środa, 10 października 2012

Klub


   Całe popołudnie przesiedziałam w swoim pokoju. Przyszedł czas kolacji, znowu usiadłam koło Tima a on puścił do mnie oczko. Coś mi się wydawało, że jego siostrzyczki jeszcze nie wiedzą o tym, że jednak idę na imprezę i przeczuwałam, że z tego powodu będzie mała awantura.
   Po posiłku poszłam do pokoju przygotować się. Wzięłam szybki prysznic a potem nasmarowałam ciało balsamem tak, że moja skóra pachniała czekoladą. Ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy, a więc jeansową spódniczkę, białą bluzeczkę na ramiączkach z koronką a na to jeszcze bolerko i założyłam kozaki. Ułożyłam włosy, pomalowałam się i założyłam jeszcze dodatki. Lubiłam chodzić do klubu, ale to nie to towarzystwo, które zawsze mi towarzyszyło. Bardzo mi ich brakowało.
   Długo nie musiałam czekać na Tima. Chwilę po tym jak jego siostry wyszły z domu, pojawił się w moim pokoju. Kiedy mnie zobaczył to uśmiechnął się i powiedział:
 - Ślicznie wyglądasz. Katja będzie wściekła jak Cię zobaczy a twój strój jeszcze bardziej ją wkurzy.
 - Czyli wyglądam dobrze.
 - Żeby dopiec moim siostrzyczką to wspaniale. Możemy iść?
 - Oczywiście.
   Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił gest. Wyszliśmy z pokoju, powiedzieliśmy rodzicom, że idziemy do klubu, oczywiście Tim musiał obiecać mojej mamie, że się mną zajmie. Czy ona uważała, że ja mam 5 lat i nie umiem sama o siebie zadbać, już dawno stałam się na tyle odpowiedzialna, że radziłam sobie sama a ona przeoczyła ten etap mojego życia. Gdy wyszliśmy z domu to zaczęłam się śmiać z zachowania mojej matki, nie wiedziałam co w nią wstąpiło. Szliśmy w stronę klubu i rozmawialiśmy.
   Jak się okazało klub, do którego zmierzaliśmy to karaoke klub, więc byłam zadowolona, nawet bardzo, co było spowodowane moją miłością do muzyki a o czym nie wiedziało moje przyrodnie rodzeństwo. Weszliśmy do środka i znaleźliśmy nasze „siostry”. Kiedy Katja mnie zobaczyła to spojrzała się na brata i zapytała się:
 - Dobrze się czujesz, po coś ją tu przyprowadził?
 - Zgodziła się przyjść, a widziałaś jak zależało na tym Lenie.
 - No, no Tim, co to za lala? - jakiś chłopak
 - Iza jestem. Przyrodnia siostra Tima, Katji i Anny.
 - Zatańczymy? - Tim
 - Z przyjemnością.
   Uśmiechnęłam się do barta i poszliśmy na parkiet. Czułam się fantastycznie, muzyka to było całe moje życie. Zamknęłam oczy i zaczęłam ruszać się w rytm muzyki. Tim wydawał się cała tą sytuacją zadowolony. Na chwilę mogłam wrócić do mojego świata, do świata muzyki, tego co kocham i tego co nadaje mojemu życiu sens.
   Po jakimś czasie wraz z Timem poszliśmy po coś do pica i do naszego rodzeństwa. Katja przyglądała mi się z jakimś błyskiem w oczach, mogłam tylko się domyślić, że coś kombinuje. Po niedługim czasie przekonałam się, że miałam rację.
 - Czas na karaoke. Izo, wyzywam Cię na miały pojedynek. Co Ty na to?
 - A co jest nagrodą za wygraną?
 - Przegrany stawia kolejkę dla całego stolika.
 - Cóż, dobre i to. Zgadzam się, przyjmuję wyzwanie.
