czwartek, 6 grudnia 2012

"Szkoła"


     Zanim poszłam spać to sprawdziłam jeszcze swoją skrzynkę mailową. Miałam wiadomość od Pauli w której opisała mi wszystko ze szczegółami co się u nich działo. Taka była między nami umowa, więc i ja napisałam jej wszystko co się działo: kłótnia z mamą, rozmowa z tatą, moje odczucia. Wiedziałam, że ona mnie zrozumie, w końcu sama kiedyś mi to przepowiedziała.
     Usnęłam przy muzyce, jak zawsze. Wcześniej jednak nie umiałam odgonić od siebie myśli o szkole. To już nie był mój świat, a Katja na pewno zadbała o moją reputację. Nie mogłam zaprzeczyć, że się bałam. Zostałam sama, nikogo tam nie znałam, nie czułam się z tą sytuacją komfortowo.
     Obudziłam się tak jak zadzwonił budzik. Przez chwilę leżałam jeszcze w łóżku. Kiedy w końcu zwlekłam się z łóżka tak jak byłam ubrana, czyli w dresie, to zeszłam do kuchni. W domu zawsze jadłam na śniadanie płatki z mlekiem i nie miałam zamiaru tego zmieniać. Spojrzałam się na matkę a ona powiedziała:
 - Siadaj, już daję kanapki.
 - Wolałabym płatki z mlekiem. Już się do nich przyzwyczaiłam.
 - Dobrze, to weź sobie.
     Mama się do mnie uśmiechnęła. Nie byłam pewna czy jej przeszło po wczorajszym. Wzięłam sobie miskę, płatki i mleko. Choć przez chwilę poczułam się jak w domu. Po posiłku poszłam do pokoju przebrać się i spakować. Spojrzałam do szafy na mój nowy mundurek, nie wyglądał tak tragicznie. Czarna spódniczka, biała, elegancka bluzka, czarna marynarka z logiem szkoły, czarny krawat (to już mogli sobie darować, ale cóż), i czarne kozaki. Przebrałam się, pomalowałam, spakowałam torbę i byłam gotowa do wyjścia.
    Po chwili do pokoju weszła mama, spojrzała na mnie i powiedziała, że ładnie wyglądam. Uśmiechnęłam się do niej lekko i poszłyśmy do samochodu. Kiedy podjechałyśmy pod budynek szkoły to mnie zamurowało. Budynek był dość duży i wyglądał na stary, ale za to był całkiem ładnie odnowiony. Weszłyśmy z mamą do środka i poszłyśmy w stronę sekretariatu.
     Zanim dyrektor nas przyjął to minęło trochę czasu, a ja w tym czasie rozglądałam się. Wnętrze było bardzo nowoczesne i przyjazne, takie było przynajmniej moje odczucie. Dyrektor wyszedł do nas, spojrzał się na mnie z góry do dołu, co nie było zbyt przyjemne. Uśmiechnął się do mnie i do matki a potem powiedział:
 - Zaraz przyjdzie opiekun drugiej klasy. - tym razem zwrócił się do mnie, poznałam bo zerknął na mnie – Mam nadzieje, że będziesz się tu dobrze czuła. W tej szkole obowiązują pewne zasady i wolałbym żebyś się do nich stosowała...
 - Dzień dobry.
 - To jest profesor Jens, opiekun drugiej klasy. Do niego chodź z każdą ważną sprawą.
 - Dzień dobry. - przywitałam się grzecznie
 - Witaj. Zaraz zaprowadzę Cię do Twojej klasy, ale najpierw oddaj matce wszystkie ozdoby.
 - Co ma pan na myśli?
 - Dobrze wiesz co mam na myśli. Łańcuszek, pierścionek, kolczyki i bransoletka.
 - Nie ściągnę tego.
 - Takie są zasady tej szkoły, nie można mieć żadnych ozdób. Przykro mi musisz to ściągnąć – dyrektor
 - Nie ściągnę tego i nie zmusicie mnie.
 - Iza, zrozum, że takie są zasady. Dla twojego dobra ściągnij to. - mama
 - Nie, albo wiesz co, pierścionek mogę Ci oddać, tata mi go dał, żebym myślała o Tobie, ale już dla mnie nic nie znaczy. Reszty niestety nie ściągnę. - ściągnęłam z palca pierścionek i oddałam go mamie. 
 - Młoda damo, nikt się Ciebie nie pyta czy to zrobisz, czy nie, po prostu masz to zrobić. - profesor Jens.
 - Nie mam zamiaru. Możecie mnie wyrzucić z tej szkoły, będę bardzo szczęśliwa.
 - Profesorze Jens, proszę zaprowadzić Izabelę do klasy – dyrektor
 - Oczywiście.
     Mężczyzna spojrzał się na mnie. Zaczyna się robić wesoło, czułam, że pan profesor nie da mi spokoju, będzie mnie gnębił przez cały pobyt w tej szkole. W drodze do klasy zostawiłam kurtkę w swojej szafce. Kiedy znaleźliśmy się pod salą to profesor puścił mnie przodem.
     Weszłam do sali i momentalnie wszyscy się na mnie spojrzeli. No tak, pewnie dużo rzeczy słyszeli na mój temat. Nauczycielka też się na mnie patrzyła. Profesor Jens po chwili powiedział:
 - Przepraszam pani profesor. To jest Wasza nowa koleżanka Izabela. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją dobrze. Usiądź, proszę z Colin.
     Spojrzałam się na dziewczynę. Podeszłam do ławki, usiadłam a moja sąsiadka uśmiechnęła się do mnie. Po chwili opiekun klasy wyszedł a pani profesor zaczęła lekcje matematyki. Pomimo tego, że wszystko było po niemiecku nie miałam żadnych kłopotów ze zrozumieniem tego co było mówione. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę to byłam szczęśliwa. Jeżeli tak mają wyglądać wszystkie lekcje to zwariuję. W Polsce z materiałem byłam dużo do przodu, więc będę się strasznie nudzić.
     Colin spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i zapytała:
 - Oprowadzić Cię po szkole?
 - Jeśli masz ochotę.
 - Jasne, że mam.
     Uśmiechnęła się do niej. Wszystkie lekcje mieliśmy w tej samej sali, więc zostawiłyśmy rzeczy i wyszłyśmy z klasy. Colin pokazywała mi, gdzie jest jaka sala, gdzie mamy jakie lekcje. Moja sąsiadka okazała się bardzo sympatyczną i miłą osobą. Po jakimś czasie odważyłam się zapytać:
 - Co opowiadała na mój temat Katja?
 - Dużo rzeczy mówiła na twój temat. Najbardziej to próbowała nas przekonać, że jesteś brzydka, dlatego jak weszłaś do klasy to nas szokło. Katja mówiła też, że jesteś głupia, wredna... Wiesz, oczerniała Cię jak tylko mogła. Czuje się zagrożona.
 - A ma do tego powód? Nie chcę jej zastępować. Nigdy nie byłam i nie mam zamiaru być pustą lalunią.
 - Katja, jest bardzo dziwna, Anna zresztą też. Wiesz, one muszą być w centrum uwagi, Ty jesteś śliczna i nowa, wszyscy są Ciebie ciekawi. Jak Ty będziesz w centrum uwagi to one przestaną być, a tego chyba nie przeżyją.
 - To ich problem, a ja jakoś za taką fałszywą uwagą nie przepadam.
 - Też za tym nie przepadam, dlatego trzymam się z dala od Katji i hałasu wokół niej.
     Uśmiechnęłam się do niej. Colin była wspaniałą dziewczyną, czułam, że się polubimy. Chodziłyśmy po szkole i gadałyśmy, tak choćbyśmy znały się długo. Kiedy doszłyśmy chyba do głównego holu, a przynajmniej tak to wyglądało, to zauważyłam Katję ze swoimi znajomymi. Najwyraźniej opowiadała coś bardzo śmiesznego, bo wszyscy zaczęli się śmiać. Starałam się nie zwracać na nią uwagi, ale gdy przechodziłyśmy z Colin koło jej grupki to powiedziała:
 - No, no, ale sobie znalazłaś koleżankę. Chcesz byś podoba do niej, największy kujonek w szkole.
 - A co, zazdrościsz mi? Colin, przynajmniej jest coś warta i na pewno nie jest taka pusta w przeciwieństwie do Ciebie.
 - Ona ma jakąś wartość. Bardzo śmieszne. Aj przepraszam, jedyne co ona może to pomóc Ci w nauce, a najbardziej to chyba francuskiego.
 - Uuu. Pomyliłaś się, nie potrzebuję pomocy we francuskim. Jeśli mi nie wierzysz to możesz sprawdzić, że umiem francuski.
 - Comment vous oppelez-vous?1
  -  Je m'appelle Iza. Zadowolona?2
  -  Myślisz że jesteś taka doskonała.
 - Znowu przegrałaś i znowu się wściekasz. A tak na marginesie twoi znajomi wiedzą co stało się w sobotę w klubie.
 - Zamknij się!
 - Czyli nie wiedzą? Ojejku... nie zdążyłaś się jeszcze pochwalić... Ach tak, ale Ty przecież przegrałaś. Już zapomniałaś, że przegrałaś w karaoke ze mną. - byłam jak najbardziej wredna, patrzyłam na nią z wrogością w oczach, ona na mnie też.
 - Ty szmato! Nie dziwię się, że Twoja matka odeszła od Ciebie i Twojego ojca. Kto chciałby mieć taką córeczkę...
 - Dziewczyny przestańcie... - Tim. Nawet nie wiem kiedy przyszedł, zresztą teraz większość szkoły nam się przygląda.
 - Nie Tim. Twoja kochana siostrzyczka zaczęła zły temat. Moja matka odeszła to fakt, ale to chyba była najlepsza rzecz jaką mogła zrobić dla mnie i dla taty. Ja w przeciwieństwie do Ciebie odwiedzam moją mamusię, a teraz nawet z nią mieszkam, a Ty, kiedy ostatnio byłaś u swojej mamy, kiedy ją widziałaś. Jest taka mała różnica między nami. Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz, możesz mnie oczerniać, pogrążać, upokarzać, ale nic Ci to nie da...
 - Iza, dość... - Tim
 - Masz rację, dość.
     Spojrzałam jeszcze raz na Katję i odeszłam stamtąd. Colin poszła za mną i szybko mnie dogoniła. Kiedy znalazłam się dosyć daleko od tego całego hałasu, tych wszystkich ludzi, to stanęłam przy ścianie i osunęłam się na ziemię. Moja towarzyszka usiadła obok mnie, ale nic nie mówiła, nie zadawała żadnych pytań, po prostu siedziałyśmy i milczałyśmy.
     Po chwili, gdy doszło do mnie, że w ten sposób się nie uspokoję, a niewątpliwie byłam wkurzona i zdenerwowana, to wyciągnęłam telefon, wyszukałam pewną piosenkę i puściłam ją sobie. Colin nadal się o nic nie pytała, chyba widziała, że chwilowo nie mam nastroju do rozmowy. Ja wsłuchiwałam się w piosenkę.  Wysłuchałam ją chyba trzy raz, ale pomogło i uspokoiłam się.
     Kiedy po kolejnych trzech lekcjach zadzwonił dzwonek na przerwę, długą przerwę, to wzięłyśmy z Colin nasze rzeczy i poszłyśmy pod halę sportową, bo jako następną lekcję miałyśmy wychowanie fizyczne. Usiadłyśmy i dalej milczałyśmy. Czułam się lepiej, ale dalej, gdzieś to wszystko siedziało i do końca nie potrafiłam się na nowo odnaleźć. Po jakimś czasie Colin spojrzała na mnie i powiedziała:
 - Dzięki za tamto, no wiesz, stanęłaś po mojej stronie...
 - Nie masz za co dziękować, zawsze staje po stronie osób, które lubię, a Ciebie lubię, jesteś jedyną osobą, która nie uwierzyła Katji.
 - Też Cię lubią, mam nadzieje, że chociaż Ty potraktujesz mnie jak normalną osobę, nie jak... kujona.
 - Masz to jak w banku. - uśmiechnęłam się do niej a ona do mnie.
 - Ćwiczysz?
 - Teoretycznie nie mogę. Mam nadzieje, że mama oddała moje zwolnienie.
     Długo rozmawiałyśmy, praktycznie całą przerwę. Dobrze mi się z nią gadało, nie miałyśmy problemu ze znalezieniem wspólnych tematów do rozmowy. Przez chwilę pomyślałam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić, ale wiedziałam, że i tak nikt nie zastąpi mi Pauliny. Brakowało mi jej i to bardzo. Po trzech dniach cholernie tęskniłam za nią i za chłopakami z zespołu a zwłaszcza za moim „braciszkiem” Kamilem.
     Po dzwonku poszłyśmy na halę i do szatni. Większość dziewczyn zaczęła się przebierać, ale nie wszystkie. Ja, Colin i jeszcze dwie dziewczyny siedziałyśmy na ławce. Po chwili do szatni weszła nauczycielka. Spojrzała się na mnie i zapytała:
 - Ty, jesteś tą nową dziewczyną, Izabelą?
 - Po prostu Iza.
 - Dobrze. Dlaczego się nie przebierasz?
 - Nie mogę. Mój lekarz wystawił mi zwolnienie, mama miała je dostarczyć.
 - Ale ja nic nie dostałam, przykro mi. Przebierz się zaraz zaczynamy.
 - Ale ja naprawdę nie mogę, nie zmyślam, proszę mi uwierzyć. Mogę zadzwonić i załatwić całą tą sprawę?
 - Hmm. Następne zajęcia mamy...
 - W środę. - dokończyła za nauczycielkę Colin.
 - W takim razie dzisiaj Ci daruję, ale do środy musisz dostarczyć zwolnienie. Jeżeli go nie będę miała to niestety będziesz musiała ćwiczyć.
 - Dziękuję bardzo. 
 -Dziewczyny, które ćwiczą, zapraszam na salę, a wy możecie iść na zajęcia.
     Nauczycielka wyszła a ja spojrzałam na Colin, nie wiedziałam o jakie zajęcia chodzi. Ona uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że mam wziąć rzeczy. Tak też zrobiłam i poszłam z nią. Wciąż nie wiedziałam o co chodzi i z tego powodu bardzo się denerwowałam. Weszłyśmy do jakiejś sali, gdzie było już kilku chłopaków z naszej klasy, te dwie dziewczyny i jeszcze kilka osób.
     Po chwili do pomieszczenia wszedł młody nauczyciel, na nasz widok uśmiechnął się i powiedział, że dzisiaj są zajęcia muzyczne. Spojrzałam przerażona na Colin. „Tego już nie przeżyję” - pomyślałam sobie. Dlaczego ten pierwszy dzień w szkole musi być taki trudny. Najpierw kłótnia z Katją a teraz zajęcia muzyczne. Już i tak źle się czułam a zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej. Przymknęłam na chwilę powieki, musiałam dojść do siebie. Teraz to najchętniej wróciłabym do Polski albo uciekła stamtąd, wszystko było lepsze, nawet zajęcia sportowe, choć tak bardzo kochałam muzykę.
     Nauczyciel spojrzał na nas i przeliczył. Na chwilę otworzyłam oczy, ale i tak dalej nuciłam sobie w głowie piosenkę. Po chwili powiedział:
 - Coś Was jest więcej niż zwykle. Ty jesteś nowa? Jak się nazywasz? - pokazał na mnie, tego się mogłam spodziewać.
 - Jestem Iza.
 - Będziesz chodzić na nasze zajęcia?
 - Raczej tak.
 - Grasz na jakimś instrumencie?
 - Tak, na gitarze. Potrafię jeszcze kilka dźwięków na perkusji, klawiszach, basie i gitarze elektrycznej.
 - Zagraj nam coś.
 - Wolałaby nie.
 - Nie daj się prosić, kawałeczek czegokolwiek, to co lubisz.
     Dałam za wygraną. Wzięłam leżącą obok mnie gitarę i wciągnęłam powietrze. Boże jak dobrze było mieć z w rękach znowu gitarę, instrument, który pozawalał mi być wolną, uspokajał mnie. Co prawda to nie była moja gitara, ale gitara, a w tym momencie nie było ważne jaka. Po chwili zaczęłam grać piosenkę, która mnie uspokajała, tą samą, którą słuchałam po kłótni z Katją.
     Kiedy grałam czułam się wolna, czułam, że jestem sobą, tą samą Izą, którą byłam w Polsce. Nagle przypomnieli mi się moi przyjaciele, nasz zespół i nasze wspólne marzenie. Wiedziałam, że już tak nie będzie, przynajmniej do puki będę tutaj, a potem przecież jadę do Włoch. Nigdy już nie będzie tak jak kiedyś.
     Przerwałam, żeby przerwać wspomnienia, bo chyba jeszcze nie byłam na nie gotowa. Zamknęłam oczy, byle by tylko się nie rozpłakać. Nie trwało to długo, tylko chwilkę. Po tej właśnie chwili nauczyciel spojrzał się na mnie i powiedział z uśmiechem i miłym wyrazem twarzy:
 - Masz talent. Utwór był naprawdę ładny.
 - Znam to, słuchałaś tego na przerwie po kłótni z Katją. - powiedziała Colina, choć miałam nadzieje, ze tego nie zauważyła.
 - Puść nam tą piosenkę.
     Wciągnęłam powietrze i puściłam piosenkę. Zamknęłam oczy i miałam wielką ochotę pośpiewać. Jakoś się powstrzymywałam, choć tak do końca nie wiem jak mi się to udawało. Gdy piosenka się skończyła to nauczyciel spojrzał na mnie i zapytał się:
 - Jak nazywa się ten zespół?
 - Ten zespół nie ma nazwy, grają dla siebie, w garażu, ale proszę już o nic nie pytać.
 - Dobrze, tylko, że mają duży talent i potencjał, nie powinno się tego marnować.
     Uśmiechnęłam się lekko do niego a potem podeszłam do okna. Nie chciałam aby ktokolwiek widział jak się teraz czuję. Po chwili podeszła do mnie Colin i objęła. O nic się nie pytała, nic nie mówiła, po prostu mnie przytulała.

1Jak Pani się nazywa? (fr.)
2Nazywam się Iza. (fr.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz