niedziela, 16 grudnia 2012

„Nowa koleżanka.”


    Reszta lekcji przebiegła dość sprawnie. Co prawda strasznie się nudziłam, bo znałam już materiał to i tak robiłam dokładne notatki, bo w innym przypadku nie miałabym co robić. Zajęcia skończyły się o 1530 i tak będą się kończyć codziennie. Chyba zwariuję, cóż może i by było lepiej jakbym zwariowała. Kiedy tak szłam z Colin do głównego wyjścia i byłyśmy już dość blisko to ona powiedziała:
 - To co, do jutra.
 - Nie miałabyś ochoty spotkać się jeszcze dzisiaj? No wiesz, pogadałybyśmy, lepiej byśmy się poznały, powiedziałabyś mi co muszę zrobić do szkoły i powiedziałabyś mi co nieco o nauczycielach. Jeśli oczywiście masz ochotę. - nie ukrywałam, że miałam wielką nadzieje, że się zgodzi.
 - Jasne, że możemy się spotkać, będzie mi bardzo miło, tylko gdzie.
 - Ja miasta nie znam...
 - No to może pod Twoim domem, za godzinę. Pasuje?
 - Idealnie.
    Uśmiechnęłam się do niej i po chwili każda poszła w swoją stronę. Ja udałam się do samochodu Erika, który po nas przyjechał. Mówiąc nas miałam na myśli siebie, Annę, Katję i Tima.
    Pierwsze co zrobiłam jak wróciłam do domu to poszłam do pokoju, nie chciałam nikogo widzieć. Byłam wściekła na matkę, nie rozumiałam dlaczego to zrobiła, dlaczego nie oddała tego cholernego zwolnienia.
Przebrałam się w coś innego niż mundurek, ale już tak, żeby móc wyjść. Po chwili wzięłam komórkę i wykręciłam numer do taty, bo wiedziałam, że z matką nic nie załatwię.
 - Cześć Izuniu. - po kilku sygnałach usłyszałam dobrze mi znany głos taty.
 - Cześć tatusiu. Dzwonie, bo mam sprawę.
 - Przypuszczam. Mów co się dzieje.
 - Wysłałeś mamie moje zwolnienie z wychowania fizycznego?
 - Oczywiście, gdy tylko je dostaliśmy. Dlaczego się pytasz.
 - Mama nie dostarczyła go do szkoły i dzisiaj miałam mały problem. Jeśli do środy nie dostarczę zwolnienia to będzie po mnie, będę musiała ćwiczyć, a wiesz jak to się skończy.
 - Wiem. Rozmawiałaś na ten temat z mamą?
 - Nie. Tato, dobrze wiesz, że z nią nie da się dogadać.
 - Ok. To zrobimy tak: podasz mi numer do szkoły, pójdę jutro z samego rana do twojego lekarza i poproszę, żeby wypisał Ci jeszcze jedno zwolnienie, zadzwonię do szkoły, najwyżej wyślę im ksero faksem a w środę je przywiozę z gitarą i na najbliższej lekcji oddasz.
 - Tato, wiesz jak bardzo Cie kocham, gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła.
 - Wiem kochanie, ja Cie też kocham.
    Podałam numer do szkoły tacie a potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Poczułam się trochę lepiej, ale nadal byłam zła na mamę. Miałam jeszcze trochę czasu do spotkania z Colin i postanowiłam zrobić zadanie z matematyki, nic innego do roboty nie przychodziło mi na myśl. Usiadłam przy biurku i zabrałam się za nie, nie było trudne lecz czasochłonne.
    Po jakimś czasie ktoś wszedł do pokoju bez pytania. Wkurzyłam się, bo to był mój pokój, moja prywatność. Jak się okazało to była mama a ta wiadomość jeszcze bardziej mnie zdenerwowała. Mama spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Zejdziesz na obiad?
 - Nie, dzisiaj jem na mieście, umówiłam się.
 - W tym domu obiad jemy całą rodziną.
 - Przecież swoją rodzine masz w jadalni, czego jeszcze chcesz. A tak przy okazji, dlaczego nie oddałaś do szkoły mojego zwolnienia z zajęć sportowych?
 - Nie ma żadnych podstaw żebyś nie ćwiczyła.