 - Czujesz się aż tak pewnie? - Anna
 - Hmmm. Tak
   Siostry uśmiechnęły się do siebie a ja po chwili poszłam za Katją. One nie wiedziały o mojej miłości do muzyki. Kochałam wszystko co było z nią związane: śpiew, taniec, grę na instrumentach, jak i tworzenie własnej muzyki, dlatego tak trudno było mi się rozstać z zespołem. Uśmiechnęłam się do Tima. Nie wiem, co wyrażał mój uśmiech, ale miał mówić, że jego siostrzyczki pożałują swojej pewności siebie. Same dawały mi sytuacje, w których swobodnie mogłam je kompromitować. Co prawda nie wiedziałam jak Katja śpiewa, ale wiedziałam jak robię to ja i wiedziałam jak ludzie w Polsce kochali jak śpiewam z Paulą.
   Zatrzymałyśmy się przy dwóch szklanych stolikach. Katja wybrała jakieś dwie piosenki, dla mnie Britney Spears „Lucky”. Byłam zadowolona, bo lubiłam tą piosenkę, była jedną z moich ulubionych piosenek Britney. Ta piosenka była przede wszystkim spokojna, czyli coś co uwielbiałam i coś w czym byłam dobra. Pokazałam Katji żeby śpiewała pierwsza.
   Nie mogłam zaprzeczyć, że głos miała ładny, ale... coś mi nie pasowało. Nie umiała wgrać się w muzykę, to co ona śpiewała nie pasowała do oryginału, nie trafiała z tekstem w tępo. Przyszła do mnie taka fala pewności siebie. Zamknęłam oczy, chciałam na chwilę wyłączyć się z tego miejsca, żeby potem móc skupić się na śpiewaniu, na tym co najważniejsze.
   Katja skończyła a ja zaczęłam swoją piosenkę. Po chwili wyłączyłam się całkowicie. Mój głos, śpiewający tekst tej piosenki nawet mi dodawał spokoju. Nie patrzyłam się na Katję, Annę ani na chłopaków, byłam w swoim świecie. Muzyka docierała do każdego zakamarka mojego ciała, czułam się cudownie, robiąc to co kocham. Wczuwałam się w to co robię, muzyka mnie pochłaniała.
Gdy skończyłam to zobaczyłam jak Katja mi się przygląda. Po chwili przysunęła się do mnie i szepnęła:
 - Publiczność decyduje kto wygrał.
   Nagle pojawił się DJ. Zaczęło się głosowanie. Nie byłam niczego pewna, dałam z siebie tyle ile mogłam. Nie wiedziałam jaka byłą reakcja wszystkich obecnych, bo na nich nie patrzyła, byłam gdzieś indziej, na innej planecie, w moim świecie. Musiałam wrócić na ziemię, bo DJ zaczął ogłaszać werdykt klubowiczów. Ku mojemu zdziwieniu, wygrałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Byłam szczęśliwa, pierwszy raz odkąd ty przyjechałam.
   „Może czasami nie będzie tak źle” - pomyślałam sobie, choć i tak w to nie wierzyłam. Po chwili wróciłam do stolika. Usiadłam koło Tima a on przybliżył się do mnie i szepnął:
 - Ślicznie śpiewasz.
 - Dziękuje.
   Wróciłam do rzeczywistości. Spojrzałam się po chłopakach, których jeszcze nie znałam. Na ich twarzach widziałam niedowierzanie i podziw, ale nie wiedziałam za bardzo o co im chodzi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili jeden z chłopaków powiedział:
 - No Katja, stawiasz kolejkę.
 - Odwal się. - burknęła wściekła, trochę mnie to rozbawiło
 - Czyżby ktoś się wkurzył. - powiedziałam z uśmiechem
 - Zamknij się.
   Umilkłam choć miałam ochotę jeszcze trochę jej podokuczać, ale postanowiłam aż tak się nad nią nie będę znęcać. Miałam wspaniały nastrój. Katja poprosiła kelnerkę o kolejkę dla całego stolika. Kiedy kieliszki stały na stoliku to każdy wziął swój kieliszek. Uśmiechnęłam się do Tima i wypiłam zawartość kieliszka.
   Zamknęłam oczy, poczułam się wolna, jak w Polsce. Spojrzałam na Tima, był wyraźnie szczęśliwy. Uśmiechnął się do mnie i po chwili zapytał:
 - Napijesz się jeszcze czegoś?
 - Hmm. Chętnie.
 - Tim, uważaj, bo ona już jest wstawiona. - Katja
 - Jeszcze nie widziałaś mnie wstawionej.
 - Katja, nie wyżywaj się na niej o to, że przegrałaś, taka jest kolej rzeczy, ktoś wygrywa a ktoś przegrywa.- jakiś chłopak.
 - Nie mam ochoty z wami siedzieć, towarzystwo zeszło na psy. Anna chodź. - Katja była wściekła, aż od nie to biło, ta złość.
   Anna poszła za siostrą, ale wcześniej spojrzała się na jednego z nieznajomych mi chłopaków. Coś mi się wydawało, że na niego leciała.
   Tim mi na chwilę zniknął z oczu, a po chwili wrócił z piwem. Dał mi jedną butelkę, spojrzał się na kumpli i powiedział:
 - A tak właściwie to, to jest Jan, Kris i Nico.
 - Hej. - przywitałam się z uśmiechem
 - Podziwiam, pokonałaś Katję. - Kris
 - Dobra rada, uważaj na nią, bo teraz będziesz miała ciężkie życie. - Jan
 - Szczerze, to się nią nie martwię. Jak dla mnie to mogłaby w ogóle nie istnieć.
 - Ale śpiewasz oszałamiająco, a Katja ma fioła na punkcie swojego śpiewu. Do tej pory nie było nikogo lepszego od niej.
 - Śpiewam tak jak śpiewam, lubię to i dla mnie liczy się tylko moja ocena, jak komuś się coś nie podoba to ma problem.
 - To musisz uważać w szkole. Nasz dyrektor i opiekun waszej klasy nie lubi sprzeciwu.
 - Tym się na razie nie martwię.
 - Dobra zmieńmy temat Katji i szkoły. Zatańczysz? - Jan
 - Oczywiście.
   Uśmiechnęłam się do niego, puściłam oczko do Tima i z Janem zniknęłam na parkiecie. Najważniejsza była dobra zabawa, chciałam na trochę zapomnieć o tym koszmarze, który mam tu przeżyć. Chciałam zapomnieć, że jestem w Niemczech, z dala od przyjaciół.
   Bawiłam się świetnie. Faceci okazali się bardzo sympatyczni. W czasie rozmowy wyszło, że będziemy chodzić do jednej szkoły, ale oni są w ostatniej klasie.
   Robiło się coraz później i koło 3 w nocy postanowiliśmy z Timem iść do domu. Miałam nadzieję, że mama będzie spała, nie miałam ochoty na nocną kłótnię, bo dzień zakończyłam dość miło i nie chciałam z tego rezygnować.
   Kiedy tak szliśmy w stosunkowo ciepłą (jak na tę porę roku) noc to rozmawialiśmy. Tim był bardzo fajnym kompanem do rozmowy, w pewnym momencie powiedział:
 - Naprawdę musisz uważać na Katję.
 - Ona mnie nie interesuje, nie rozmawiajmy na ten temat, chcę skończyć ten dzień miło, proszę...
 - Dobra. Zmieniając temat, masz ładny głos i niewątpliwie umiesz go wykorzystać.
 - Muzyka to moja pasja. Gdybym nie wyjechała z Polski to... eh. - urwałam, nie umiałam o tym mówić i chyba nie chciałam.
 - To co?
 - Tim, nie chcę o tym mówić, nie drąż tematu, proszę.
 - Nie ma sprawy.
   Tim uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam przyjazny gest. Dalej rozmawialiśmy, ale szerokim łukiem omijaliśmy pewne tematy, w zwłaszcza te dotyczące Polski i tego, co tam zostawiłam. Tematy, które sprawiały mi jak na razie dużo bólu, ale nie wiedziałam, czy to się kiedyś skończy.
   Kiedy dotarliśmy do domu to po cichu weszliśmy na piętro, żeby nikogo nie obudzić. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam w fotelu, nie miałam na nic sił, ale nie tych fizycznych tylko psychicznych. Wspomnienia o Polsce bolały, a ja chciałam zachować tylko te dobre wspomnienia, ale nawet te, gdzieś tam sprawiały mi ból. Brakowało mi tego co tam zostawiłam, w sumie to było całe moje życie. Muzyka, przyjaciele, nasze marzenie nakręcało moje życie a teraz tego wspomagacza zabrakło i nie wiedziała, jak to dalej będzie.
   Po chwili, dość długiej chwili, przebrałam się w dres i znowu usiadłam w fotelu. Zbliżała się 4 w nocy, ale ja nie miałam ochoty spać, choć oczy mi się zamykały. W końcu zmusiłam mój organizm do tego żeby się położył i usnęłam, choć było to bardzo trudne. 

środa, 3 października 2012

Nowa rodzinka


   Ta noc była okropna. Przepłakałam 3 godziny, nawet po odejściu mamy nie czułam się tak źle jak teraz. Czułam, że tracę coś ważnego, że tracę siły do życia zostawiając to wszystko tutaj zwłaszcza zespół, on był całym moim życiem. Kiedy w końcu usnęłam to mój sen był tak słaby, że byle hałas na zewnątrz mnie obudził.
   Tata przyszedł do pokoju o 600. Obudził mnie choć tak naprawdę to nie spałam, tylko czuwałam. Uśmiechnął się do mnie, ale widziałam, że nie chce żebym wyjeżdżała, nie chciał zostawić mnie samą z matką, wiedział jak jej nienawidzę i widział jak bardzo ciężko mi bez zespołu. Zjedliśmy śniadanie, znowu w milczeniu. Czasami ta cisza mnie wkurzała i to bardzo, chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam jak.
   Po posiłku spakowaliśmy do samochodu moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. W samochodzie milczeliśmy, jak nigdy dotąd nie umieliśmy znaleźć tematu do rozmowy. Popatrzyłam się na tatę, był zmartwiony, wyraźnie coś go gnębiło.
   Gdy zatrzymaliśmy się na lotniskowym parkingu to zrobiło mi się smutno, miałam ochotę pograć na gitarze, ale została w domu, na kilka dni musiałam zostać sama, co mnie przerażało. Tata siedział tak ze mną cały czas, nie śpieszyło mu się do pracy, bo wziął sobie wolne, żeby móc się spakować do swojego wyjazdu.
    Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił mój gest. Siedzieliśmy w hali odlotów już po tym jak oddałam bagaże. Mój czas w Polsce dobiegał końca, niestety. Kiedy wywołali mój lot i jego pasażerów, że mogą wsiadać to tata spojrzał się na mnie i powiedział:
 - Kochanie, jeśliby się działo cokolwiek złego to dzwoń, jakoś sobie z tym poradzimy. Obiecuję, że będę dzwonił do Ciebie co drugi dzień, pisz maile, bo wiem, że nie zdołamy opowiedzieć sobie wszystkiego. Gitarę przywiozę Ci w ciągu kilki dni. Nic się nie martw.
 - Nie chcę wyjeżdżać... boję się tato...
 - Wiem Izuniu, ja też nie chcę żebyś wyjeżdżała, nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie, nie chcę Cię stracić.
 - Nie stracisz tato. To tylko rok, jadę tam tylko ze względu na Ciebie, gdyby nie Ty to nigdy bym tam nie jechała.
 - Wiem córeczko i wiem ile Cię to kosztuje. Za niedługo znowu będziemy razem, obiecuję.
 - Wiem tatusiu. Będę z Tobą tęsknić.
 - Ja za Tobą też.
   Tata pocałował mnie w głowę i poszłam na swoje miejsce, zamknęłam oczy żeby nie płakać. Tak długo mieszkałam z tatą a teraz muszę go zostawić, osobę która zastępowała mi oboje rodziców, która rozmawiała ze mną na tematy, na które mama się nie odważyła kiedy byłam u niej. Przez 17 lat jakie żyję pamiętam tylko dwa lata, w których była mama, gdy miałam 9 lat zostawiła mnie i tatę.
   Kiedy wylądowałam na lotnisku w Kolonii poczułam się fatalnie. Nie miałam ochoty wychodzić z tego samolotu. W końcu wzięłam się w garść i jako ostatnia opuściłam pokład samolotu. Na hali przylotów miała czekać na mnie mama i jej mąż Erik. Zanim weszłam do ogromnego pomieszczenia pełnego ludzi to wciągnęłam głęboko powietrze.
   Gdy mama mnie zobaczyła to podbiegła do mnie, przytuliła i pocałowała w głowę. Tuliła mnie do siebie dość długo a potem zapytała się:
 - Kochanie, jak Ci miną lot?
 - Dobrze, dziękuje. Jakbyś mogła do mnie nie mówić „kochanie”
 - Oczywiście. Nie wiesz jak bardzo cieszę się, że tu jesteś. Już przygotowałam pokój, zapisaliśmy Cię też do szkoły, będziesz chodzić do jednej klasy z Katją, ale niczym się nie martw.
 - Witaj Izo. - Erik.
 - Cześć. - moje zapasy entuzjazmu pomału się kończyły.
 - Pójdźmy po Twój bagaż i jedźmy do domu. - Erik
 - Tak będzie najlepiej. - mama
   Super, po prostu świetnie – pomyślałam sobie. Ten pobyt zaczyna się fatalnie i zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Poszliśmy po mój bagaż, potem do samochodu i pojechaliśmy do domu, mojego nowego domu na rok, tylko rok, tylko ta myśl dodawała mi sił. Powtarzałam sobie w głowie, że wytrzymam, że robię to dla taty, że tylko on się liczy.
   Zatrzymaliśmy się pod domem, od mojego ostatniego pobytu zbytnio się nie zmienił. Mama była cała w skowronkach, aż piszczała z zachwytu, a ja wręcz przeciwnie, byłam załamana. Weszliśmy do środka, starałam się udawać zadowoloną. W salonie siedziało moje rodzeństwo, oczywiście przyszywane, ale coś mi się nie zgadzało. Była tam Katja, Anna i jakiś chłopak. Przyglądałam mu się badawczo aż przerwała mi mama:
 - To jest Tim, syn Erika, nie poznałaś go, bo na wakacje zawsze wyjeżdżał.
 - Cześć. Miło mi Cię poznać. - Tim 
 - Cześć. Mnie też jest miło.
 - Dziewczyny, nie przywitacie się? - Erik
   Obydwie zrobiły to tak oschle, że nie byłam im dłużna i nawet niewiele mnie to kosztowało. Mamie chyba nic nie mogło dzisiaj zepsuć nastroju. Objęła mnie i zaprowadziła do pokoju. Cały czas coś do mnie mówiła, ale za bardzo jej nie słuchałam, miałam ochotę się rozpłakać. Nawet w pokoju nie dawała mi spokoju a ja marzyłam, żeby już sobie poszła, żeby zostawiła mnie samą. Po chwili chyba zauważyła, że jej nie słucham i powiedziała:
 - Zostawię Cię samą, odśwież się i zejdź na obiad.
 - Jasne.
 - Nie martw się, wszystko będzie dobrze, będziemy szczęśliwi.
 - No tak, na pewno, Ty tak, ale ja raczej nie.
 - O co Ci chodzi? 
 - O to, że Cię nienawidzę. Gdyby nie tata to w ogóle bym tu nie przyjeżdżała. Nie będę tutaj szczęśliwa, nigdy. Możesz zostawić mnie samą.
   Mama już nic nie powiedziała, tylko zostawiła mnie samą a ja zaczęłam płakać. Po chwili wyciągnęłam z torby coś do przebrania i kosmetyczkę, poszłam do łazienki odświeżyć się. Stałam długą chwilę pod prysznicem, musiałam się uspokoić. Kiedy wyszłam to ubrałam się i pomalowałam
   Po odświeżeniu się, zeszłam do kuchni, gdzie czekała już cała rodzinka. Usiadłam na wolnym miejscu koło Tima a on uśmiechnął się do mnie. Katja i Anna przyglądały mi się z kwaśnymi minami, byłam już do tego przyzwyczajona. Po posiłku wróciłam do pokoju, rozpakować się. Zanim jednak wyszłam z pomieszczenia to Katja zapytała się swojego ojca:
 - Tato, co z tym klubem. Możemy iść?
 - Może weźmiecie ze sobą Izę - mama
 - Chyba żartujesz?
 - Lena ma dobry pomysł. Poznacie się lepiej. - Erik
 - Nigdzie z nimi nie pójdę. Nie mam zamiaru użerać się z zadufanymi w sobie panienkami.
 - Iza! 
 - Co? Mówię prawdę. Nie mam ochoty z Wami siedzieć, idę do siebie.
   Nikt już nic nie powiedział a ja zniknęłam na schodach. W pokoju otworzyłam okno i po chwili zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy, musiałam się czymś zająć. Już miałam dość tych dwóch panienek. Zastanawiałam się jak wytrzymam z nimi ten okres i jak wytrzymam z Katją w jednej klasie. Wiedziałam, że nie będzie to miły okres.
   Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi, lekko się uchyliły i wyłonił się Tim. Uśmiechnęłam się do niego, bo jako jedyny wydawał mi się w miarę przyjaźnie nastawiony. Spojrzał na mnie i powiedział po chwili:
 - Iza słuchaj... może byś jednak poszła z nami do tego klubu. - w jego głosie wyczuwałam wielką nadzieje.
 - Nie obraź się, ale nie mam ochoty spędzać czasu z Twoimi siostrami.
 - Nie tylko Ty nie masz na to ochoty. A poza tym nie musisz iść z nimi, możesz iść ze mną.
 - Też nie przepadasz za siostrami?
 - A jak myślisz, dlaczego co roku wyjeżdżam na całe wakacje, wystarczy mi rok szkolny z nimi. To co, pójdziesz ze mną do tego klubu?
 - Dobra, przekonałeś mnie, ale jeśli któraś z Twoich sióstr mnie wkurzy to nie będę żadnej dłużna.
 - O to się nie martw, będę po Twojej stronie.
   Uśmiechnęłam się do niego, był naprawdę sympatyczny. Po chwili zostawił mnie samą. Usiadłam w fotelu i przez chwilę się uśmiechałam, przynajmniej jedna osoba była po mojej stronie, może nie będę aż tak samotna. Postanowiłam przygotować sobie ubranie na tą imprezę. Teraz to najchętniej pograłabym sobie na gitarze, ale jej nie miałam, jeszcze. Nagle przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do taty jak dolecę. Szybko chwyciłam za telefon i wykręciłam numer taty. Po kilki sygnałach odebrał:
 - Cześć Kochanie
 - Cześć tato. Jak tam pakowanie?
 - A powiem Ci całkiem dobrze. Jak lot?
 - Lot dobrze, a o reszcie niestety tak nie mogę powiedzieć.
 - Mama?
 - Mama i jej nowe córeczki.
 - Kochanie, przykro mi, naprawdę.
 - Daj spokój tato, tylko błagam, przywieź mi gitarę. Już bez niej wariuję. 
 - Obiecuję, że przywiozę. W środę z samego rana wyjeżdżam z Polski, więc jeszcze w środę się zobaczymy.
 - Od poniedziałku do szkoły, z Katją do jednej klasy... eh.
 - Aż tak źle?
 - Jakoś sobie poradzę tato. Najważniejsze, że mam Ciebie. 
 - Widzimy się w środę.
 - Tak, nie daruję Ci tego. Kocham Cię tato.
 - Ja Ciebie też córeczko. Do zobaczenia.
 - Pa.
   Uśmiechnęłam się, jakoś musiałam wytrzymać te 4 dni, nie miałam innego wyjścia, choć życie bez gitary było dla mnie horrorem. Tym razem usiadłam na parapecie i przyglądałam się widokowi. Co zostałam? Widok na Ren, ładniejszego sobie chyba nie mogłam wymarzyć, ale czego się tu spodziewać po takiej dzielnicy.