poniedziałek, 17 września 2012
Pożegnanie
- Nie pojadę do niej!
- Izuniu, wiesz, że ja muszę wyjechać do Włoch.
- Ja mogę zostać tutaj...
- Jesteś niepełnoletnie. Iza, ja wiem, że ty jej nie lubisz, najchętniej to wziął bym Cię ze sobą, ale naprawdę nie mogę. Musisz jechać do matki, to jest tylko rok.
- Tato, nie chce prze prowadzać się do Niemiec...
Tata już nic nie powiedział, tylko mnie przytulił. Nie miałam najmniejszej ochoty jechać do matki i mieszkać z nią i jej nową rodziną. Kiedy jeździłam tam na wakacje to miała dość. Miałam dosyć tych panienek, które uważały się za Bóg wie kogo. Spojrzałam na tatę, a on lekko uśmiechnął się do mnie. Poszłam do swojego pokoju, usiadłam w fotelu i wzięłam gitarę. To mnie uspokajało. Miałam zmienić szkołę pod koniec pierwszego semestru (przynajmniej tak było w Polsce, bo nie byłam pewno jak jest tam) i to nie gdzieś w Polsce, tylko w Niemczech.
Po jakimś czasie wzięłam telefon, kurtkę i poszłam na spacer. Chodziłam po mieście i rozmyślałam jak poradzę sobie u matki. Po ponad dwóch godzinach wróciłam do domu, zrobiłam kolację, a potem z tatą ją zjedliśmy i wróciłam do pokoju. Zabrałam się za zadanie domowe i naukę. Nie trwało to zbyt długo, bo jak zwykle przyszło mi to z łatwością. Po zakończeniu poszłam pod prysznic, a potem włączyłam cichą muzykę i położyłam się spać.
Obudziłam się dość wcześnie, tata już nie spał i nawet zrobił śniadanie co zdarzało mu się rzadko. Uśmiechnęłam się do niego, pocałowałam w policzek i usiadłam do stołu. Zjedliśmy śniadanie wspólnie, jak zawsze, a potem poszłam do pokoju, spakowałam torbę do szkoły i wyszłam wcześniej niż zwykle. Szłam pomału i inną drogą niż zwykle, musiałam trochę pomyśleć, wszystko miało się zmienić. W sobotę mam wyjechać, choć tak bardzo tego nie chcę, ale niestety już nic nie da się zrobić by zmienić ten stan rzeczy. Wiem, że tata musi wyjechać, że to tylko rok, nawet niecały, a potem znowu będziemy razem, ale i tak mnie to przeraża.
Kiedy doszłam do szkoły to musiałam skupić się na czymś innym. Dobrze, że to nie ostatnia klasa, tylko druga i dobrze, że umiem perfekcyjnie niemiecki, bo inaczej bym sobie nie poradziła w nowej szkole. Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, nie bardzo wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.
Po szkole poszłam z Paulą na małe zakupy, chciałam mieć kila nowych rzeczy, tam, do Niemiec. W pewnym momencie Paula trochę niepewnie zapytała się:
- To już pewne, że jedziesz?
- Tak, tata zabukował już bilety na samolot, na sobotę.
- Cieszysz się...
- Jak cholera. Wiesz, że nie mam najmniejszej ochoty tam jechać. Nienawidzę matki i tych panienek. Chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego nas zostawiła i odeszła do Ericka.
- Wiesz, że ja wiem jak to jest. Też nie rozumiem mojego ojca, ale przynajmniej nie muszę z nim mieszkać i jako tako mam dobre kontakty z nim. Nie zapomnisz o mnie?
- Przecież wiesz, że nie. Będę do ciebie dzwonić tak często jak będę potrzebować. Jesteś moją przyjaciółką i będę Cię potrzebować, żałuję tylko naszego zespołu, wszystko już się tak dobrze układało.
- Jestem do usług, przecież wiesz, a co do zespołu to coś pomyślimy, musi być jakieś wyjście.
- Wiem i za to Cie kocham. Nie wiem jak wytrzymam tam bez was i chyba już nie ma żadnego wyjścia.
Przytuliłam się do przyjaciółki. Znałyśmy się od podstawówki, mama też ją znała, tata bardzo lubił, byłyśmy jak siostry zwłaszcza od momentu, w którym któryś rodzic nas zostawił. Chodziłyśmy po sklepach i co jakiś czas coś kupowałyśmy. Kiedy zgłodniałyśmy to poszłyśmy do pobliskiej pizzerii i zamówiłyśmy pizzę wegetariańską. Po jakimś czasie podszedł do nas Kamil, chłopak Pauli. Gadaliśmy i całkiem dobrze się bawiłam. Po godzinie poszłam do domu.
Zostały mi dwa dni do wyjazdu. Tata załatwił już wszystkie formalności, dokumenty ze szkoły też już miałam, więc mogłam pomału zacząć się pakować. Wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam wyciągać rzeczy. Przebierałam je, choć i tak wiedziałam, że większość będę musiała wziąć. Tata obiecał mi, że jak do jutra spakuję rzeczy, to część wyśle, żebym nie musiała na nie długo czekać. Tyle ile się dało włożyłam do walizki, a resztę do kartonów. Większy dylemat miałam z moją gitarą, nie chciałam żeby się zniszczyła. Kiedy miałam już wszystkie potrzebne rzeczy spakowane i w pokoju zrobiło się dosyć pusto, to poszłam pod prysznic, potem szybko zrobiłam zadanie domowe i położyłam się spać.
Piątek. Chyba najgorszy dzień w moim życiu. Mam się pożegnać z przyjaciółmi, a to chyba najgorsza rzecz pod słońcem, nawet mieszkanie z matką jest lepsze. Po szkole byłam umówiona z zespołem w parku. Po lekcjach szybko poszłam na umówione miejsce, moi przyjaciele już na mnie czekali. Uśmiechnęłam się do wszystkich, a oni odwzajemnili gest. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Starałam się być twarda, nie chciałam ich zostawiać, byli jedyną rodziną jaką miałam poza tatą. Po jakiejś godzinie stwierdziłam, że muszę iść, miałam jeszcze dużo do roboty. Paulina i Kamil odprowadzili mnie pod dom. Kiedy tak staliśmy to miałam łzy w oczach, przytuliłam się do przyjaciółki a ona powiedziała:
- Zobaczysz, szybko się zobaczymy.
- Mam nadzieję, bo ja tam nie wytrzymam. Nienawidzę jej, nie wiem jak wytrzymam ten rok.
- Poradzisz sobie, pamiętaj, że w Polsce masz jeszcze przyjaciół. - Kamil
- Na pewno nie zapomnę. Będę za wami bardzo tęsknić.
- My za Tobą też, pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć i jakby co, to dzwoń.
- Dziękuje. Kocham Was.
Kamil pocałował mnie w głowę a ja po chwili wróciłam do domu. Położyłam się na łóżku i płakałam. Tak bardzo nie chciałam tam jechać. Po niedługim czasie do pokoju wszedł tata. Usiadł koło mnie na łóżku, pogłaskał po głowie i powiedział:
- Kochanie, przepraszam, wiesz, że nie chcę Cię tak krzywdzić...
- Wiem tato, tylko, że to boli, nienawidzę jej a mam z nią mieszkać
- Wiem... Iza naprawdę zabrał bym cię ze sobą, ale nie mogę. Urządzę się we Włoszech i zamieszkasz ze mną.
- A Paulina i Kamil... zespół...
- Będą moli Cię odwiedzać kiedy tylko ich rodzice się na to zgodzą, będą mogli przyjeżdżać do Ciebie na wakacje, nawet całe.
- Kocham Cię tato.
- Ja Ciebie tez Izuniu. Spakowana?
- Tak. Wysłałeś kartony?
- Tak priorytetem. W ciągu kilku dni powinny dojść.
- Tato...
- Tak?
- Co z gitarą, nie chcę żeby się zniszczyła.
- Hmmm. Umówimy się tak: jak pojadę do Włoch to podrzucę Ci ją. Kilka dni będziesz musiała wytrzymać bez niej. Dasz radę?
- Tak. Dziękuje.
Tata pocałował mnie w głowę a ja lekko się do niego uśmiechnęłam. Zostawił mnie samą. Usiadłam na parapecie, wzięłam gitarę i zaczęłam grać, ostatni raz przed wyjazdem. Nie umiałam się pozbierać, bałam się wyjeżdżać i tak bardzo tego nie chciałam. Nie chciałam widzieć matki, jej męża i nowych córek.
Koło 20:00 tata zawołał mnie na kolację. Zjedliśmy w milczeniu, co było u nas czymś niesłychanym. Tata zawsze opowiadał mi jak było w pracy a ja jemu jak w szkole, to się miało skończyć i skończyło. Po posiłku poszłam pod prysznic. Stałam tam długo starając się trochę uspokoić. Kiedy wróciłam do pokoju, to jego pustka przytłoczyła mnie strasznie. Położyłam się do łóżka. Musiałam się wyspać, wylot miałam o 900 a na lotnisku musiałam być już dwie godziny wcześniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)