 - Są, dlatego lekarz wystawił mi zwolnienie. Nawet się nie zainteresowałaś, co jest na rzeczy. Przepraszam jestem zajęta a po za tym za 15 minut wychodzę.
    Odwróciłam się plecami do matki i zaczęłam dalej robić zadanie. Skończyłam je tak w sam raz do wyjścia. Ubrałam kurtkę, buty i czapkę z daszkiem – inna nawet w taka porę roku nie wchodziłą w grę. Zeszłam na dół i chciałam wyjść, ale oczywiście mama miała jakieś obiekcje. Próbowała mnie zatrzymać w domu, ale nie udało jej sie to, nie miałam zamiaru siedzieć tam jak w więzieniu.
    Wyszłam z domu a Colin właśnie dochodziła pod furtkę.Uśmiechnęłam się do niej a ona odwzajemniła gest. Postanowiłyśmy coś zjeść, bo obie byłyśmy bez obiadu, ale ja nie znałam miasta, więz zaufałam koleżance. Po niedługim czasie wylądowałyśmy w przytulnej pizzerii. Zamówiłyśmy coś do jedzenia i picia a potem przez jakiś czas siedziałyśmy w milczeniu.
    Kiedy milczałyśmy to przyglądałam sie jej. Wydawała sie normalną nastolatką, może trochę zagubioną, niewątpliwie bez przyjaciół i znajomych, ale na pewno nie była kujonem. Przecież gdyby tak było to nie siedziałaby teraz ze mną, tylko by się uczyła. Coś mi się nie zgadzało. Zaczęłam zastanawiać się czego Katja mogła jej zazdrościć. Jedno było pewne, inteligencji i wiedzy na pewno jej zazdrościła, ale musiało być jeszcze coś. Uroda? Bardzo prawdopodobne.
    Colin to szczupła bondynka o czekoladowych oczach, które przyciągały jak magnes. Miała ładną cerę i gdyby dać lekki makijaż, to z pewnością większość facetów zainteresowałaby się nią. Przypomniała mi troche Paulę, tylko oczy się nie zgadzały, Paula ma niebieskie, kolorem przypominały morze karaibskie, ale były tak samo magnetyczne...
    Z moich rozmyślań wyrwała mnie Colin:
 - Iza, wszystko w porządku?
 - Co? Przepraszam, zamyśliłam się.
 - Zauważyłam. O czym myślałaś? Jeśli nie chcesz mówić to nie mów, zrozumię.
 - Bardzo przypominasz mi moją przyjaciółkę...
 - Ale raczej jej nie zastąpię.
 - Z tym się zgadzam, nikt mi nie zastąpi Pauliny, ale możesz być moją drugą przyjaciółką. Tego nikt Ci nie zabroni, a ja chyba potrzebuję tutaj kogoś na kogo mogę liczyć.
 - Do usług, zawsze. Może to nie pora, ale chciałabym się podzielić tym co zauważyłam.
 - Śmiało. - zachęciłam ją i uśmiechnęłam się.
 - Ta piosenka... którą słuchałaś, a potem nam puściłaś to... śpiewałaś Ty z kimś jeszcze. Tak mi się wydaje...
     Spojrzałam na nią przerażona. Nie spodziewałabym się, że ktoś, kto mnie nie zna może się domyślić. Zamknęłam oczy na moment, żeby powstrzymać łzy, a potem spojrzałam na Colin i powiedziałam:
 - Masz rację, tą piosenkę śpiewałam ja z, właśnie tą przyjaciółką, Pauliną i resztą zespołu. Colin, proszę nie mów nikomu i nie rozmawiajmy na razie na ten temat. Jeszcze nie jestem gotowa, żeby o tym rozmawiać, o Polsce i, o tym co tam zostawiłam. Obiecuję, że kiedyś będziemy mogły o tym spokojnie pogadać.
 - Nie ma sprawy, to będzie nasza tajemnica. Nie chciałam sprawić Ci przykrości...
 - Nie zrobiłaś tego, pewnie gdybyś powiedziała mi to za tydzień, dwa a nawet miesiąc, to zareagowałabym podobnie. Nie martw się.
    Colin uśmiechnęła się do mnie, ja do niej i po chwili przyniesiono nam nasze zamówienie. Zjadłyśmy a potem jeszcze chwilę siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Poznawałyśmy się, Colin opowiadała mi o sobie, ja jej też trochę o sobie mówiłam, choć nie dużo, ale ona to rozumiała. Z pizzerii poszłyśmy pochodzić po pobliskim parku. Dobrze czułam się w towarzystwie Colin. Chodziłyśmy i rozmawiałyśmy, tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się co nieco o nauczycielach, zwłaszcza o ich wymaganiach. Colin obiecała mi, że skseruje mi notatki, żebym była na bieżąco. 

czwartek, 6 grudnia 2012

"Szkoła"


     Zanim poszłam spać to sprawdziłam jeszcze swoją skrzynkę mailową. Miałam wiadomość od Pauli w której opisała mi wszystko ze szczegółami co się u nich działo. Taka była między nami umowa, więc i ja napisałam jej wszystko co się działo: kłótnia z mamą, rozmowa z tatą, moje odczucia. Wiedziałam, że ona mnie zrozumie, w końcu sama kiedyś mi to przepowiedziała.
     Usnęłam przy muzyce, jak zawsze. Wcześniej jednak nie umiałam odgonić od siebie myśli o szkole. To już nie był mój świat, a Katja na pewno zadbała o moją reputację. Nie mogłam zaprzeczyć, że się bałam. Zostałam sama, nikogo tam nie znałam, nie czułam się z tą sytuacją komfortowo.
     Obudziłam się tak jak zadzwonił budzik. Przez chwilę leżałam jeszcze w łóżku. Kiedy w końcu zwlekłam się z łóżka tak jak byłam ubrana, czyli w dresie, to zeszłam do kuchni. W domu zawsze jadłam na śniadanie płatki z mlekiem i nie miałam zamiaru tego zmieniać. Spojrzałam się na matkę a ona powiedziała:
 - Siadaj, już daję kanapki.
 - Wolałabym płatki z mlekiem. Już się do nich przyzwyczaiłam.
 - Dobrze, to weź sobie.
     Mama się do mnie uśmiechnęła. Nie byłam pewna czy jej przeszło po wczorajszym. Wzięłam sobie miskę, płatki i mleko. Choć przez chwilę poczułam się jak w domu. Po posiłku poszłam do pokoju przebrać się i spakować. Spojrzałam do szafy na mój nowy mundurek, nie wyglądał tak tragicznie. Czarna spódniczka, biała, elegancka bluzka, czarna marynarka z logiem szkoły, czarny krawat (to już mogli sobie darować, ale cóż), i czarne kozaki. Przebrałam się, pomalowałam, spakowałam torbę i byłam gotowa do wyjścia.
    Po chwili do pokoju weszła mama, spojrzała na mnie i powiedziała, że ładnie wyglądam. Uśmiechnęłam się do niej lekko i poszłyśmy do samochodu. Kiedy podjechałyśmy pod budynek szkoły to mnie zamurowało. Budynek był dość duży i wyglądał na stary, ale za to był całkiem ładnie odnowiony. Weszłyśmy z mamą do środka i poszłyśmy w stronę sekretariatu.
     Zanim dyrektor nas przyjął to minęło trochę czasu, a ja w tym czasie rozglądałam się. Wnętrze było bardzo nowoczesne i przyjazne, takie było przynajmniej moje odczucie. Dyrektor wyszedł do nas, spojrzał się na mnie z góry do dołu, co nie było zbyt przyjemne. Uśmiechnął się do mnie i do matki a potem powiedział:
 - Zaraz przyjdzie opiekun drugiej klasy. - tym razem zwrócił się do mnie, poznałam bo zerknął na mnie – Mam nadzieje, że będziesz się tu dobrze czuła. W tej szkole obowiązują pewne zasady i wolałbym żebyś się do nich stosowała...
 - Dzień dobry.
 - To jest profesor Jens, opiekun drugiej klasy. Do niego chodź z każdą ważną sprawą.
 - Dzień dobry. - przywitałam się grzecznie
 - Witaj. Zaraz zaprowadzę Cię do Twojej klasy, ale najpierw oddaj matce wszystkie ozdoby.
 - Co ma pan na myśli?
 - Dobrze wiesz co mam na myśli. Łańcuszek, pierścionek, kolczyki i bransoletka.
 - Nie ściągnę tego.
 - Takie są zasady tej szkoły, nie można mieć żadnych ozdób. Przykro mi musisz to ściągnąć – dyrektor
 - Nie ściągnę tego i nie zmusicie mnie.
 - Iza, zrozum, że takie są zasady. Dla twojego dobra ściągnij to. - mama
 - Nie, albo wiesz co, pierścionek mogę Ci oddać, tata mi go dał, żebym myślała o Tobie, ale już dla mnie nic nie znaczy. Reszty niestety nie ściągnę. - ściągnęłam z palca pierścionek i oddałam go mamie. 
 - Młoda damo, nikt się Ciebie nie pyta czy to zrobisz, czy nie, po prostu masz to zrobić. - profesor Jens.
 - Nie mam zamiaru. Możecie mnie wyrzucić z tej szkoły, będę bardzo szczęśliwa.
 - Profesorze Jens, proszę zaprowadzić Izabelę do klasy – dyrektor
 - Oczywiście.
     Mężczyzna spojrzał się na mnie. Zaczyna się robić wesoło, czułam, że pan profesor nie da mi spokoju, będzie mnie gnębił przez cały pobyt w tej szkole. W drodze do klasy zostawiłam kurtkę w swojej szafce. Kiedy znaleźliśmy się pod salą to profesor puścił mnie przodem.
     Weszłam do sali i momentalnie wszyscy się na mnie spojrzeli. No tak, pewnie dużo rzeczy słyszeli na mój temat. Nauczycielka też się na mnie patrzyła. Profesor Jens po chwili powiedział:
 - Przepraszam pani profesor. To jest Wasza nowa koleżanka Izabela. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją dobrze. Usiądź, proszę z Colin.
     Spojrzałam się na dziewczynę. Podeszłam do ławki, usiadłam a moja sąsiadka uśmiechnęła się do mnie. Po chwili opiekun klasy wyszedł a pani profesor zaczęła lekcje matematyki. Pomimo tego, że wszystko było po niemiecku nie miałam żadnych kłopotów ze zrozumieniem tego co było mówione. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę to byłam szczęśliwa. Jeżeli tak mają wyglądać wszystkie lekcje to zwariuję. W Polsce z materiałem byłam dużo do przodu, więc będę się strasznie nudzić.
     Colin spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i zapytała:
 - Oprowadzić Cię po szkole?
 - Jeśli masz ochotę.
 - Jasne, że mam.
     Uśmiechnęła się do niej. Wszystkie lekcje mieliśmy w tej samej sali, więc zostawiłyśmy rzeczy i wyszłyśmy z klasy. Colin pokazywała mi, gdzie jest jaka sala, gdzie mamy jakie lekcje. Moja sąsiadka okazała się bardzo sympatyczną i miłą osobą. Po jakimś czasie odważyłam się zapytać:
 - Co opowiadała na mój temat Katja?
 - Dużo rzeczy mówiła na twój temat. Najbardziej to próbowała nas przekonać, że jesteś brzydka, dlatego jak weszłaś do klasy to nas szokło. Katja mówiła też, że jesteś głupia, wredna... Wiesz, oczerniała Cię jak tylko mogła. Czuje się zagrożona.
 - A ma do tego powód? Nie chcę jej zastępować. Nigdy nie byłam i nie mam zamiaru być pustą lalunią.
 - Katja, jest bardzo dziwna, Anna zresztą też. Wiesz, one muszą być w centrum uwagi, Ty jesteś śliczna i nowa, wszyscy są Ciebie ciekawi. Jak Ty będziesz w centrum uwagi to one przestaną być, a tego chyba nie przeżyją.
 - To ich problem, a ja jakoś za taką fałszywą uwagą nie przepadam.
 - Też za tym nie przepadam, dlatego trzymam się z dala od Katji i hałasu wokół niej.
     Uśmiechnęłam się do niej. Colin była wspaniałą dziewczyną, czułam, że się polubimy. Chodziłyśmy po szkole i gadałyśmy, tak choćbyśmy znały się długo. Kiedy doszłyśmy chyba do głównego holu, a przynajmniej tak to wyglądało, to zauważyłam Katję ze swoimi znajomymi. Najwyraźniej opowiadała coś bardzo śmiesznego, bo wszyscy zaczęli się śmiać. Starałam się nie zwracać na nią uwagi, ale gdy przechodziłyśmy z Colin koło jej grupki to powiedziała:
 - No, no, ale sobie znalazłaś koleżankę. Chcesz byś podoba do niej, największy kujonek w szkole.
 - A co, zazdrościsz mi? Colin, przynajmniej jest coś warta i na pewno nie jest taka pusta w przeciwieństwie do Ciebie.
 - Ona ma jakąś wartość. Bardzo śmieszne. Aj przepraszam, jedyne co ona może to pomóc Ci w nauce, a najbardziej to chyba francuskiego.
 - Uuu. Pomyliłaś się, nie potrzebuję pomocy we francuskim. Jeśli mi nie wierzysz to możesz sprawdzić, że umiem francuski.
 - Comment vous oppelez-vous?1
  -  Je m'appelle Iza. Zadowolona?2
  -  Myślisz że jesteś taka doskonała.
 - Znowu przegrałaś i znowu się wściekasz. A tak na marginesie twoi znajomi wiedzą co stało się w sobotę w klubie.
 - Zamknij się!
 - Czyli nie wiedzą? Ojejku... nie zdążyłaś się jeszcze pochwalić... Ach tak, ale Ty przecież przegrałaś. Już zapomniałaś, że przegrałaś w karaoke ze mną. - byłam jak najbardziej wredna, patrzyłam na nią z wrogością w oczach, ona na mnie też.
 - Ty szmato! Nie dziwię się, że Twoja matka odeszła od Ciebie i Twojego ojca. Kto chciałby mieć taką córeczkę...
 - Dziewczyny przestańcie... - Tim. Nawet nie wiem kiedy przyszedł, zresztą teraz większość szkoły nam się przygląda.
 - Nie Tim. Twoja kochana siostrzyczka zaczęła zły temat. Moja matka odeszła to fakt, ale to chyba była najlepsza rzecz jaką mogła zrobić dla mnie i dla taty. Ja w przeciwieństwie do Ciebie odwiedzam moją mamusię, a teraz nawet z nią mieszkam, a Ty, kiedy ostatnio byłaś u swojej mamy, kiedy ją widziałaś. Jest taka mała różnica między nami. Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz, możesz mnie oczerniać, pogrążać, upokarzać, ale nic Ci to nie da...
 - Iza, dość... - Tim
 - Masz rację, dość.
     Spojrzałam jeszcze raz na Katję i odeszłam stamtąd. Colin poszła za mną i szybko mnie dogoniła. Kiedy znalazłam się dosyć daleko od tego całego hałasu, tych wszystkich ludzi, to stanęłam przy ścianie i osunęłam się na ziemię. Moja towarzyszka usiadła obok mnie, ale nic nie mówiła, nie zadawała żadnych pytań, po prostu siedziałyśmy i milczałyśmy.
     Po chwili, gdy doszło do mnie, że w ten sposób się nie uspokoję, a niewątpliwie byłam wkurzona i zdenerwowana, to wyciągnęłam telefon, wyszukałam pewną piosenkę i puściłam ją sobie. Colin nadal się o nic nie pytała, chyba widziała, że chwilowo nie mam nastroju do rozmowy. Ja wsłuchiwałam się w piosenkę.  Wysłuchałam ją chyba trzy raz, ale pomogło i uspokoiłam się.
     Kiedy po kolejnych trzech lekcjach zadzwonił dzwonek na przerwę, długą przerwę, to wzięłyśmy z Colin nasze rzeczy i poszłyśmy pod halę sportową, bo jako następną lekcję miałyśmy wychowanie fizyczne. Usiadłyśmy i dalej milczałyśmy. Czułam się lepiej, ale dalej, gdzieś to wszystko siedziało i do końca nie potrafiłam się na nowo odnaleźć. Po jakimś czasie Colin spojrzała na mnie i powiedziała:
 - Dzięki za tamto, no wiesz, stanęłaś po mojej stronie...
 - Nie masz za co dziękować, zawsze staje po stronie osób, które lubię, a Ciebie lubię, jesteś jedyną osobą, która nie uwierzyła Katji.
 - Też Cię lubią, mam nadzieje, że chociaż Ty potraktujesz mnie jak normalną osobę, nie jak... kujona.
 - Masz to jak w banku. - uśmiechnęłam się do niej a ona do mnie.
 - Ćwiczysz?
 - Teoretycznie nie mogę. Mam nadzieje, że mama oddała moje zwolnienie.
     Długo rozmawiałyśmy, praktycznie całą przerwę. Dobrze mi się z nią gadało, nie miałyśmy problemu ze znalezieniem wspólnych tematów do rozmowy. Przez chwilę pomyślałam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić, ale wiedziałam, że i tak nikt nie zastąpi mi Pauliny. Brakowało mi jej i to bardzo. Po trzech dniach cholernie tęskniłam za nią i za chłopakami z zespołu a zwłaszcza za moim „braciszkiem” Kamilem.
     Po dzwonku poszłyśmy na halę i do szatni. Większość dziewczyn zaczęła się przebierać, ale nie wszystkie. Ja, Colin i jeszcze dwie dziewczyny siedziałyśmy na ławce. Po chwili do szatni weszła nauczycielka. Spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Ty, jesteś tą nową dziewczyną, Izabelą?
 - Po prostu Iza.
 - Dobrze. Dlaczego się nie przebierasz?
 - Nie mogę. Mój lekarz wystawił mi zwolnienie, mama miała je dostarczyć.
 - Ale ja nic nie dostałam, przykro mi. Przebierz się zaraz zaczynamy.
 - Ale ja naprawdę nie mogę, nie zmyślam, proszę mi uwierzyć. Mogę zadzwonić i załatwić całą tą sprawę?
 - Hmm. Następne zajęcia mamy...
 - W środę. - dokończyła za nauczycielkę Colin.
 - W takim razie dzisiaj Ci daruję, ale do środy musisz dostarczyć zwolnienie. Jeżeli go nie będę miała to niestety będziesz musiała ćwiczyć.
 - Dziękuję bardzo. 
 -Dziewczyny, które ćwiczą, zapraszam na salę, a wy możecie iść na zajęcia.
     Nauczycielka wyszła a ja spojrzałam na Colin, nie wiedziałam o jakie zajęcia chodzi. Ona uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że mam wziąć rzeczy. Tak też zrobiłam i poszłam z nią. Wciąż nie wiedziałam o co chodzi i z tego powodu bardzo się denerwowałam. Weszłyśmy do jakiejś sali, gdzie było już kilku chłopaków z naszej klasy, te dwie dziewczyny i jeszcze kilka osób.
     Po chwili do pomieszczenia wszedł młody nauczyciel, na nasz widok uśmiechnął się i powiedział, że dzisiaj są zajęcia muzyczne. Spojrzałam przerażona na Colin. „Tego już nie przeżyję” - pomyślałam sobie. Dlaczego ten pierwszy dzień w szkole musi być taki trudny. Najpierw kłótnia z Katją a teraz zajęcia muzyczne. Już i tak źle się czułam a zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej. Przymknęłam na chwilę powieki, musiałam dojść do siebie. Teraz to najchętniej wróciłabym do Polski albo uciekła stamtąd, wszystko było lepsze, nawet zajęcia sportowe, choć tak bardzo kochałam muzykę.
     Nauczyciel spojrzał na nas i przeliczył. Na chwilę otworzyłam oczy, ale i tak dalej nuciłam sobie w głowie piosenkę. Po chwili powiedział:
 - Coś Was jest więcej niż zwykle. Ty jesteś nowa? Jak się nazywasz? - pokazał na mnie, tego się mogłam spodziewać.
 - Jestem Iza.
 - Będziesz chodzić na nasze zajęcia?
 - Raczej tak.
 - Grasz na jakimś instrumencie?
 - Tak, na gitarze. Potrafię jeszcze kilka dźwięków na perkusji, klawiszach, basie i gitarze elektrycznej.
 - Zagraj nam coś.
 - Wolałaby nie.
 - Nie daj się prosić, kawałeczek czegokolwiek, to co lubisz.
     Dałam za wygraną. Wzięłam leżącą obok mnie gitarę i wciągnęłam powietrze. Boże jak dobrze było mieć z w rękach znowu gitarę, instrument, który pozawalał mi być wolną, uspokajał mnie. Co prawda to nie była moja gitara, ale gitara, a w tym momencie nie było ważne jaka. Po chwili zaczęłam grać piosenkę, która mnie uspokajała, tą samą, którą słuchałam po kłótni z Katją.
     Kiedy grałam czułam się wolna, czułam, że jestem sobą, tą samą Izą, którą byłam w Polsce. Nagle przypomnieli mi się moi przyjaciele, nasz zespół i nasze wspólne marzenie. Wiedziałam, że już tak nie będzie, przynajmniej do puki będę tutaj, a potem przecież jadę do Włoch. Nigdy już nie będzie tak jak kiedyś.
     Przerwałam, żeby przerwać wspomnienia, bo chyba jeszcze nie byłam na nie gotowa. Zamknęłam oczy, byle by tylko się nie rozpłakać. Nie trwało to długo, tylko chwilkę. Po tej właśnie chwili nauczyciel spojrzał się na mnie i powiedział z uśmiechem i miłym wyrazem twarzy:
 - Masz talent. Utwór był naprawdę ładny.
 - Znam to, słuchałaś tego na przerwie po kłótni z Katją. - powiedziała Colina, choć miałam nadzieje, ze tego nie zauważyła.
 - Puść nam tą piosenkę.
     Wciągnęłam powietrze i puściłam piosenkę. Zamknęłam oczy i miałam wielką ochotę pośpiewać. Jakoś się powstrzymywałam, choć tak do końca nie wiem jak mi się to udawało. Gdy piosenka się skończyła to nauczyciel spojrzał na mnie i zapytał się:
 - Jak nazywa się ten zespół?
 - Ten zespół nie ma nazwy, grają dla siebie, w garażu, ale proszę już o nic nie pytać.
 - Dobrze, tylko, że mają duży talent i potencjał, nie powinno się tego marnować.
     Uśmiechnęłam się lekko do niego a potem podeszłam do okna. Nie chciałam aby ktokolwiek widział jak się teraz czuję. Po chwili podeszła do mnie Colin i objęła. O nic się nie pytała, nic nie mówiła, po prostu mnie przytulała.

1Jak Pani się nazywa? (fr.)
2Nazywam się Iza. (fr.)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Kłótnia"


    Po niedługim czasie do pokoju weszła mama. Spojrzała się na nas i zapytała się Tima:
 - Mógłbyś zostawić nas same?
 - Jasne. Zajrzę jeszcze potem.
 - OK. - powiedziałam do niego lekko się uśmiechając, kiedy stał już przy drzwiach.
 - Polubiliście się. - mama powiedziała, kiedy Tim wyszedł.
 - Fakt. Tim, jest bardzo sympatyczny, ale chyba nie o tym chciałaś rozmawiać.
 - Masz rację. Chciałam porozmawiać o jutrzejszym dniu.
 - A co z nim?
 - Pierwszy dzień w nowej szkole.
 - No tak. Nie martw się, będę grzeczną dziewczynką.
 - Nie o to mi chodzi. Jak zauważyłaś na biurku masz książki, zeszyty, wszystko co potrzebujesz... a w szafie wisi mundurek.
 - Mundurek...?
 - Tak. Będziesz chodzić z Katją, Anną i Timem do jednej szkoły. Bardzo dobre, prywatne liceum. Nie martw się.
 - Nie martwię się, tylko chcę być normalną dziewczyną, a nie postrzeganą jako panienkę, nietykalną z dobrego domu. Czemu w ogóle nie zapytałaś mnie o zdanie?
 - Moja droga, nie będziemy na ten temat dyskutować.
 - No tak, tak jest najprościej. Postawić przed faktem dokonanym i koniec. Nie pomyślałaś, że to może sprawić komuś wielki ból. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to zabolało. Miałam 9 lat, chciałam podzielić się z kochana mamusią dobrymi nowinami a tu się okazuje, że ona wzięła swoje rzeczy, zostawiła list, w którym oświadcza, że za kilka dni tata dostanie papiery rozwodowe i tak po prostu nas zostawiła. Nie wiesz jak bardzo bolało to, że nie miałam z kim pogadać na kobiece sprawy a najbardziej bolało to, że widziałam jak tata się męczy...
 - Przestań! - sprawiałam jej świadomie ból, ale pierwszy raz odważyłam jej się powiedzieć co czułam gdy nas zostawiła.
 - Prawda boli, co? Nie wiesz jak bolało mnie to jak w sądzie, prosto w oczy powiedziałaś mi, że mnie nie chcesz. Nie wiesz co przeżywałam potem i co roku jak czekałam na Twój telefon w moje urodziny. W końcu zrozumiałam, że mnie nie chcesz, że nic dla Ciebie nie znaczę. Powiem Ci szczerze, że dwa razy bardziej bolało mnie to, że musiałam tu przyjechać niż to że 8 lat temu tak po prostu odeszłaś. Nienawidzę Cię, już nie mam matki i nigdy nie będę miała.
    Mama już nic nie powiedziała tylko uderzyła mnie w policzek i wyszła. Zamknęłam oczy, musiałam się uspokoić, choć miałam wielką ochotę coś rozwalić. Po chwili usiadłam w fotelu i patrzyłam się przed siebie. Nie płakałam, choć może powinnam. Byłam szczęśliwa, że wreszcie powiedziałam jej co czułam. Po chwili położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit. Zaczęłam sobie nucić piosenki i uspokajałam się.
 - Mogę? - usłyszałam po jakimś czasie, a Tim wyglądał zza uchylonych drzwi.
 - Jasne, wchodź.
 - Co powiedziałaś Lenie, wyszła stad z płaczem a teraz tata ją uspokaja.
 - Powiedziałam prawdę. Tim, wreszcie powiedziałam jej, co czułam, kiedy nas zostawiła... Teraz, w końcu czuje, że wyrzuciłam z siebie to wszystko.
 - Ją to chyba zabolało.
 - Tim, a mnie nie bolało jak nas zostawiła. Miałam 9 lat, nie rozumiałam, co się dzieje, ale nagle w moim życiu zabrakło matki. Proszę, nie rozmawiajmy o tym.
 - Dobrze. Wyśpij się, jutro do szkoły.
    Nic nie powiedziałam tylko uśmiechnęłam się do niego a on po chwili wyszedł i zostawił mnie samą. Puściłam cichą muzykę i ponownie usiadłam w fotelu. Zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać. Dla mnie to było najlepsze lekarstwo, wyśpiewać swój ból, strach, złość, zawsze mi pomagało. Po jakimś czasie przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Dzwonił tata, trochę mnie to zdziwiło.
 - Cześć tato.
 - Cześć Kochanie. Dzwonie, bo przed chwilą skończyłem niezbyt miłą rozmowę...
 - Mama?
 - Tak. Co się stało? - po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
 - Pokłóciłam się z nią, bo zapisała mnie do prywatnego liceum, wiesz, że ja nie lubię takiego czegoś. W ogóle ze mną nie rozmawiała na ten temat. Nie wiem, ale jakoś doszło do tego, że powiedziałam jej co czułam kiedy nas zostawiła i potem. Wiesz co zrobiła? Uderzyła mnie, za to, że powiedziałam jej co czułam. Teraz przynajmniej czuje się wolna, cieszę się, że odważyłam się w końcu na głos powiedzieć co czułam.
 - Kochanie, nie wiesz jak się teraz czuję, gdyby nie mój wyjazd, wszystko...
 - Tato, daj spokój. Nie martw się o mnie.
 - Iza, jak bym mógł się o Ciebie nie martwić. Jesteś moją małą córeczkę i zawsze nią zostaniesz.
 - Wiem tato. Mama, pewnie myśli, że mnie za to ochrzanisz. A tak właściwie to, co ona Ci powiedziała?
 - Powiedziała mi, a raczej wykrzyczała, że wychowałam Cię w nienawiści do niej, że nie masz szacunku do starszych, że nie liczysz się z tym, co robią dla Ciebie inni...
 - Przecież to nie prawda.
 - Wiem Skarbie. Ja Cię znam i wiem jaka jesteś naprawdę. Pamiętaj, że zawsze masz we mnie wsparcie.
 - Kocham Cię tato i bardzo za Tobą tęsknie.
 - Ja za tobą też tęsknie, dom bez Ciebie jest strasznie pusty. Zobaczymy się w środę.
 - Nie zapomniałeś.
 - Iza, jakbym mógł. Do zobaczenie w środę.
 - Kocham Cię tato.
    Tata się rozłączył a ja się uśmiechnęłam. Łzy już od dawna nie spływały po moich policzkach. Cieszyłam się, że mam tak wspaniałego tatę. Tylko on, no może poza przyjaciółmi, mnie rozumiał. Znał mnie bardzo dobrze, wiedział jaka jestem, co lubię, co kocham. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy i nie było między nami żadnych tajemnic. W końcu przez długi czas byliśmy tylko my, tworzyliśmy kochającą się rodzinę.