Zanim poszłam spać
to sprawdziłam jeszcze swoją skrzynkę mailową. Miałam wiadomość
od Pauli w której opisała mi wszystko ze szczegółami co się u
nich działo. Taka była między nami umowa, więc i ja napisałam
jej wszystko co się działo: kłótnia z mamą, rozmowa z tatą,
moje odczucia. Wiedziałam, że ona mnie zrozumie, w końcu sama
kiedyś mi to przepowiedziała.
Usnęłam przy
muzyce, jak zawsze. Wcześniej jednak nie umiałam odgonić od siebie
myśli o szkole. To już nie był mój świat, a Katja na pewno
zadbała o moją reputację. Nie mogłam zaprzeczyć, że się bałam.
Zostałam sama, nikogo tam nie znałam, nie czułam się z tą
sytuacją komfortowo.
Obudziłam się tak
jak zadzwonił budzik. Przez chwilę leżałam jeszcze w łóżku.
Kiedy w końcu zwlekłam się z łóżka tak jak byłam ubrana, czyli
w dresie, to zeszłam do kuchni. W domu zawsze jadłam na śniadanie
płatki z mlekiem i nie miałam zamiaru tego zmieniać. Spojrzałam
się na matkę a ona powiedziała:
- Siadaj, już daję
kanapki.
- Wolałabym płatki
z mlekiem. Już się do nich przyzwyczaiłam.
- Dobrze, to weź
sobie.
Mama się do mnie
uśmiechnęła. Nie byłam pewna czy jej przeszło po wczorajszym.
Wzięłam sobie miskę, płatki i mleko. Choć przez chwilę poczułam
się jak w domu. Po posiłku poszłam do pokoju przebrać się i
spakować. Spojrzałam do szafy na mój nowy mundurek, nie wyglądał
tak tragicznie. Czarna spódniczka, biała, elegancka bluzka, czarna
marynarka z logiem szkoły, czarny krawat (to już mogli sobie
darować, ale cóż), i czarne kozaki. Przebrałam się, pomalowałam,
spakowałam torbę i byłam gotowa do wyjścia.
Po chwili do pokoju
weszła mama, spojrzała na mnie i powiedziała, że ładnie
wyglądam. Uśmiechnęłam się do niej lekko i poszłyśmy do
samochodu. Kiedy podjechałyśmy pod budynek szkoły to mnie
zamurowało. Budynek był dość duży i wyglądał na stary, ale za
to był całkiem ładnie odnowiony. Weszłyśmy z mamą do środka i
poszłyśmy w stronę sekretariatu.
Zanim dyrektor nas
przyjął to minęło trochę czasu, a ja w tym czasie rozglądałam
się. Wnętrze było bardzo nowoczesne i przyjazne, takie było
przynajmniej moje odczucie. Dyrektor wyszedł do nas, spojrzał się
na mnie z góry do dołu, co nie było zbyt przyjemne. Uśmiechnął
się do mnie i do matki a potem powiedział:
- Zaraz przyjdzie
opiekun drugiej klasy. - tym razem zwrócił się do mnie, poznałam
bo zerknął na mnie – Mam nadzieje, że będziesz się tu dobrze
czuła. W tej szkole obowiązują pewne zasady i wolałbym żebyś
się do nich stosowała...
- Dzień dobry.
- To jest profesor
Jens, opiekun drugiej klasy. Do niego chodź z każdą ważną
sprawą.
- Dzień dobry. -
przywitałam się grzecznie
- Witaj. Zaraz
zaprowadzę Cię do Twojej klasy, ale najpierw oddaj matce wszystkie
ozdoby.
- Co ma pan na myśli?
- Dobrze wiesz co mam
na myśli. Łańcuszek, pierścionek, kolczyki i bransoletka.
- Nie ściągnę
tego.
- Takie są zasady
tej szkoły, nie można mieć żadnych ozdób. Przykro mi musisz to ściągnąć – dyrektor
- Nie ściągnę tego
i nie zmusicie mnie.
- Iza, zrozum, że
takie są zasady. Dla twojego dobra ściągnij to. - mama
- Nie, albo wiesz co,
pierścionek mogę Ci oddać, tata mi go dał, żebym myślała o
Tobie, ale już dla mnie nic nie znaczy. Reszty niestety nie
ściągnę. - ściągnęłam z palca pierścionek i oddałam go
mamie.
- Młoda damo, nikt
się Ciebie nie pyta czy to zrobisz, czy nie, po prostu masz to zrobić. - profesor Jens.
- Nie mam zamiaru.
Możecie mnie wyrzucić z tej szkoły, będę bardzo szczęśliwa.
- Profesorze Jens,
proszę zaprowadzić Izabelę do klasy – dyrektor
- Oczywiście.
Mężczyzna
spojrzał się na mnie. Zaczyna się robić wesoło, czułam, że pan
profesor nie da mi spokoju, będzie mnie gnębił przez cały pobyt w
tej szkole. W drodze do klasy zostawiłam kurtkę w swojej szafce.
Kiedy znaleźliśmy się pod salą to profesor puścił mnie przodem.
Weszłam do sali i
momentalnie wszyscy się na mnie spojrzeli. No tak, pewnie dużo
rzeczy słyszeli na mój temat. Nauczycielka też się na mnie
patrzyła. Profesor Jens po chwili powiedział:
- Przepraszam pani
profesor. To jest Wasza nowa koleżanka Izabela. Mam nadzieje, że
przyjmiecie ją dobrze. Usiądź, proszę z Colin.
Spojrzałam się na
dziewczynę. Podeszłam do ławki, usiadłam a moja sąsiadka
uśmiechnęła się do mnie. Po chwili opiekun klasy wyszedł a pani
profesor zaczęła lekcje matematyki. Pomimo tego, że wszystko było
po niemiecku nie miałam żadnych kłopotów ze zrozumieniem tego co
było mówione. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę to byłam
szczęśliwa. Jeżeli tak mają wyglądać wszystkie lekcje to
zwariuję. W Polsce z materiałem byłam dużo do przodu, więc będę
się strasznie nudzić.
Colin spojrzała na
mnie, uśmiechnęła się i zapytała:
- Oprowadzić Cię po
szkole?
- Jeśli masz ochotę.
- Jasne, że mam.
Uśmiechnęła się
do niej. Wszystkie lekcje mieliśmy w tej samej sali, więc
zostawiłyśmy rzeczy i wyszłyśmy z klasy. Colin pokazywała mi,
gdzie jest jaka sala, gdzie mamy jakie lekcje. Moja sąsiadka okazała
się bardzo sympatyczną i miłą osobą. Po jakimś czasie odważyłam
się zapytać:
- Co opowiadała na
mój temat Katja?
- Dużo rzeczy mówiła
na twój temat. Najbardziej to próbowała nas przekonać, że
jesteś brzydka, dlatego jak weszłaś do klasy to nas szokło.
Katja mówiła też, że jesteś głupia, wredna... Wiesz,
oczerniała Cię jak tylko mogła. Czuje się zagrożona.
- A ma do tego powód?
Nie chcę jej zastępować. Nigdy nie byłam i nie mam zamiaru być
pustą lalunią.
- Katja, jest bardzo
dziwna, Anna zresztą też. Wiesz, one muszą być w centrum uwagi,
Ty jesteś śliczna i nowa, wszyscy są Ciebie ciekawi. Jak Ty
będziesz w centrum uwagi to one przestaną być, a tego chyba nie
przeżyją.
- To ich problem, a
ja jakoś za taką fałszywą uwagą nie przepadam.
- Też za tym nie
przepadam, dlatego trzymam się z dala od Katji i hałasu wokół
niej.
Uśmiechnęłam się
do niej. Colin była wspaniałą dziewczyną, czułam, że się
polubimy. Chodziłyśmy po szkole i gadałyśmy, tak choćbyśmy
znały się długo. Kiedy doszłyśmy chyba do głównego holu, a
przynajmniej tak to wyglądało, to zauważyłam Katję ze swoimi
znajomymi. Najwyraźniej opowiadała coś bardzo śmiesznego, bo
wszyscy zaczęli się śmiać. Starałam się nie zwracać na nią
uwagi, ale gdy przechodziłyśmy z Colin koło jej grupki to
powiedziała:
- No, no, ale sobie
znalazłaś koleżankę. Chcesz byś podoba do niej, największy
kujonek w szkole.
- A co, zazdrościsz
mi? Colin, przynajmniej jest coś warta i na pewno nie jest taka
pusta w przeciwieństwie do Ciebie.
- Ona ma jakąś
wartość. Bardzo śmieszne. Aj przepraszam, jedyne co ona może to
pomóc Ci w nauce, a najbardziej to chyba francuskiego.
- Uuu. Pomyliłaś
się, nie potrzebuję pomocy we francuskim. Jeśli mi nie wierzysz
to możesz sprawdzić, że umiem francuski.
- Comment vous
oppelez-vous?1
- Je m'appelle Iza.
Zadowolona?2
- Myślisz że jesteś
taka doskonała.
- Znowu przegrałaś
i znowu się wściekasz. A tak na marginesie twoi znajomi wiedzą co
stało się w sobotę w klubie.
- Zamknij się!
- Czyli nie wiedzą?
Ojejku... nie zdążyłaś się jeszcze pochwalić... Ach tak, ale
Ty przecież przegrałaś. Już zapomniałaś, że przegrałaś w
karaoke ze mną. - byłam jak najbardziej wredna, patrzyłam na nią
z wrogością w oczach, ona na mnie też.
- Ty szmato! Nie
dziwię się, że Twoja matka odeszła od Ciebie i Twojego ojca. Kto
chciałby mieć taką córeczkę...
- Dziewczyny
przestańcie... - Tim. Nawet nie wiem kiedy przyszedł, zresztą
teraz większość szkoły nam się przygląda.
- Nie Tim. Twoja
kochana siostrzyczka zaczęła zły temat. Moja matka odeszła to
fakt, ale to chyba była najlepsza rzecz jaką mogła zrobić dla
mnie i dla taty. Ja w przeciwieństwie do Ciebie odwiedzam moją
mamusię, a teraz nawet z nią mieszkam, a Ty, kiedy ostatnio byłaś
u swojej mamy, kiedy ją widziałaś. Jest taka mała różnica
między nami. Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz, możesz mnie
oczerniać, pogrążać, upokarzać, ale nic Ci to nie da...
- Iza, dość... -
Tim
- Masz rację, dość.
Spojrzałam jeszcze
raz na Katję i odeszłam stamtąd. Colin poszła za mną i szybko
mnie dogoniła. Kiedy znalazłam się dosyć daleko od tego całego
hałasu, tych wszystkich ludzi, to stanęłam przy ścianie i
osunęłam się na ziemię. Moja towarzyszka usiadła obok mnie, ale
nic nie mówiła, nie zadawała żadnych pytań, po prostu
siedziałyśmy i milczałyśmy.
Po chwili, gdy
doszło do mnie, że w ten sposób się nie uspokoję, a niewątpliwie
byłam wkurzona i zdenerwowana, to wyciągnęłam telefon, wyszukałam
pewną piosenkę i puściłam ją sobie. Colin nadal się o nic nie
pytała, chyba widziała, że chwilowo nie mam nastroju do rozmowy.
Ja wsłuchiwałam się w piosenkę. Wysłuchałam ją chyba trzy raz,
ale pomogło i uspokoiłam się.
Kiedy po kolejnych
trzech lekcjach zadzwonił dzwonek na przerwę, długą przerwę, to
wzięłyśmy z Colin nasze rzeczy i poszłyśmy pod halę sportową,
bo jako następną lekcję miałyśmy wychowanie fizyczne. Usiadłyśmy
i dalej milczałyśmy. Czułam się lepiej, ale dalej, gdzieś to
wszystko siedziało i do końca nie potrafiłam się na nowo
odnaleźć. Po jakimś czasie Colin spojrzała na mnie i powiedziała:
- Dzięki za tamto,
no wiesz, stanęłaś po mojej stronie...
- Nie masz za co
dziękować, zawsze staje po stronie osób, które lubię, a Ciebie
lubię, jesteś jedyną osobą, która nie uwierzyła Katji.
- Też Cię lubią,
mam nadzieje, że chociaż Ty potraktujesz mnie jak normalną osobę,
nie jak... kujona.
- Masz to jak w
banku. - uśmiechnęłam się do niej a ona do mnie.
- Ćwiczysz?
- Teoretycznie nie
mogę. Mam nadzieje, że mama oddała moje zwolnienie.
Długo
rozmawiałyśmy, praktycznie całą przerwę. Dobrze mi się z nią
gadało, nie miałyśmy problemu ze znalezieniem wspólnych tematów
do rozmowy. Przez chwilę pomyślałam, że mogłybyśmy się
zaprzyjaźnić, ale wiedziałam, że i tak nikt nie zastąpi mi
Pauliny. Brakowało mi jej i to bardzo. Po trzech dniach cholernie
tęskniłam za nią i za chłopakami z zespołu a zwłaszcza za moim
„braciszkiem” Kamilem.
Po dzwonku
poszłyśmy na halę i do szatni. Większość dziewczyn zaczęła
się przebierać, ale nie wszystkie. Ja, Colin i jeszcze dwie
dziewczyny siedziałyśmy na ławce. Po chwili do szatni weszła
nauczycielka. Spojrzała się na mnie i zapytała:
- Ty, jesteś tą
nową dziewczyną, Izabelą?
- Po prostu Iza.
- Dobrze. Dlaczego
się nie przebierasz?
- Nie mogę. Mój
lekarz wystawił mi zwolnienie, mama miała je dostarczyć.
- Ale ja nic nie
dostałam, przykro mi. Przebierz się zaraz zaczynamy.
- Ale ja naprawdę
nie mogę, nie zmyślam, proszę mi uwierzyć. Mogę zadzwonić i
załatwić całą tą sprawę?
- Hmm. Następne
zajęcia mamy...
- W środę. -
dokończyła za nauczycielkę Colin.
- W takim razie
dzisiaj Ci daruję, ale do środy musisz dostarczyć zwolnienie.
Jeżeli go nie będę miała to niestety będziesz musiała ćwiczyć.
- Dziękuję bardzo.
-Dziewczyny, które
ćwiczą, zapraszam na salę, a wy możecie iść na zajęcia.
Nauczycielka wyszła
a ja spojrzałam na Colin, nie wiedziałam o jakie zajęcia chodzi.
Ona uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że mam wziąć
rzeczy. Tak też zrobiłam i poszłam z nią. Wciąż nie wiedziałam
o co chodzi i z tego powodu bardzo się denerwowałam. Weszłyśmy do
jakiejś sali, gdzie było już kilku chłopaków z naszej klasy, te
dwie dziewczyny i jeszcze kilka osób.
Po chwili do
pomieszczenia wszedł młody nauczyciel, na nasz widok uśmiechnął
się i powiedział, że dzisiaj są zajęcia muzyczne. Spojrzałam
przerażona na Colin. „Tego już nie przeżyję” - pomyślałam
sobie. Dlaczego ten pierwszy dzień w szkole musi być taki trudny.
Najpierw kłótnia z Katją a teraz zajęcia muzyczne. Już i tak źle
się czułam a zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej.
Przymknęłam na chwilę powieki, musiałam dojść do siebie. Teraz
to najchętniej wróciłabym do Polski albo uciekła stamtąd,
wszystko było lepsze, nawet zajęcia sportowe, choć tak bardzo
kochałam muzykę.
Nauczyciel spojrzał
na nas i przeliczył. Na chwilę otworzyłam oczy, ale i tak dalej
nuciłam sobie w głowie piosenkę. Po chwili powiedział:
- Coś Was jest
więcej niż zwykle. Ty jesteś nowa? Jak się nazywasz? - pokazał
na mnie, tego się mogłam spodziewać.
- Jestem Iza.
- Będziesz chodzić
na nasze zajęcia?
- Raczej tak.
- Grasz na jakimś
instrumencie?
- Tak, na gitarze.
Potrafię jeszcze kilka dźwięków na perkusji, klawiszach, basie i
gitarze elektrycznej.
- Zagraj nam coś.
- Wolałaby nie.
- Nie daj się
prosić, kawałeczek czegokolwiek, to co lubisz.
Dałam za wygraną.
Wzięłam leżącą obok mnie gitarę i wciągnęłam powietrze. Boże
jak dobrze było mieć z w rękach znowu gitarę, instrument, który
pozawalał mi być wolną, uspokajał mnie. Co prawda to nie była
moja gitara, ale gitara, a w tym momencie nie było ważne jaka. Po
chwili zaczęłam grać piosenkę, która mnie uspokajała, tą samą,
którą słuchałam po kłótni z Katją.
Kiedy grałam
czułam się wolna, czułam, że jestem sobą, tą samą Izą, którą
byłam w Polsce. Nagle przypomnieli mi się moi przyjaciele, nasz
zespół i nasze wspólne marzenie. Wiedziałam, że już tak nie
będzie, przynajmniej do puki będę tutaj, a potem przecież jadę
do Włoch. Nigdy już nie będzie tak jak kiedyś.
Przerwałam, żeby
przerwać wspomnienia, bo chyba jeszcze nie byłam na nie gotowa.
Zamknęłam oczy, byle by tylko się nie rozpłakać. Nie trwało to
długo, tylko chwilkę. Po tej właśnie chwili nauczyciel spojrzał
się na mnie i powiedział z uśmiechem i miłym wyrazem twarzy:
- Masz talent. Utwór
był naprawdę ładny.
- Znam to, słuchałaś
tego na przerwie po kłótni z Katją. - powiedziała Colina, choć
miałam nadzieje, ze tego nie zauważyła.
- Puść nam tą
piosenkę.
Wciągnęłam
powietrze i puściłam piosenkę. Zamknęłam oczy i miałam wielką
ochotę pośpiewać. Jakoś się powstrzymywałam, choć tak do końca
nie wiem jak mi się to udawało. Gdy piosenka się skończyła to
nauczyciel spojrzał na mnie i zapytał się:
- Jak nazywa się ten
zespół?
- Ten zespół nie ma
nazwy, grają dla siebie, w garażu, ale proszę już o nic nie
pytać.
- Dobrze, tylko, że
mają duży talent i potencjał, nie powinno się tego marnować.
Uśmiechnęłam się
lekko do niego a potem podeszłam do okna. Nie chciałam aby
ktokolwiek widział jak się teraz czuję. Po chwili podeszła do
mnie Colin i objęła. O nic się nie pytała, nic nie mówiła, po
prostu mnie przytulała.
1Jak
Pani się nazywa? (fr.)
2Nazywam
się Iza. (fr.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz