Reszta lekcji
przebiegła dość sprawnie. Co prawda strasznie się nudziłam, bo
znałam już materiał to i tak robiłam dokładne notatki, bo w
innym przypadku nie miałabym co robić. Zajęcia skończyły się o
1530 i tak będą się kończyć codziennie. Chyba
zwariuję, cóż może i by było lepiej jakbym zwariowała. Kiedy
tak szłam z Colin do głównego wyjścia i byłyśmy już dość
blisko to ona powiedziała:
- To co, do jutra.
- Nie miałabyś
ochoty spotkać się jeszcze dzisiaj? No wiesz, pogadałybyśmy,
lepiej byśmy się poznały, powiedziałabyś mi co muszę zrobić
do szkoły i powiedziałabyś mi co nieco o nauczycielach. Jeśli
oczywiście masz ochotę. - nie ukrywałam, że miałam wielką
nadzieje, że się zgodzi.
- Jasne, że możemy
się spotkać, będzie mi bardzo miło, tylko gdzie.
- Ja miasta nie
znam...
- No to może pod
Twoim domem, za godzinę. Pasuje?
- Idealnie.
Uśmiechnęłam się
do niej i po chwili każda poszła w swoją stronę. Ja udałam się
do samochodu Erika, który po nas przyjechał. Mówiąc nas miałam
na myśli siebie, Annę, Katję i Tima.
Pierwsze co
zrobiłam jak wróciłam do domu to poszłam do pokoju, nie chciałam
nikogo widzieć. Byłam wściekła na matkę, nie rozumiałam
dlaczego to zrobiła, dlaczego nie oddała tego cholernego
zwolnienia.
Przebrałam się w
coś innego niż mundurek, ale już tak, żeby móc wyjść. Po
chwili wzięłam komórkę i wykręciłam numer do taty, bo
wiedziałam, że z matką nic nie załatwię.
- Cześć Izuniu. -
po kilku sygnałach usłyszałam dobrze mi znany
głos taty.
- Cześć tatusiu.
Dzwonie, bo mam sprawę.
- Przypuszczam. Mów
co się dzieje.
- Wysłałeś mamie
moje zwolnienie z wychowania fizycznego?
- Oczywiście, gdy
tylko je dostaliśmy. Dlaczego się pytasz.
- Mama nie
dostarczyła go do szkoły i dzisiaj miałam mały problem. Jeśli
do środy nie dostarczę zwolnienia to będzie po mnie, będę
musiała ćwiczyć, a wiesz jak to się skończy.
- Wiem. Rozmawiałaś
na ten temat z mamą?
- Nie. Tato, dobrze
wiesz, że z nią nie da się dogadać.
- Ok. To zrobimy tak:
podasz mi numer do szkoły, pójdę jutro z samego rana do twojego
lekarza i poproszę, żeby wypisał Ci jeszcze jedno zwolnienie,
zadzwonię do szkoły, najwyżej wyślę im ksero faksem a w środę
je przywiozę z gitarą i na najbliższej lekcji oddasz.
- Tato, wiesz jak
bardzo Cie kocham, gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła.
- Wiem kochanie, ja
Cie też kocham.
Podałam numer do
szkoły tacie a potem jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Poczułam się
trochę lepiej, ale nadal byłam zła na mamę. Miałam jeszcze
trochę czasu do spotkania z Colin i postanowiłam zrobić zadanie z
matematyki, nic innego do roboty nie przychodziło mi na myśl.
Usiadłam przy biurku i zabrałam się za nie, nie było trudne lecz
czasochłonne.
Po jakimś czasie
ktoś wszedł do pokoju bez pytania. Wkurzyłam się, bo to był mój
pokój, moja prywatność. Jak się okazało to była mama a ta
wiadomość jeszcze bardziej mnie zdenerwowała. Mama spojrzała się na mnie i zapytała:
- Zejdziesz na obiad?
- Nie, dzisiaj jem na
mieście, umówiłam się.
- W tym domu obiad
jemy całą rodziną.
- Przecież swoją
rodzine masz w jadalni, czego jeszcze chcesz. A tak przy okazji,
dlaczego nie oddałaś do szkoły mojego zwolnienia z zajęć
sportowych?
- Nie ma żadnych
podstaw żebyś nie ćwiczyła.
- Są, dlatego lekarz
wystawił mi zwolnienie. Nawet się nie zainteresowałaś, co jest
na rzeczy. Przepraszam jestem zajęta a po za tym za 15 minut
wychodzę.
Odwróciłam się
plecami do matki i zaczęłam dalej robić zadanie. Skończyłam je
tak w sam raz do wyjścia. Ubrałam kurtkę, buty i czapkę z
daszkiem – inna nawet w taka porę roku nie wchodziłą w grę.
Zeszłam na dół i chciałam wyjść, ale oczywiście mama miała
jakieś obiekcje. Próbowała mnie zatrzymać w domu, ale nie udało
jej sie to, nie miałam zamiaru siedzieć tam jak w więzieniu.
Wyszłam z domu a
Colin właśnie dochodziła pod furtkę.Uśmiechnęłam się do niej
a ona odwzajemniła gest. Postanowiłyśmy coś zjeść, bo obie
byłyśmy bez obiadu, ale ja nie znałam miasta, więz zaufałam
koleżance. Po niedługim czasie wylądowałyśmy w przytulnej
pizzerii. Zamówiłyśmy coś do jedzenia i picia a potem przez jakiś
czas siedziałyśmy w milczeniu.
Kiedy milczałyśmy
to przyglądałam sie jej. Wydawała sie normalną nastolatką, może
trochę zagubioną, niewątpliwie bez przyjaciół i znajomych, ale
na pewno nie była kujonem. Przecież gdyby tak było to nie
siedziałaby teraz ze mną, tylko by się uczyła. Coś mi się nie
zgadzało. Zaczęłam zastanawiać się czego Katja mogła jej
zazdrościć. Jedno było pewne, inteligencji i wiedzy na pewno jej
zazdrościła, ale musiało być jeszcze coś. Uroda? Bardzo
prawdopodobne.
Colin to szczupła
bondynka o czekoladowych oczach, które przyciągały jak magnes.
Miała ładną cerę i gdyby dać lekki makijaż, to z pewnością
większość facetów zainteresowałaby się nią. Przypomniała mi
troche Paulę, tylko oczy się nie zgadzały, Paula ma niebieskie,
kolorem przypominały morze karaibskie, ale były tak samo
magnetyczne...
Z moich rozmyślań
wyrwała mnie Colin:
- Iza, wszystko w
porządku?
- Co? Przepraszam,
zamyśliłam się.
- Zauważyłam. O
czym myślałaś? Jeśli nie chcesz mówić to nie mów, zrozumię.
- Bardzo przypominasz
mi moją przyjaciółkę...
- Ale raczej jej nie
zastąpię.
- Z tym się zgadzam,
nikt mi nie zastąpi Pauliny, ale możesz być moją drugą
przyjaciółką. Tego nikt Ci nie zabroni, a ja chyba potrzebuję
tutaj kogoś na kogo mogę liczyć.
- Do usług, zawsze.
Może to nie pora, ale chciałabym się podzielić tym co
zauważyłam.
- Śmiało. -
zachęciłam ją i uśmiechnęłam się.
- Ta piosenka...
którą słuchałaś, a potem nam puściłaś to... śpiewałaś Ty
z kimś jeszcze. Tak mi się wydaje...
Spojrzałam na nią
przerażona. Nie spodziewałabym się, że ktoś, kto mnie nie zna
może się domyślić. Zamknęłam oczy na moment, żeby powstrzymać
łzy, a potem spojrzałam na Colin i powiedziałam:
- Masz rację, tą
piosenkę śpiewałam ja z, właśnie tą przyjaciółką, Pauliną
i resztą zespołu. Colin, proszę nie mów nikomu i nie rozmawiajmy
na razie na ten temat. Jeszcze nie jestem gotowa, żeby o tym
rozmawiać, o Polsce i, o tym co tam zostawiłam. Obiecuję, że
kiedyś będziemy mogły o tym spokojnie pogadać.
- Nie ma sprawy, to
będzie nasza tajemnica. Nie chciałam sprawić Ci przykrości...
- Nie zrobiłaś
tego, pewnie gdybyś powiedziała mi to za tydzień, dwa a nawet
miesiąc, to zareagowałabym podobnie. Nie martw się.
Colin uśmiechnęła
się do mnie, ja do niej i po chwili przyniesiono nam nasze
zamówienie. Zjadłyśmy a potem jeszcze chwilę siedziałyśmy i
rozmawiałyśmy. Poznawałyśmy się, Colin opowiadała mi o sobie, ja
jej też trochę o sobie mówiłam, choć nie dużo, ale ona to
rozumiała. Z pizzerii poszłyśmy pochodzić po pobliskim parku.
Dobrze czułam się w towarzystwie Colin. Chodziłyśmy i
rozmawiałyśmy, tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam
się co nieco o nauczycielach, zwłaszcza o ich wymaganiach. Colin
obiecała mi, że skseruje mi notatki, żebym była na bieżąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz