sobota, 24 listopada 2012

"Załamanie."


    Obudziłam się, było dość późno. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić z łóżka ani z pokoju. Leżałam jeszcze trochę w łóżku z zamkniętymi oczami, nie chciałam widzieć tego pokoju, tego miejsca, psychicznie czułam się fatalnie. Po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju i usłyszałam:
 - Izuniu, wstawaj.
 - Nie mam ochoty, zostaw mnie. - nie było to zbyt miłe, ale przez dzisiejszy sen, żadna dawka przyjemności w stosunku do matki mnie nie nawiedziła.
 - Co się stało? Coś w klubie, wczoraj?
 - Nic się nie stało. Chcę być sama...
 - Musisz coś zjeść. Wiem, że Ci ciężko bez ojca, ale...
 - Nie chodzi o tatę! Zostaw mnie samą!
 - Dobrze, jakbyś zgłodniała to zostawię Ci kanapki na stole.
 - Iza, pójdziesz z nami na spacer? - Erik
 - Nie mam ochoty, wolę zostać w domu. Możecie już sobie iść?
 - Dobrze, nikt nie będzie Ci przeszkadzać. - mama
    Oboje zostawili mnie samą. Przykryłam głowę poduszką, chciałam zapomnieć, że jestem w tym miejscu, że otaczają mnie ci ludzie. Łzy same zaczęły spływać mi po policzkach. Tęskniłam za przyjaciółmi, ale przede wszystkim za naszymi próbami w garażu. Nie potrafiłam żyć bez muzyki.
    Po jakimś czasie wygramoliłam się z łóżka. Poszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem. Moja twarz była blada, oczy czerwone i podpuchnięte, jednym słowem wyglądałam fatalnie. Przemyłam twarz zimną wodą, trochę mi to pomogło, ale i tak czułam się źle i nie wyglądałam najlepiej.
    Wróciłam do pokoju, już przebrana w jakiejś stare, jeansowe spodnie z dziurami na kolanach i jakąś, pierwszą lepszą bluzkę. Usiadłam w fotelu, kolana podciągnęłam do siebie, położyłam na nich komórkę i przyglądałam się jej. Miałam taką ogromną ochotę zadzwonić do Pauliny, ale wiedziałam, że potem może być jeszcze gorzej, że będzie mi jeszcze trudniej. W końcu nie wytrzymała, wybrałam z książki adresowej numer Pauli i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Liczyłam sekundy oddzielające kolejne sygnały. Miałam nadzieje, że przyjaciółka szybko odbierze i tak się stało, a ja poczułam ulgę.
 - Hej, Izuś.
 - Cześć.
 - Uuu. Co się dzieje?
 - Tęsknie za wami, za zespołem. Teraz pewnie siedzielibyśmy w naszym garażu i mielibyśmy próbę. Brakuje mi tego.
 - Pewnie by tak było, ale bez Ciebie to już nie to samo. Nam też Ciebie brakuje...
 - Paula, mam prośbę. Nie rezygnujcie z tego marzenia tylko dlatego, że mnie nie ma.
 - Iza, ale to jest nasze wspólne marzenie, dlatego założyliśmy ten zespół. Jesteś jego członkiem. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
 - Macie jakieś wieści?
 - Jeszcze nie, czekamy co będzie. Przecież wiesz, ze wysłaliśmy to kilka dni przed Twoim wyjazdem.
 - Wiem, była jeszcze nadzieja, że zostanę...
 - Iza, nie zadręczaj się tym. Z każdym problemem zawsze sobie radziłaś i teraz też sobie poradzisz, jesteś silna...
    Długo rozmawiałyśmy, nawet bardzo długo. Ta rozmowa nie przyniosła mi ból, tak jak myślałam, było przeciwnie, po niej poczułam się lepiej. Paula zawsze wiedziała jak podnieść mnie na duchu i to chyba dzięki naszej przyjaźni podniosłam się z upadku jakim było odejście mamy. Potem, jakieś 2 lata później to ja ją podnosiłam na duchu jak jej ojciec zostawił ją z mamą. Byłyśmy jak siostry, nierozłączne i kochające się, mam nadzieje, że tak zostanie.
    Po rozmowie z przyjaciółką poszłam do kuchni. Mama tak jak powiedziała, tak zrobiła i zostawiła mi kanapki. Na stole leżała jeszcze karteczka, na której napisane było, że wracają koło 1800, więc miałam jeszcze 2 godziny czasu, 2 godziny samotności. Nalałam sobie soku i zjadłam coś, a potem poszłam do salonu i oglądałam jakiś film.
    Nawet nie zauważyłam, kiedy minęły te 2 godziny. Mama na mój widok uśmiechnęła się, ale gdy zobaczyła mój wyraz twarzy to uśmiech zniknął z jej twarzy i zapytała się:
 - Wszystko w porządku?
 - Tak, pójdę do siebie, źle się czuje.
 - Denerwujesz się pierwszym dniem w szkole, ale nie martw się, wszystko będzie dobrze.
 - Wiem... mamo.
    Te ostatnie słowo nie chciało przejść mi przez gardło, nie byłam przyzwyczajona do wymawiania go. Na moment spojrzałam się na Tima, a on bardzo uważnie mi się przyglądał. Po chwili patrzenia mu się w oczy poszłam do swojego pokoju, chciałam być sama, musiałam się uporać sama ze sobą.
    Położyłam się na łóżku, nie miałam na nic ochoty. Twarz schowałam w poduszkę i starałam się nie płakać, choć było to bardzo trudne. Paula miała rację, byłam silna, ale tylko wtedy, gdy miałam przyjaciół blisko siebie, kiedy mogli być moją podporą. Po chwili ktoś wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Nie spojrzałam się na tą osobę, nie chciałam nikogo widzieć, ale dana osoba bardzo chciała udowodnić, że jest koło mnie, bo po chwili milczenie powiedziała:
- Iza, co się dzieje?
- Tim? - nie byłam pewna, czy to on, czy śni mi się, że to Kamil
- Tak to ja. Co się dzieje? Co Cię trapi? - odwróciłam się w jego stronę, spojrzałam w oczy i powiedziałam:
- Rzeczywistość mnie trapi. Nie chcę tu być. Wolałabym mieszkać na ulicy, ale być w Polsce, blisko moich przyjaciół, a nie sama. Tam zostawiłam wszystko co jest mi najdroższe...
- Iza, przecież tu też może się wszystko ułożyć...
- Tu się nic nie ułoży. Wszystko co miałam, kochałam i kocham nadal, zostawiłam w Polsce. Nienawidzę tego miejsca, nie chcę tu być, straciłam wszystko, sens mojego życia...
    Tim nic nie powiedział, a ja tak naprawdę nie wiem czemu, ale przytuliłam się do niego. On chyba wiedział co czuję, ale nie chciał się do tego przyznać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz