książki adresowej numer Pauli i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Liczyłam sekundy oddzielające kolejne sygnały. Miałam nadzieje,
że przyjaciółka szybko odbierze i tak się stało, a ja poczułam
ulgę.
- Hej, Izuś.
- Cześć.
- Uuu. Co się
dzieje?
- Tęsknie za wami,
za zespołem. Teraz pewnie siedzielibyśmy w naszym garażu i
mielibyśmy próbę. Brakuje mi tego.
- Pewnie by tak było,
ale bez Ciebie to już nie to samo. Nam też Ciebie brakuje...
- Paula, mam prośbę.
Nie rezygnujcie z tego marzenia tylko dlatego, że mnie nie ma.
- Iza, ale to jest
nasze wspólne marzenie, dlatego założyliśmy ten zespół. Jesteś
jego członkiem. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
- Macie jakieś
wieści?
- Jeszcze nie,
czekamy co będzie. Przecież wiesz, ze wysłaliśmy to kilka dni
przed Twoim wyjazdem.
- Wiem, była jeszcze
nadzieja, że zostanę...
- Iza, nie zadręczaj
się tym. Z każdym problemem zawsze sobie radziłaś i teraz też
sobie poradzisz, jesteś silna...
Długo
rozmawiałyśmy, nawet bardzo długo. Ta rozmowa nie przyniosła mi
ból, tak jak myślałam, było przeciwnie, po niej poczułam się
lepiej. Paula zawsze wiedziała jak podnieść mnie na duchu i to
chyba dzięki naszej przyjaźni podniosłam się z upadku jakim było
odejście mamy. Potem, jakieś 2 lata później to ja ją podnosiłam
na duchu jak jej ojciec zostawił ją z mamą. Byłyśmy jak siostry,
nierozłączne i kochające się, mam nadzieje, że tak zostanie.
Po rozmowie z
przyjaciółką poszłam do kuchni. Mama tak jak powiedziała, tak
zrobiła i zostawiła mi kanapki. Na stole leżała jeszcze
karteczka, na której napisane było, że wracają koło 1800,
więc miałam jeszcze 2 godziny czasu, 2 godziny samotności. Nalałam
sobie soku i zjadłam coś, a potem poszłam do salonu i oglądałam
jakiś film.
Nawet nie
zauważyłam, kiedy minęły te 2 godziny. Mama na mój widok
uśmiechnęła się, ale gdy zobaczyła mój wyraz twarzy to uśmiech
zniknął z jej twarzy i zapytała się:
- Wszystko w
porządku?
- Tak, pójdę do
siebie, źle się czuje.
- Denerwujesz się
pierwszym dniem w szkole, ale nie martw się, wszystko będzie
dobrze.
- Wiem... mamo.
Te ostatnie słowo
nie chciało przejść mi przez gardło, nie byłam przyzwyczajona do
wymawiania go. Na moment spojrzałam się na Tima, a on bardzo
uważnie mi się przyglądał. Po chwili patrzenia mu się w oczy
poszłam do swojego pokoju, chciałam być sama, musiałam się
uporać sama ze sobą.
Położyłam się
na łóżku, nie miałam na nic ochoty. Twarz schowałam w poduszkę
i starałam się nie płakać, choć było to bardzo trudne. Paula
miała rację, byłam silna, ale tylko wtedy, gdy miałam przyjaciół
blisko siebie, kiedy mogli być moją podporą. Po chwili ktoś
wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Nie spojrzałam się na tą
osobę, nie chciałam nikogo widzieć, ale dana osoba bardzo chciała
udowodnić, że jest koło mnie, bo po chwili milczenie powiedziała:
- Iza, co się
dzieje?
- Tim? - nie byłam
pewna, czy to on, czy śni mi się, że to Kamil
- Tak to ja. Co się
dzieje? Co Cię trapi? - odwróciłam się w jego stronę,
spojrzałam w oczy i powiedziałam:
- Rzeczywistość
mnie trapi. Nie chcę tu być. Wolałabym mieszkać na ulicy, ale
być w Polsce, blisko moich przyjaciół, a nie sama. Tam zostawiłam
wszystko co jest mi najdroższe...
- Iza, przecież tu
też może się wszystko ułożyć...
- Tu się nic nie
ułoży. Wszystko co miałam, kochałam i kocham nadal, zostawiłam
w Polsce. Nienawidzę tego miejsca, nie chcę tu być, straciłam
wszystko, sens mojego życia...
Tim nic nie
powiedział, a ja tak naprawdę nie wiem czemu, ale przytuliłam się
do niego. On chyba wiedział co czuję, ale nie chciał się do tego
przyznać.