niedziela, 16 grudnia 2012

„Nowa koleżanka.”


    Reszta lekcji przebiegła dość sprawnie. Co prawda strasznie się nudziłam, bo znałam już materiał to i tak robiłam dokładne notatki, bo w innym przypadku nie miałabym co robić. Zajęcia skończyły się o 1530 i tak będą się kończyć codziennie. Chyba zwariuję, cóż może i by było lepiej jakbym zwariowała. Kiedy tak szłam z Colin do głównego wyjścia i byłyśmy już dość blisko to ona powiedziała:
 - To co, do jutra.
 - Nie miałabyś ochoty spotkać się jeszcze dzisiaj? No wiesz, pogadałybyśmy, lepiej byśmy się poznały, powiedziałabyś mi co muszę zrobić do szkoły i powiedziałabyś mi co nieco o nauczycielach. Jeśli oczywiście masz ochotę. - nie ukrywałam, że miałam wielką nadzieje, że się zgodzi.
 - Jasne, że możemy się spotkać, będzie mi bardzo miło, tylko gdzie.
 - Ja miasta nie znam...
 - No to może pod Twoim domem, za godzinę. Pasuje?
 - Idealnie.
    Uśmiechnęłam się do niej i po chwili każda poszła w swoją stronę. Ja udałam się do samochodu Erika, który po nas przyjechał. Mówiąc nas miałam na myśli siebie, Annę, Katję i Tima.
    Pierwsze co zrobiłam jak wróciłam do domu to poszłam do pokoju, nie chciałam nikogo widzieć. Byłam wściekła na matkę, nie rozumiałam dlaczego to zrobiła, dlaczego nie oddała tego cholernego zwolnienia.
Przebrałam się w coś innego niż mundurek, ale już tak, żeby móc wyjść. Po chwili wzięłam komórkę i wykręciłam numer do taty, bo wiedziałam, że z matką nic nie załatwię.
 - Cześć Izuniu. - po kilku sygnałach usłyszałam dobrze mi znany głos taty.
 - Cześć tatusiu. Dzwonie, bo mam sprawę.
 - Przypuszczam. Mów co się dzieje.
 - Wysłałeś mamie moje zwolnienie z wychowania fizycznego?
 - Oczywiście, gdy tylko je dostaliśmy. Dlaczego się pytasz.
 - Mama nie dostarczyła go do szkoły i dzisiaj miałam mały problem. Jeśli do środy nie dostarczę zwolnienia to będzie po mnie, będę musiała ćwiczyć, a wiesz jak to się skończy.
 - Wiem. Rozmawiałaś na ten temat z mamą?
 - Nie. Tato, dobrze wiesz, że z nią nie da się dogadać.
 - Ok. To zrobimy tak: podasz mi numer do szkoły, pójdę jutro z samego rana do twojego lekarza i poproszę, żeby wypisał Ci jeszcze jedno zwolnienie, zadzwonię do szkoły, najwyżej wyślę im ksero faksem a w środę je przywiozę z gitarą i na najbliższej lekcji oddasz.
 - Tato, wiesz jak bardzo Cie kocham, gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła.
 - Wiem kochanie, ja Cie też kocham.
    Podałam numer do szkoły tacie a potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Poczułam się trochę lepiej, ale nadal byłam zła na mamę. Miałam jeszcze trochę czasu do spotkania z Colin i postanowiłam zrobić zadanie z matematyki, nic innego do roboty nie przychodziło mi na myśl. Usiadłam przy biurku i zabrałam się za nie, nie było trudne lecz czasochłonne.
    Po jakimś czasie ktoś wszedł do pokoju bez pytania. Wkurzyłam się, bo to był mój pokój, moja prywatność. Jak się okazało to była mama a ta wiadomość jeszcze bardziej mnie zdenerwowała. Mama spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Zejdziesz na obiad?
 - Nie, dzisiaj jem na mieście, umówiłam się.
 - W tym domu obiad jemy całą rodziną.
 - Przecież swoją rodzine masz w jadalni, czego jeszcze chcesz. A tak przy okazji, dlaczego nie oddałaś do szkoły mojego zwolnienia z zajęć sportowych?
 - Nie ma żadnych podstaw żebyś nie ćwiczyła.
 - Są, dlatego lekarz wystawił mi zwolnienie. Nawet się nie zainteresowałaś, co jest na rzeczy. Przepraszam jestem zajęta a po za tym za 15 minut wychodzę.
    Odwróciłam się plecami do matki i zaczęłam dalej robić zadanie. Skończyłam je tak w sam raz do wyjścia. Ubrałam kurtkę, buty i czapkę z daszkiem – inna nawet w taka porę roku nie wchodziłą w grę. Zeszłam na dół i chciałam wyjść, ale oczywiście mama miała jakieś obiekcje. Próbowała mnie zatrzymać w domu, ale nie udało jej sie to, nie miałam zamiaru siedzieć tam jak w więzieniu.
    Wyszłam z domu a Colin właśnie dochodziła pod furtkę.Uśmiechnęłam się do niej a ona odwzajemniła gest. Postanowiłyśmy coś zjeść, bo obie byłyśmy bez obiadu, ale ja nie znałam miasta, więz zaufałam koleżance. Po niedługim czasie wylądowałyśmy w przytulnej pizzerii. Zamówiłyśmy coś do jedzenia i picia a potem przez jakiś czas siedziałyśmy w milczeniu.
    Kiedy milczałyśmy to przyglądałam sie jej. Wydawała sie normalną nastolatką, może trochę zagubioną, niewątpliwie bez przyjaciół i znajomych, ale na pewno nie była kujonem. Przecież gdyby tak było to nie siedziałaby teraz ze mną, tylko by się uczyła. Coś mi się nie zgadzało. Zaczęłam zastanawiać się czego Katja mogła jej zazdrościć. Jedno było pewne, inteligencji i wiedzy na pewno jej zazdrościła, ale musiało być jeszcze coś. Uroda? Bardzo prawdopodobne.
    Colin to szczupła bondynka o czekoladowych oczach, które przyciągały jak magnes. Miała ładną cerę i gdyby dać lekki makijaż, to z pewnością większość facetów zainteresowałaby się nią. Przypomniała mi troche Paulę, tylko oczy się nie zgadzały, Paula ma niebieskie, kolorem przypominały morze karaibskie, ale były tak samo magnetyczne...
    Z moich rozmyślań wyrwała mnie Colin:
 - Iza, wszystko w porządku?
 - Co? Przepraszam, zamyśliłam się.
 - Zauważyłam. O czym myślałaś? Jeśli nie chcesz mówić to nie mów, zrozumię.
 - Bardzo przypominasz mi moją przyjaciółkę...
 - Ale raczej jej nie zastąpię.
 - Z tym się zgadzam, nikt mi nie zastąpi Pauliny, ale możesz być moją drugą przyjaciółką. Tego nikt Ci nie zabroni, a ja chyba potrzebuję tutaj kogoś na kogo mogę liczyć.
 - Do usług, zawsze. Może to nie pora, ale chciałabym się podzielić tym co zauważyłam.
 - Śmiało. - zachęciłam ją i uśmiechnęłam się.
 - Ta piosenka... którą słuchałaś, a potem nam puściłaś to... śpiewałaś Ty z kimś jeszcze. Tak mi się wydaje...
     Spojrzałam na nią przerażona. Nie spodziewałabym się, że ktoś, kto mnie nie zna może się domyślić. Zamknęłam oczy na moment, żeby powstrzymać łzy, a potem spojrzałam na Colin i powiedziałam:
 - Masz rację, tą piosenkę śpiewałam ja z, właśnie tą przyjaciółką, Pauliną i resztą zespołu. Colin, proszę nie mów nikomu i nie rozmawiajmy na razie na ten temat. Jeszcze nie jestem gotowa, żeby o tym rozmawiać, o Polsce i, o tym co tam zostawiłam. Obiecuję, że kiedyś będziemy mogły o tym spokojnie pogadać.
 - Nie ma sprawy, to będzie nasza tajemnica. Nie chciałam sprawić Ci przykrości...
 - Nie zrobiłaś tego, pewnie gdybyś powiedziała mi to za tydzień, dwa a nawet miesiąc, to zareagowałabym podobnie. Nie martw się.
    Colin uśmiechnęła się do mnie, ja do niej i po chwili przyniesiono nam nasze zamówienie. Zjadłyśmy a potem jeszcze chwilę siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Poznawałyśmy się, Colin opowiadała mi o sobie, ja jej też trochę o sobie mówiłam, choć nie dużo, ale ona to rozumiała. Z pizzerii poszłyśmy pochodzić po pobliskim parku. Dobrze czułam się w towarzystwie Colin. Chodziłyśmy i rozmawiałyśmy, tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się co nieco o nauczycielach, zwłaszcza o ich wymaganiach. Colin obiecała mi, że skseruje mi notatki, żebym była na bieżąco. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz